Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Przeszłość i przyszłość

Bardzo bliski mi Kłapouchy, po którym odziedziczyłam część własnej skłonności do ponuractwa napisał mi tak:

W moim świecie, za mną, stoi nieskończony szereg moich poprzedników, a przede mną wyrasta zastęp moich następców. I w kącie stoi pachnąca lasem choinka, pod obrusem leży siano, a przy stole ktoś łamie się opłatkiem, tak jak robili to mój pradziadek, dziadek, ojciec i wreszcie ja. To sprawia, że czujemy się rodziną i w rodzinie. Zaś kiedy wiemy, że za ścianą siedzi inna rodzina czyniąca to samo, to czujemy się wspólnotą lokalną i dalej - narodem. Bo czymże innym jest dziś naród jak nie zbiorem jednostek połączonych tradycją i nawykami kulturowymi?
At - szkoda gadać! Jestem zapewne konserwatystą i jako takiemu wszelkie wymuszone czy dobrowolne zrywanie z tradycją (nie mylić z ewolucją) jest godne potępienia.

Na pewno nie szkoda gadać, choć temat rzeczywiście dość smętny i dodatkowo, dla mnie przynajmniej, trudny.

W moim domu stoi choinka pachnąca lasem, a pod obrusem jest siano. To dom, z którego wyrosłam i któremu ogromnie wiele zawdzięczam. Nie byłabym sobą, gdybym wyszła z innego domu. Żaden dom nie jest doskonały, ale takiego domu, jak mój własny, mogłam życzyć wielu osobom.

Do czego zobowiązuje mnie przynależność - nie wybrana i zarazem jak najbardziej wybrana - do takiej właśnie rodziny? Kłapouchy napisał jasno: "przede mną wyrasta zastęp moich następców". W ważnym wymiarze ja takim następcą nie będę. W moim mieszkaniu w tym roku, podobnie jak w roku ubiegłym, nie będzie choinki, nie będzie opłatka. Nie będzie kultywowania tej tradycji, która w moim rodzinnym domu jest żywa.

"Dobrowolne zrywanie z tradycją jest godne potępienia", pisze Kłapouchy. I tu powstaje problem lojalności. Komu powinnam być lojalna? Tradycji, w której się wychowałam, rodzinie, którą kocham czy sobie samej?

Oczywiście, zgodnie z duchem liberalizmu i indywidualizmu powinnam odpowiedzieć: sobie samej przede wszystkim. Ale zarazem judaizm właśnie, ta inna tradycja, którą wybrałam i chcę uczynić swoją, uczy mnie, że moja wolność niekoniecznie musi być najważniejsza. To judaizm, innymi słowy, każe mi w pewien sposób mój wybór przemyśleć.

Nie wiem, czy potrafiłabym zawrócić z wybranej już drogi. Chyba nie chciałabym tego zrobić. Czego jednak może uda mi się uniknąć, to potępienie tradycji, z której wyrosłam i za której granice wyszłam.

Smuci mnie zawsze widok ludzi, cierpiących na tę wersję syndromu kwaśnych winogron. Takie osoby czują przemożną potrzebę negowania i deprecjonowania tego, co inne, każdej drogi innej niż ich własna. W przypadku konwersji religijnej nagle zaczynają z typowo neoficką gorliwością krytykować inne religie. W przypadku konwersji politycznej koniecznie muszą napluć na ugrupowanie, które wspierali wcześniej. W przypadku konwersji intelektualnej - zdeptać światopogląd wyznawany uprzednio.

Takie osoby spotkać można wszędzie. Także wśród Żydów. Ot, na przykład, jeden z najwybitniejszych żydowskich historyków XIX wieku, Heinrich Graetz. Wychowany w ortodoksyjnej rodzinie z czasem ortodoksję żydowską po prostu znienawidził. Jego wypowiedzi na temat wschodnioeuropejskich Żydów ortodoksyjnych są pełne pogardy i nienawiści.

Mam nadzieję, że uda mi się czegoś takiego unikąć. Że nie zacznę wyśmiewać się z choinki i drwić ze śpiewania kolęd przy wigilijnym stole.

