Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Być religijną Żydówką i feministką I

Znajoma M: oj, z tym to będziesz miała kłopot, nie da się być ortodoksyjną Żydówką i feministką.

Rabin S: ależ oczywiście, że można być ortodoksyjną Żydówką i feministką, nie widzę problemu.

Znajoma M jest ortodoksyjną Żydówką i nie jest feministką. Rabin S chyba nie jest feministą, ale na pewno jest Żydem ortodoksyjnym.

Ortodoksyjny judaizm ma więcej niż jedno oblicze. W ogóle nie ma jednego judaizmu, a i w ramach każdego z tzw. głównych nurtów są rozmaite strumienie.

Żydowskie prawo religijne, czyli halacha, jest seksistowskie. Przeczyć temu, moim zdaniem, trudno, choć są tacy, którzy namiętnie i z głębokiego przekonania uprawiają w tym zakresie mniej i bardziej zręczną apologetykę. Naprawdę lepiej by było, gdyby swoje umysły, często wybitne, zaangażowali w jakieś inne sprawy.

Seksistowskie elementy halachy nie są niczym zaskakujących. Prawo żydowskie było tworzone przez mężczyzn. W czasach, kiedy powstawał Talmud oraz wtedy, gdy powstawały obowiązujące do dziś w judaizmie ortodoksyjnym kodeksy halachiczne, pozycja kobiety była jaka była. Rabini byli współtwórcami pewnej kultury, ale byli przez nią również kształtowani. Np. wpływy helleńskie w zakresie obrazu i statusu kobiety w literaturze talmudycznej znaleźć bardzo łatwo.

Nie oznacza to, że w żydowskiej legislacji religijnej nie ma elementów, które pozycję kobiety poprawiały, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę analogiczne prawodawstwo w innych kulturach tamtych czasów. Można takie wątki wskazać i są one istotne.

Co może zrobić dziś żydowska religijna feministka, która nie chce pójść śladem judaizmu reformowanego i uznać, że halachę należy odwiesić na kołek? Otóż może pokładać nadzieję w zmianach. W zmianach w mentalności - które są często ogromnie trudne - i w legislacji religijnej - które są niemniej skomplikowane, ale są równocześnie możliwe.

Dla mnie judaizm bez halachy nie istnieje. Wiem, że wielu Żydów taką drogą wybrało i wybiera, ale to nie jest moja droga, to nie jest mój judaizm. Równocześnie mam jednak świadomość tego, że w judaizmie jest wiele antykobiecych uprzedzeń, z których niektóre przyjęły formę prawną.

Co z tym fantem począć?

Spojrzeć mu prosto w oczy. Nie udawać, że problemu nie ma. To moja strategia. Przygotowując się do konwersji szczególną uwagę poświęcam właśnie kwestii statusu kobiety i odkrywam różne problemy, kwestie, które budzą mój opór intelektualny i emocjonalny. Szukam powodów danych regulacji, źródeł obyczajów i zmagam się z nimi. Czytam teksty nowe i stare, opinie rabinów dawnych i dzisiejszych, ortodoksyjnych i konserwatywnych, wykształconych i zaangażowanych w judaizm kobiet i mężczyzn. Znajduję opinie, które podzielam i opinie, które działają na mnie jak płachta na byka.

Jedno jest jednak pewne: judaizm jest żywy i zmienny o czym świadczą toczące się w jego ramach debaty. To nie żadna skamielina, przed którą należy paść plackiem i oddawać jej hołd, dlatego jedynie, że stoi za nią autorytet Tradycji. Czytając rozmaite debaty, słuchając różnych ludzi wiem, że są religijni Żydzi, z którymi niewiele mam wspólnego i z którymi nie chcę mieć wiele wspólnego. Wiem jednak, że są i inni. Wiem, że w swoim pragnieniu by miłość dla judaizmu i jego tradycji połączyć z feminizmem nie jestem osamotniona. Dowód na to jest choćby tutaj: Jewish Orthodox Feminist Alliance

Dzisiaj wiem, że nie muszę rezygnować z siebie, z przekonań, które są dla mnie ważne, żeby stać się religijną Żydówką. Oczywiście są sytuacje, w których muszę dokonać szybkiego wyboru. Słyszę, że nie powinnam prowokować mojej społeczności przychodząc w tałesie na poranne nabożeństwo. I jestem gotowa się z tym pogodzić. Czasem muszę wybierać pomiędzy dwiema równorzędnymi dla mnie wartościami. Żaden z tych wyborów nie jest łatwy.

