Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Krucjata antynikotynowa

Przed sądem Federalnym Dystryktu Columbia toczył się jeden z dość absurdalnych procesów, które stanowią stały element prawniczego krajobrazu Stanów. Wiele osób pamięta na pewno proces wytoczony jakiejś sieci jadłodajni za to, że podawali tam gorącą kawę. Pewna pani kawą ową się oblała i poleciała do sądu, ponieważ firma nie uprzedziła jej, że kawa może być gorąca. Pani proces wygrała. Odszkodowanie wcale nie było małe.

Proces w DC dotyczył palenia. Tym razem nie chodziło jednak o to, że ktoś zachorował na raka bądź odniósł inny uszczerbek na zdrowiu z powodu palenia, a nie był przez producentów papierosów uprzedzony o tym, iż tak się może stać. Pozew przeciwko Philip Morris USA, Altria, R.J. Reynolds, Brown & Williamson, Lorillard and British American Tobacco został wytoczony dlatego, że sygnując część swoich produktów nazwami "light" czy "ultra-light" bezdusznie i podstępnie wprowadzali w błąd nabywców wmawiając im rzekomo, iż lighty są mniej szkodliwe.

Pierwszy wyrok zapadł w sierpniu ubiegłego roku. Lektura fragmentów werdyktu sędzi Gladys Kessler jest bardzo pouczająca w zakresie psychologicznej analizy umysłów oddanych duszą i sercem antynikotynowej krucjacie.

Ot, na przykład, ten fragmencik: "Oskarżeni reklamowali i sprzedawali swoje zabójcze produkty z zapałem i posługując obłudą, ogarnięci wyłącznie ideą finansowego sukcesu, bez żadnego względu na ludzkie tragedie oraz społeczne koszty ich sukcesu". Więcej tutaj

Teraz sędzia Kessler opowiedziała się również za zakazem znakowania niektórych papierosów jako "light" nie tylko w USa, ale i poza granicami kraju.

Rozbawiło mnie bardzo oświadczenie jednego z prawników, który z radością przyjmując werdykt sędzi Kessler przekonywał, że stroną pozywającą, a zarazem zwycięzcą w procesie, są wszyscy palący lighty, którzy są podstępnie oszukiwani przez producentów papierosów.

Ujmujące. Uwielbiam, jak ktoś występuje w moim imieniu nie pytając mnie wcześniej o zdanie. Palę lighty od dawna. Wcale nie dlatego, żebym uważała, że są mniej szkodliwe albo dlatego, żebym sądziła, że wcale się od nich nie uzależnię. Oczywiście, że się uzależniłam i to już dawno. Lighty palę dlatego, że mi bardziej smakują. Po prostu. Nie czuję się przez nikogo oszukana, zwodzona na manowce ani wykorzystana. Nic nie szkodzi. Sędzia Kessler stanie w mojej obronie niezależnie od tego, czy mi się to podoba czy nie.

Tak, życie palacza w tym kraju nie jest łatwe. Jeszcze zanim tu przyjechałam bliski znajomy uprzedził mnie, że jako palacza nie będzie mnie zapraszał do swojego domu oraz uprzedził, że inni mogą się zachować podobnie. Wkurzyłam się tym oświadczeniem ogromnie. Sprawa rozeszła się po kościach, ale sam fakt takiego stawiania sprawy jest pouczający.

Bloomington jest "smoke-free" podobnie jak inne miasta w Stanach. Oznacza to, że nie wolno palić w żadnych kafejkach, barach, pubach itp. Kilka lat temu było to jeszcze możliwe - miejsca dla palących były małe i wydzielone, ale były.

Antynikotynowa krucjata weszła także na kampus. Palić wolno w odległości minimum 30 stóp od budynków uniwersyteckich. Przestrzeganie tego przepisu nie jest łatwe, bo niektóre części kampusu są mocno zabudowane. Niedawno prezydent uniwersytetu wpadł na światły pomysł zupełnego zakazu palenia na kampusie. Szczęśliwie, zanim idea zdołała przeobrazić się w ciało nastąpiła zmiana na stanowisku głowy uczelni. Fakt ten wielu studentów powitało z ulgą. Nie ma bowiem najmniejszych wątpliwości - większość studentów pali.

