Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Kto jest chory?

Wszyscy (może poza panią kurator, która opowiada jakieś kompletne androny) jesteśmy wstrząśnięci tragedią w Gdańsku. Samobójczą śmiercią Ani, która została w szkole straszliwie upokorzona przez swoich kolegów i najpewniej pozostawiona bez żadnej pomocy po tym wydarzeniu.

Wróci pewnie teraz do mediów na chwilę dyskusja na temat polskiej młodzieży i kondycji polskiej szkoły. Szkoła jest chora, młodzież brutalna i zagubiona. Nie sądzę, żeby ktokolwiek powiedział cokolwiek nowego. Co jeszcze gorsze - pewnie nic tak naprawdę się nie zmieni.

Bo co właściwie powinno się zmienić? Czy pomóc może zatrudnienie w każdej szkole większej ilości pedagogów? Czy może pomóc uwrażliwienie nauczycieli na zjawisko przemocy wśród rówieśników? Czy rodzice zaczną więcej rozmawiać ze swoimi dziećmi?

Warto sobie jasno powiedzieć także, że takie rozmowy wcale nie są łatwe. Wiem, bo sama byłam, jak to się mówi, "dzieckiem trudnym" i rodzice byli w pewnym momencie ostatnią instancją, do której zwracałam się ze swoimi problemami. Ile nastolatków czuje podobnie? Dlaczego? Czy można to zmienić?

Nie ma najmniejszego sensu porównywać moich przeżyć okresu szkolnego z tragedią Ani, ale muszę przyznać, że to, co stało się w Gdańsku, przypomniało mi własne szkolne czasy.

Pod wieloma względami był to czas zły, trudny, samotny i bardzo bolesny. Nie dlatego, że spotykałam się z jakimiś wyjątkowymi wymaganiami ze strony nauczycieli, że musiałam strasznie dużo godzin spędzać nad pracami domowymi czy przygotowaniami do sprawdzianów. Nie. To było normalne - szkoła jest miejscem pracy.

Ale była również miejscem upokorzeń. Upokorzeń ze strony zarówno nauczycieli, jak i kolegów oraz koleżanek.

Z dystansu lat te sprawy wydają się drobne. Ot, ktoś coś powiedział, ktoś wykonał jakiś przykry gest... Nic wielkiego. Dla dziecka jednak, dla nastolatka to są wielkie rzeczy. Nie wolno ich ignorować, nie wolno wzruszać ramionami z komentarzem "ty to w ogóle jeszcze nie wiesz, co to są prawdziwe problemy".

Dzieci mają prawdziwe problemy, nawet jeśli pozornie nic dramatycznego w ich życiu się nie dzieje. Nie wszystkie kończą się samobójstwem. Nie wszystkie kończą się takim dramatem. Ale często mniejsze i większe rany wyniesione ze szkoły towarzyszą nam przez całe życie.

czwartek, 26 października 2006, kakofonia

Polecane wpisy

  • Napisów końcowych nie będzie

    Bywa czasem tak, że "konieczność istnienia trudna jest do zniesienia", jak śpiewał swego czasu Grzegorz Turnau. Trzeba wtedy zmobilizować resztki energii i skup

  • Z dawnych czasów

    Najlepiej zacząć nowy rok od odrobiny poezji. I to romantycznej, a jednocześnie zakorzenionej w rzeczywistości czasu, w którym powstała.On i Ona – ballada

  • Podziękowania

    O ile pamięć mnie nie zawodzi, rok temu zignorowałam zupełnie ów ważki moment, w którym wybiła na zegarach północ, rok 2008 dobiegł końca, a rozpoczął się żegna

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/10/29 21:44:23
Co to znaczy "dzieckiem trudnym"? Bez względu na to, czy wiązało się to z przynależnością do subkultury, z zażywaniem narkotyków, dokonywaniem kradzieży, zastraszaniem młodszych, pernamentnym opuszczaniem się w nauce, pobytem w poprawczaku czy jakąśkolwiek inną patologią, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że czas i odrobina dobrej woli, odwagi, zaufania do siebie i jeszcze czegoś pozwolą naprostować drogi. Saul Bellow w książce "Henderson, król deszczu" (Henderson the Rain King) napisał "Przebaczenie grzechów jest wiecznotrwałe i cnota nie jest uprzednio wymagana". :)

Ania sobie nie przebaczyła. Bynajmniej.
-
2006/10/29 22:28:30
Ania nie miała sobie czego przebaczać. Ale pewnie czuła, że coś złego zrobiła, że czymś zasłużyła na upokorzenie, które ją spotkało. I to jest przerażające - że nie znalazł się nikt, kto mógłby jej powiedzieć, że to nie ona zrobiła coś złego, ale że coś złego zrobiono jej.
Czasem bardzo trudno jest samemu sobie przebaczyć to, że zostało się upokorzonym.