Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Ezrat naszim

Synagoga A jest ortodoksyjna czy - może trafniej rzecz ujmując - tradycyjna. Względnie tradycyjny jest także sam budynek: neoklasycystyczna budowla wzniesiona przed II wojną światową.

To synagoga, w której do czasu wyjazdu z Polski modliłam się najczęściej. Kilka razy zdarzyło mi się uczestniczyć także w nabożeństwach w innej, nazwijmy ją B, w innym mieście, ale tej szczerze nie lubię.

W A, jak w każdej synagodze tradycyjnej, mężczyźni i kobiety modlą się oddzieleni od siebie. Na dole wyznaczona jest specjalna sekcja dla kobiet, a na górze znajduje się specjalna galeria dla nich przeznaczona, tzw. ezrat naszim. Zawsze modliłam się tam właśnie. Część synagogi wyznaczona dla kobiet na parterze jest niefortunnie umiejscowiona - nie widać z niej ani bimy, ani aron ha-kodesz. Z góry można przynajmniej coś zobaczyć.

Czy ma to znaczenie? W końcu synagoga to nie teatr ani kino. Nie ma ekranu, który może człowiekowi zasłonić kapelusz jakiejś eleganckiej pani albo głowa jakiegoś koszykarza. Podczas modlitw w synagodze nie jest też, ściśle rzecz biorąc, potrzebny widok osoby prowadzącej modlitwy. Zupełnie normalne jest to, że każdy modli się we własnym tempie. Oczywiście dobrze jest przynajmniej pewne modlitwy odmawiać w tym samym czasie, co reszta zgromadzonych, ale konieczności takiej nie ma.

Dla mnie jednak widok ma znaczenie. Nie o estetykę tu chodzi, ale o poczucie uczestnictwa.

Judaizm ortodoksyjny przyjmuje, że kobieta nie ma obowiązku uczestniczenia w modlitwach publicznych czyli tych, które odbywają się w synagodze. Żeby się modlić nie potrzebuje minjanu. A nawet jeśli w synagodze jest, to do minjanu jej obecność nie jest liczona. Coś jak piąte koło u wozu, ujmując rzecz nieco zbyt brutalnie.

Czasem jednak to piąte koło u wozu chce się pomodlić w synagodze razem z innymi Żydami. Dla mnie jest to szczególnie ważne w piątkowe popołudnia. Bez możliwości uczestniczenia w kabalat szabat szabat jest dla mnie jakoś niepełny. Żeby jednak mieć realne poczucie współuczestniczenia z innymi w nabożeństwie nie mogę czuć się od nich kompletnie odseparowana fizycznie. Dlatego wybieram galerię na piętrze, która umożliwia przynajmniej kontakt wzrokowy.

Synagoga B takiej galerii niestety nie ma. Sekcja dla kobiet wydzielona jest na parterze i stanowi praktycznie osobne pomieszczenie - z główną salą modlitw łączą je okna.

Nie jestem w stanie tam się modlić, bo szlag mnie trafia już po wejściu. W pomieszczeniu dla kobiet są zdekompletowane krzesła i jakieś połamane ławki. Wszystko razem sprawia wrażenie składziku rzeczy niepotrzebnych i aż nadto dosłownie powoduje, że czuję się kompletnie niepotrzebna niczym jeden ze zgromadzonych tam, zmęczonych życiem mebli. Przebywając w takim miejscu czuję się zbyt upokorzona, żeby stać mnie było na modlitwę.

Oczywiście, mogłoby być gorzej. Kto był w synagodze w Tykocinie (obecnie muzeum), ten wie, że w oknach łączących sekcję dla kobiet z salą główną mogą być zamontowane kraty...

Do balkonu u synagodze A zdążyłam się przyzwyczaić. Ba, dostrzegłam nawet parę jego zalet. Łatwiej mi się skupić na modlitwie, kiedy nikt nie stoi zbyt blisko mnie. Sekcja dla kobiet w synagodze B kojarzy mi się jednak jak najgorzej - z nadal silną w środowiskach ortodoksyjnych tendencją do wykluczania kobiet z życia liturgicznego poza czterema ścianami domostwa. Jeśli już przychodzą do synagogi, to niech trzymają się z daleka od jej centrum.

Z punktu widzenia ortodoksji kobieta w synagodze rzeczywiście potrzebna nie jest. Co więcej jej obecność stanowić może kłopot. Rabini od wieków martwili się zgubnym wpływem kobiet na męską uwagę. Z troski o nią wzięły się rozmaite ograniczenia - kobieta nie może modlić się z mężczyznami czy śpiewać w synagodze, bo zebrani w niej faceci nie będą mogli skupić myśli na Bogu. Biedacy... Tylko dlaczego cenę za podniesienie jakości męskich modlitw mają ponosić kobiety?

Oczywiście pojawia się pytanie: skoro moja feministyczna dusza ma zastrzeżenia, to dlaczego przy judaizmie (i to w jego wersji bardziej tradycyjnej) jednak się uparłam? Ale o tym już przy innej okazji.

poniedziałek, 20 listopada 2006, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
agnieszqa
2006/11/20 07:23:59
czekam na inną okazję zatem! bo ja też właśnie feministka :) a gdzie w stolicy synagoga b?
pozdr agnieszqa
-
Gość: Klu, *.u.mcnet.pl
2006/11/20 09:51:49
W katolicyźmie i szerszym chrześcijańśtwie trwa dyskusja na temat kapłańśtwa kobiet lub to kaapłaństwo staje siefaktem - Żydowskie kobiety uczestniczą w oficjalnej świątynnej celebrze ukradkiem - jako pośledniej drugiej kategorii, choć głównie przez kobietę- matkę przekazywane jest Żydostwo... Jeśli prawdziwy jest socjologiczno-psychologiczny trend do zrównywania uprawnień płci to...? (jakieś wnioski?)
-
socjopatyczna_malkontentka
2006/11/20 14:35:00
a co z kobietami chasydkami, nawet prowadzącymi rebustwa?
-
2006/11/20 16:19:04
Agnieszqa - synagoga B nie w stolicy, w stolicy jest tylko jedna.

