Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Obcy język i poczucie humoru

Kiedy w 1951 roku Antoni Słonimski zdecydował się wrócić do Polski, znajomi pytali go, co stało za tą decyzją. W końcu powrócił do raczej ohydnego, stalinowskiego świata. Pytanie nie było więc bezzasadne.

"Po angielsku nie mogłem opowiadać dowcipów", odpowiedział Słonimski.

Kto zna jego felietony albo teatralne recenzje, ten wie, jak ważne było dla poety poczucie humoru i zrozumie, dlaczego wspomniany powód wcale nie był trywialny.

Pamiętam, jak podczas zajęć z hebrajskiego, mniej więcej rok temu, zażartowałam na jakiś temat, po hebrajsku. Nauczycielka powiedziała mi później: jeśli ktoś potrafi żartować w obcym języku, to znaczy, że naprawdę zaczyna go czuć.

Moja nauczycielka ma wielkie doświadczenie w nauczaniu obcych języków, nie tylko hebrajskiego, więc zapewne wie, co mówi.

Doświadczenie również podpowiada mi, że istnieje tutaj jakiś istotny związek. Kiedy po raz pierwszy znalazłam się w Stanach, przez długie miesiące miałam poczucie, że zgubiłam jakąś część osobowości. Dopiero po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że tym, co zagubiłam, było poczucie humoru. Moje poczucie humoru nie potrafiło znaleźć formy ekspresji w obcym języku.

Jestem wielbicielką Kabaretu Starszych Panów, humoru Słonimskiego i Tuwima, do łez potrafią mnie doprowadzić zjadliwe recenzje "książek najgorszych" Barańczaka oraz jego gry językowo-literackie.

Ot, na przykład, stworzona przez Barańczaka właśnie przeróbka znanego wiersza:

Rzadko na moich wargach
Pojawia się słodka, jedyna,
W dymie pożarów wędzona,
Najdroższa nazwa: słonina.

Jednak, gdy zjawi się,
Warga, drżąca, lecz trwodze daleka,
Idzie od razu na całość:
- Proszę dwadzieścia deka.

(Cytuję z pamięci, więc może z błędami.)

Nie umiem tego przełożyć na angielski. Rzecz bowiem nie tyle w słowach, oczywiście, ale w kontekście kulturowym i historycznym, który dla osoby nie znającej polskiej poezji i polskich dziejów jest kompletnie nieczytelny.

Najlepszy dowcip jest sytuacyjny i ociera się o absurd. Często igra także z językiem wykorzystując swojskie konstrukcje do własnych celów. (Przykład: recenzja Słonimskiego ze sztuki pt. "Dom otwarty" brzmiała: "Zupełnie niepotrzebnie".) Takie poczucie humoru wymaga niebywałej znajomości języka, w którym się wyraża. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy osiągalne jest dla kogoś, kto w danym języku nie został wychowany.

Do tego dochodzą kwestie może mniej kulturowe, a bardziej psychologiczne. Otóż jedną z moich ulubionych form komunikacji stanowi ironia, szczególnie jeśli jestem w odpowiednim nastroju. Nie wiem, na ile jest ona właściwa Słowianom, ale o tym, że dziwna jest przynajmniej części mieszkańców Nowego Świata mogłam przekonać się w czwartek, podczas świątecznego spotkania w gronie mniej i bardziej znanych znajomych.

Moja znajoma z Litwy, która dysponuje znacznie lepszym ode mnie wyczuciem tego, co Amerykanie rozumieją, a co jest zwykle poza ich zasięgiem, chodziła za mną i śmiejąc się z różnych moich uwag równocześnie zapewniała pozostałe osoby: "To była ironia".

To powtórzone kilkakrotnie wyjaśnienie mocno mnie zastanowiło.

Niemniej, możliwe, że to naprawdę nie jest sprawa kulturowa. Bliska znajoma opowiadała mi kiedyś, że podczas pierwszych lat małżeństwa, na wszystkich prawie przyjęciach mąż musiał chodzić za nią i większości rozmówców tłumaczyć, że żona nie jest wcale źle wychowana, a po prostu ma szczególne poczucie humoru.

Ze znajomą ową rozmawia mi się notabene doskonale. Rozumiemy się w lot i wzajem przerzucamy lekko złośliwymi komentarzami na różne tematy. Choć pogadać możemy wyłącznie po angielsku.

niedziela, 26 listopada 2006, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2006/11/26 02:55:39
bardzo trafne obserwacje,i bardzo zbiezne z moimi - pzestalam sie czuc w ameryce obco dopiero wtedy, kiedy zaczelam umeic byc zabawna...
jednak musze powiedziec, ze - jakkolwiek nie cierpie uogolniac na temat calych narodow czy spolecznosci - humor anglosasko-amerykanski to jakos nie jest moj typ humoru - a i moje zarty nie zawsze bawia WASPow. za to zauwazylam nieslychana zbieznosc miedzy moim wlasnym poczuciem,co jest zabawne, a co nie, a poczuciem humoru, jakie wsrod osob ktore znam potrafia prezentowac jedynie... zydzi ze wschodnioeuropejskimi korzeniami. nie wiem, na czym to polega, ale gdybym miala ponktowac najbardziej zabawnych ludzi, jakich znam - w czolowce byloby co najmniej 60-70% osob, ktore wywodza sie z zydowskich rodzin. nie wiem zupelnie, na czym to polega, ale amerykanie z rodzin o wloskich, irlandzki, niemieckich, skandynawskich - jakolwiek przeuroczy, zupelnie nie lapia takiego wlasnie ironicznego czy tez wrecz absurdalnego, mocno zakorzenionego w wyczuciu gry slownej humoru. zaobserowalat mo juz tyle razy,ze przestaje wierzyc, ze to jedynie czysty zbieg okolicznosci.
-
2006/11/26 03:41:12
Ja najlepiej tutaj dogaduję się z pewną Izraelką o galicyjskich korzeniach :D

Nie, moim zdaniem to nie jest zbieg okoliczności. Choć wyjaśnić tego nie potrafię. Coś jest podobnego w żydowskiej i słowiańskiej wrażliwości :)
-
2006/11/27 10:07:24
Poczucie humporu to zdecydowanie jeden z elementów spajających pewne społeczności - głównie zapewne narody. A obserwacja dotycząca anglosasów wydaje mi się jak najbardziej trafna. Łatwiej pożartować sobie ze Słowakiem niż z Finem. Przynajmniej mi. Ale myślę że może to być także rzecz gustu i osobistego poczucia humoru ... Ktoś kto lubi humor z najwyższej półki (tam własnie plasują się Starsi Panowie, Barańczak i coraz niestety węższe grono wielkich ludzi) niekoniecznie musi znaleźć zrozumienie dla swoich ironicznych żartów za granicą ... Ale myślę, że osobie która od Kabaretu SP woli Marcina Dańca łatwiej byłoby się odnaleźć ... Niewyszukany żart zawsze ma szerszą widownię. Niestety.
Pozdr.