Ostatecznie decyduje bilans. U mnie nie wychodzi on na zero. Wychodzi na plus. Bo w judaizmie z jego problematycznymi elementami, w moim zmaganiu się z niektórymi kwestiami odnajduję sens i wartość, których nie odnalazłam nigdzie indziej. I to mi wystarcza.

wtorek, 21 listopada 2006, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Konrad.B, *.ghnet.pl
2006/11/21 23:43:29
Droga Kakofonio! :) Piszesz naprawdę niesamowicie ciekawie. Na Twojego bloga trafiłem ze strony Żydóweczki i właściwie dopiero się po nim rozglądam. Znam już Cie trochę z Forum Żydów Polskich. Ja również piszę bloga o podobnej tematyce. Gdybyś znalazła chwilkę czasu zapraszam na www.zapomnianyswiat.blog.onet.pl. Będę wdzięczny za każdą opinię poradę czy uwagę. Tymczasem dodaję Twoją stronkę do linków. Pozdrawiam Cię serdecznie. Konrad.B
-
socjopatyczna_malkontentka
2006/11/22 00:30:20
jutro pójdę do synagogi Izaaka - mojej ulubionej w Krakowie i pomyślę o feministce w ramach ortodoksji

Posiedzę na schodach do babińca... i poczytam na nich Bubera "Opowieści chasydów" a potem, jak zawsze pójdę na duży cmentarz, tuż za mostem.

-
2006/11/22 17:12:53
Słowa to są słowa. Puste do chwili, w której napełni się je znaczeniem. Możesz sobie nazywać halachę seksistowską i prawdopodobnie nie usmażysz się za to w piekle, bo HaSzem patrzy w serce i widzi intencje wypowiadającej. Ze słowami jest jest jak w kawale o Żydzie, który recytował alfabet wierząc, że Pan Bóg sam ułoży go sobie w modlitwę.

Piszesz, że prawo żydowskie stworzyli mężczyźni, ale kto na nich wpływał?
Hisoria literatury uczy, że w tamtym świecie kobiety były na piedestale. Wszyscy rycerze zabiegali o niewieście względy. Kochano kobiety, obsypywano je kwiatami. Kobiety były natchnieniem poetów, symbolem wyższych idei, piękna. Feminizm był średnio potrzebny i wszystkim żyło się dostatnio.

Piszesz, że judaizm jest pod wieloma względami antykobiecy, a wiele jego założeń działa na Ciebie jak płachta na byka. Piszesz, że nie ma w Tobie pokory względem patriarchalnej tradycji itp ...
Dużo, dużo żalu, dużo buntu, twardych deklaracji, irracjonalnego przymusu, upakarzających kompromisów, potrzeby prowokowania, miotania się między skrajnościami, dezorientacji i chaosu. Również, mając szesnaście lat i z książek dla młodzieży przerzucałem się na wino z Polmosu, przeżywałem świat równie boleśnie. Fajnie było. Wspominam to mile. Szkoda, że mi przeszło.

A rabin S to dowcipny gość. :)
-
agnieszqa
2006/11/22 18:13:30
bardzo Ci dziękuje za to co dziś napisałaś! ostatnie zdanie: '' Bo w judaizmie z jego problematycznymi elementami, w moim zmaganiu się z niektórymi kwestiami odnajduję sens i wartość, których nie odnalazłam nigdzie indziej. I to mi wystarcza.'' niesamowicie dodało mi otuchy! raz jeszcze dzięki, pozdrawiam mocno, agnieszqa
-
2006/11/22 18:24:55
Wybacz, Marekslaw, ale kompletnie nie wiesz, o czym mówisz. Kobiety na piedestale? W antycznym Izraelu? W antycznej Grecji? W Babilonii?

Nie chcę Cię obrazić, ale przy takim poziomie wiedzy, jaki prezentujesz, żadna dyskusja na ten temat nie jest możliwa.
-
2006/11/22 21:09:17
Przykro mi, że nie wpasowalem się w Twój światopogląd. Jesli zaś chodzi o wiedzę - cały Internet jest nią zapchany.

Nie obraziłaś mnie, ale rozumiem, że nie chcesz widzieć moich wpisów na swoim blogu.
-
2006/11/22 22:22:11
Tu nie chodzi o światopogląd. Jeśli nie masz wiedzy na temat statusu kobiety w Talmudzie - a Twój wpis dowodzi jej braku, to po prostu lepiej się nie wypowiadać, to wszystko. Internet to naprawdę nie dość.

A Twoje wpisy zawsze czytam z przyjemnością. Nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. :)

Czym innym jest jednak spór czy różnica światopoglądowa, a czym innym niewiedza.
-
2006/11/23 07:01:58


Każdy ma prawo do odbierania świata według własnych kryteriów i odrzucania wszystkiego tego, czego nie jest w stanie aktualnie pojąć. Nie wiem tylko, czy ten fakt można odnieść do jakiegoś obiektywnego stanu wiedzy na jakiś temat.

Przyznaję, że moje ostatnie posty były może trochę prowokacyjne, co zapewne w zetknięciu z niejasnymi pretensjami żydóweczki spowodowało Twoją reakcję.

Nie obiecuję, ale pomimo całej kurtuazji, jaka kierujesz w moja stronę, postaram się już tu więcej nie pisać. Pa.