Drzwi do dużego pokoju są przeszklone, drewniane elementy przeplatane są płytkami szkła, w których wytłoczono coś na kształt bąbelków. W tych płytkach pięknie załamuje się światło. Szczególnie światło kolorowych lampek zapalonych na choince, która stoi w kącie dużego pokoju. Stoję za tymi drzwami i patrzę na grę kolorowych światełek - to jedno z najprzyjemniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa.

środa, 29 listopada 2006, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Klu, *.u.mcnet.pl
2006/11/29 09:11:23
A jednak potępienie przez konwertytę tego co porzucił i się odciął jest na miejscu i wzbudza szacunek. Przykładem niech będzie parlamentarzystka holenderska, z pochodzenia Somalijki, która odważnie i zdeterminowana walczy z szeregiem islamskich tradycji, nie wahajac się bluźnić gdy to uzasadnione (Mahomet pedofilem!). JAk dla mnie w niektórych przejawach Judaizmu jest sporo szokujaco anachronicznych starożytne uzasadnionych obyczajów i rytuałów... które mogą wzbudzić "rogatość" i bunt Żyda.
-
Gość: sceptnick, 217.97.158.*
2006/11/29 09:25:23
Nie widzę specjalnej sprzeczności pomiędzy "ornamentami" poprzedniej tradycji z obecną tradycją religijną. Choinka, to tylko i aż symbol domu, w którym się wyrastało, a nie jakiś szczególny symbol religijny; opłatek - to symbol chleba, którym dzielimy się z rodziną, a nie Ciało Pańskie, na pewno i w każdym domu żydowskim są tradycje wyniesione z ich lokalnych środowisk i przyswojone w rodzinnym, domowym gnieździe jako swoje. Tu nie ma żadnej sprzeczności - to zapach domu. Każdego nieco inny. Pamiętamy go i wspominamy choć mamy już własny dom i nasze dzieci poznają jego zapach, jako zapach SWOJEGO domu.
Jeśli odrzucić wyraźne różnice pomiędzy religiami, często różnice czysto retoryczne lub rytowe, to ich istota jest przecież do siebie dość podobna. Tak, jak podobne jest do siebie człowieczeństwo wszystkich ludzi.
Zdania Kłapouchego - to literatura, a nie życie.
-
2006/11/29 10:12:36
"Czy Żyd może mieć choinkę?
Pewnie, jeśli mu będzie z nia miło"

Dylemat Joela Fleishmana...

Chanukija na tle choinki... super
-
Gość: , *.acn.waw.pl
2006/11/29 11:34:16
Ja też choś jestem ortodoksyjnym żdyem wychowałem się w chrześcijańskim domu (z tradycji) chociaz połowicznie (po tatusiu) skrajnie ateistycznym. Jak domyslasz sie zrobiłem giur. Nie ciągnie mnie do tych tradycji ale nie mam tez takiego jak twój wewnętrznego konfliktu. Szanuję tradycje chrzescijańską ale widze tez co jest tylko lukrem i nic nie ma pod spodem. Tak bywa i u nas. Norma.
Różnica osobiście, dla mnie jest taka że tradycja żydowska dla mnie wewnętrznie, moim wewnętrznym życiem a chrześcijańska jedynie lukrem. Szanuję wierzących chrześcijan ale nie sa moją rodziną/wspólnotą. Mimo że w tym wyrosłem te znaczenia są dla mnie puste. Moją rodziną i wspólnota sa żydzi i nasza wspólna tradycja. Tak to czuję.
-
Gość: bumru, *.49.jawnet.pl
2007/12/08 00:14:06
Cześć. Właśnie dzisiaj po raz pierwszy weszłam na Twój blog. Chcę przejść na judaizm, ta religia jest mi bliska jak żadna inna. Jeszcze nie zaczęłam procesu konwersji, czekam na wiadomość, czy aby mogę w ogóle przystąpić będąc żoną nie-żyda (ateisty nieochrzczonego, dodaję). Mieliśmy tylko ślub cywilny ale już spotkałam się ze zdaniem, że nie - ie mogę... :( Co mam zrobś? Pomóż, jeśli możesz. Jakkolwiek. jakby co to - bumru@wp.pl
-
kakofonia
2007/12/09 19:55:11
Bumru, powinnaś się spotkać z rabinem.