Klu - w judaizmie kwestia kapłaństwa w ogóle nie występuje od czasów zburzenia Świątyni. Rabin nie jest kapłanem. A sytuacja kobiet w judaizmie jest różna w różnych judaizmach, zmienia się także w ortodoksji

Socjopatyczna_malkontentka - pozycja kobiet w rodzinach chasydzkich (podobnie jak w innych ultraortodoksjach) jest z mojego punktu widzenia kompletnie nieakceptowalna. Oczywiście, że kobieta może być rebecyn i w tym sensie odgrywa rolę w życiu społeczności. Ale to wszystko. Zawsze pozostaje żoną swojego męża i matką swoich dzieci. Są chasydzi, którzy kobiecie - nadal - nie pozwolą się kształcić.
-
Gość: Klu, *.u.mcnet.pl
2006/11/20 17:05:52
Nie o kapłaństwo kobiet w judaistycznych odmianach religi mi chodziło ale o pozycję kobiet - kapłaństwo w niektórych religiach chrześcijańskich jest bowiem wykładnikiem równouprawnienia.
Jaka jest definicja kapłaństwa w judaiźmie? Kim jest rabin - kim byli cadykowie (święci za życia?)?
Wybacz Kakafonio, że dużo pytam...
-
2006/11/20 17:18:43
Klu, ależ mi miło, że pytasz i postaram się odpowiedzieć w miarę możliwości, ale we wpisach blogowych, ok?

Co do równouprawnienia - nie, w judaizmie ortodoksyjnym i do pewnego stopnia w konserwatywnym równouprawnienia nie ma i pełnego raczej nie będzie nigdy. W reformowanym najbliżej do tego, ale za ogromną cenę, moim zdaniem.
-
agnieszqa
2006/11/20 17:58:32
ja własciwie nie wiem czemu pomyślałam, że ta B to w warszawie ;)
-
socjopatyczna_malkontentka
2006/11/20 18:31:23
Kakofonio, przepraszam za skrót myślowy, ja myślałam o dawnych czasach - XVIII i XIX wieku, gdzie były takie przypadki, iż rebustwa przejmowały "uczone w piśmie" córki. Oczywiście teraz jest inaczj i historycy chasydzcy nie chcą o tym pamiętać.

A i jeszcze coś - w szabat dlatego napisałam błogosławieństwo dla dziecka (dziewczynki), bo wydawało mi się jakieś takie, najbardziej rodzinne - potem zdałam sobie sprawę, że to mogło być odczytane jako niedelikatność. Przepraszam
-
2006/11/20 18:46:15
Malkontentka, napisanie tego błogosławieństwa było bardzo miłe :)

Możesz podać jakieś przykłady tych uczonych w piśmie córek? Ja znam tylko dwa, całkiem niechasydzkie i całkiem średniowieczne - córki Rasziego i bodaj córka Rambama. Bardzo jestem ciekawa źródeł analogicznych przypadków u chasydów, bo pierwszy raz o tym słyszę.
-
2006/11/20 22:45:44

Zdarzają się zaniedbane synagogi tak samo często, jak zaniedbane kościoły, kina i mieszkania. Kiedy czasami wracam do mojej starokawalerskiej nory, to już na progu jestem podejrzliwy jak Barańczak i myślę - oho, oho. Pewnie ktoś pił z mojego kubeczka? No nie ... wszystkie kubeczki dokładnie pomyte.

Bo to mama przyjechała. Jest na przedwczesnej emeryturze i się nudzi, gdyż jest fizycznie odseperowana od obowiązków zawodowych, więc wpada do mnie aby posprzątać. I ma żal, że mam bałagan. Synagoga B jest jak moje mieszkanie. Mężczyznom bałagan często nie przeszkadza, wręcz go nie zauważają. Być może synagogą B opiekują się mężczyźni, którzy nie zauważają tego, co płeć piękna. To naprawdę nie jest metodyczny i zaplanowany mizoginizm, tylko być może zwykła ignorancja.

Dla Was, kobiet, to wszędzie musi być porządek, a poza tym chcecie się pchać do chłopów, nawet w synagodze i im nad głową trajkotać.

Bo faktycznie, może to nie o estetykę chodzi, ale o poczucie uczestnictwa i bliskości związanej niekoniecznie z tradycyjnymi obrzędami?

Droga kakofonio. Wierzę, że jak każda kobieta czujesz i przeżywasz wszystko z wyjątkową wrażliwością (zwłaszcza jesienią). Niestety, stanowczo się z Tobą nie zgadzam! Kobieta w synagodze potrzebna jest! Chociażby dlatego, żeby posprzątać, jeśli w Domu Bożym, w boskiej obecnosci nie jest w stanie wznieść się ponad małostkowe żale, pretensje i podziały.

Pozwól, ze potraktuję Twój (i swój) wpis jako rodzaj żartu. :)
-
socjopatyczna_malkontentka
2006/11/21 01:23:15
poszukam, bo gdzieś o tym czytałam, ale pytanie za dwadzieścia punktów - gdzie i kiedy. Znajdę i napiszę, ale to może potrwać - ksiązki mam w pudłach ;) - remont