Kilka dni temu podszedł do mnie jeden z nich i poprosił o ogień. Rozejrzał się po okolicy po czym z krzywym uśmiechem stwierdził: "Mam nadzieję, że stoimy dostatecznie daleko od drzwi". Po chwili rozmowy westchnął: "Dobrze, że przynajmniej jeszcze we własnym samochodzie mogę palić". "Just give'em some time, give'em time", odpowiedziałam zgryźliwie.

Idę zapalić. W domu mi wolno.

wtorek, 20 marca 2007, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/03/20 21:41:53
W domu owszem. Ale jesli jest to mieszkanie w budynku z apartamentami, to raczej nie na balkonie....i ja uwazam, ze slusznie....
-
2007/03/21 00:50:12
paliłam jak komin przez wiele lat, ale po przyjeździe tutaj w końcu dałam sobie spokój. podejść miałam kilka, ale mam nadzieję, że tym razem się udało. akurat na moim uniwerku mało kto pali, więc to ciągłe wychodzenie mnie wkurzało. jeśli się ma takie otoczenie gdzie mało kto pali to łatwiej rzucić...więc polecam ;)
-
socjopatyczna_malkontentka
2007/03/21 02:40:24
zawsze mówiłam, że light to ściema ;) - odezwała się malkontentka fakna Cameli żółtych (których w Polsce niestety już nie ma)
-
socjopatyczna_malkontentka
2007/03/21 02:41:03
fanka miało być - przepraszam
-
hjuston
2007/03/21 03:25:26
aeijn pale. aczkolwiek mam w domu fajke wodna i tyton jablkowy. i od czasu do czasu cos tam sie zakurzy.
-
aniabuzuk
2007/03/21 19:53:11
W Chicago zakaz o niepaleniu w pubach, barach i restauracjach jeszcze nie wszedl w zyciu (za dwa czy trzy lata). Czesc knajp wprowadzila zakaz palenia na wlasna reke. Palic mozna 15 stop od budynku. Przyjezdzaj :) Sama nie pale.
-
hjuston
2007/03/21 20:33:57
a jakie macie zdanie w sprawie procesu tej kobiety, ktora walczy o odszkodowanie zwiazane z odmowa aborcji? tak a propos procesow
-
Gość: dorota, *.echostar.com
2007/03/22 17:44:15
Wiesz, z tymi procesami jest tak, ze amerykanie uwazaja ze firmy sa odpowiedzialne za to co sprzedaja.
Ta pani ktora sie poparzyla kawa miala racje: kawa byla prawie gotujaca sie - tak sie kawy NIE podaje, ona nie byla do picia. Jej poparzenie bylo powazne. To byla starsza osoba, w szpitalu potem pojawily sie potem komplikacje. Wiec ta historia brzmi dziwnie, ale faktycznie przez glupote kogos w McDonaldzie, ona wyladowala w szpitalu, i McDonalds powinien byc za to odpowiedzialny. Po to maja ubezpieczenie.

A z paleniem to inna bajka chyba. Teraz wiadomo ze mozna umrzec z second-hand smoke. Ze ludzie ktorzy zyja z palaca osoba czesto maja mniej zdrowe pluca i sa bardziej sklonni do chorob oddechowych. Wiec restryckje palenia chyba nie sa tak bardzo dziwne. (Chociaz, fakt, moglyby byc bardziej grzecznie przedstawione.)

A co do tych Light -- ja bym nie bronila firm produkujacych papierosy. Wszyscy wiemy ze chodzi tu o pieniadz, i o jak najbardziej przekonanie ludzi ze papierosy nie sa tak zle. To sa mistrzowie propagandy false advertising i psychologicznym manipulowaniem ludzi.
-
hjuston
2007/03/22 20:23:14
a ja jeszcze polecam film pt thank you for smoking