Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Ogryzek - pyzek, kto cię lubi?

Wszyscy chyba znają te postaci: Chip and Dale. Dwie sprytne wiewiórki ziemne, które objadają się orzeszkami, wpadają w kłopoty bądź wpędzają w nie innych.

W Bloomington mam okazje zaprzyjaźniać się z żywymi odpowiednikami disneyowskich bohaterów, choć nie jest to wcale takie proste.

Chipmunks mieszkają u nas na kampusie i toczą odwieczną wojnę z wiewiórkami dużymi. W końcu jedzą mniej więcej to samo, więc rywalizacja jest oczywista. Sprawia mi ona przykrość o tyle, że jestem wielką fanką jednych i drugich i stanowczo wolałabym obserwować zawieszenie broni, a jeszcze lepiej - pełną kooperację połączoną może z operacjami zaczepnymi wymierzonymi w lokalne zające (choć te ostatnie też są urocze).

Chipmunki, jak je z polska nazywam na własne potrzeby, zaktywizowały się ostatnio - w końcu wiosna. W zimę śpią budząc się co jakieś dwa tygodnie, żeby napachać sobie na nowo puste już brzuchy. Można je więc spotkać ganiające po śniegu. Serce się wtedy człowiekowi łamie. Wiewiórka zwykła ma dłuższe łapy i lepiej sobie radzi z wykopywaniem spod śniegu ukrytych tam smakołyków. Biedny chipmunk czasem kompletnie znika pod śniegiem...

Teraz jednak śniegu nie ma, słońce przyświeca, rośliny kiełkują i można poszaleć.

Od dawna staram się zaprzyjaźniać zarówno z wiewiórkami, jak i z chipmunkami. Mam w tym celu specjalną kwotę w budżecie. Nie na cele reprezentacyjne, ale na cele, rzekłabym, dyplomatyczne, ściśle rzecz biorąc - na zakup orzeszków.

Niestety, chipmunki są znacznie bardziej płochliwe niż wiewórki. Zrobienie chipmunkowi zdjęcia to wielkie wyzwanie. Z orzeszków ziemnych, owszem, bardzo chętnie skorzysta, ale zanim się człowiek obejrzy, orzeszek znika, a w polu widzenia przez ułamek sekundy widać wyłącznie ogonek właśnie znikającego chipmunka. I tak w koło Macieju.

Dłuższe spotkanie z chipmunkiem miałam dotychczas jedno. W czasie ferii zimowych lazłam sobie do bibilioteki przez kompletnie opustoszały kampus. I zdybałam chipmunka siedzącego na murku. Z przerażenia udawał rzeźbę. Zastygł na tylnych łapkach i chyba starał się nawet nie oddychać. Jego małe czarne oczka wpatrzone były w tego strasznego, wielkiego potwora, po którym przecież wszystkiego można się było spodziewać. W pierwszym odruchu sama również zastygłam, ale po chwili zlitowałam się nad biedakiem i odwróciłam wzrok. Skorzystał z okazji natychmiast i śmignął w krzaki.

niedziela, 18 marca 2007, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
socjopatyczna_malkontentka
2007/03/19 12:34:27
kwota na cele dyplomatyczne rozśmieszyła mnie totalnie, już teraz wiem, jak nazwać kupowanie żarcia dla kota podsamochodowego - dyplomacją międzygatunkową :)
-
2007/03/19 21:19:57
Przypominaja mi się od razu wiewiórki z Londynu, które to w zwyczaju mają, korzystając z każdej nadażającej się okazji, wdrapać się ukradkiem do domu przez uchylone drzwi kuchni i zwinąć bez pytania coś smakowitego. Najlepsza jest ich odwaga, ponieważ w ogóle nie zwróciły na mnie uwagi, prowadziłem tam spokojna rozmowę przez telefon nie wykonujac przy tym gwałtownych ruchow, a dzieliły mnie od nich 2 metry wolnej przestrzeni.
-
2007/03/20 10:10:11
Mieszkam niedaleko parku, dlatego często tam chodzę (lub przechodzę) - kiedyś szłam bardzo wczesnym rankiem i to, co zobaczyłam wprawiło mnie w zdumienie - mnóstwo wiewiórek zgromadziło się wokół jednego drzewa i tak wbiegały i zbiegały z niego (a drzewo olbrzym), wyglądało to jak jakieś zawody:)
-
aniabuzuk
2007/03/21 20:00:36
Uwielbiam chipmunki i boleje nad faktem, ze trudno wypatrzyc je w miescie. Nie widzialam zadnego w swoim ogrodku. Wiem, ze sa na przedmiesciach. Ale czekam cierpliwie na nie oraz kolibry. Dwa lata temu jedzac sniadanie na dworzu syrop klonowy zwabil malutkiego goscia i myslalam, ze zawalu dostane z wrazenia. W tamtym roku ani jeden sie nie pojawil, mimo iz mialam pojemnik z pokarmem dla kolibrow. No nic.
-
kakofonia
2007/03/22 01:02:41
Ania, mieszkasz w centrum bardziej? To będzie problem. Moje miasteczko to głównie prowincja więc łatwiej te stworzonka różne wypatrzyć. Kolibry w mojej okolicy się nie pojawiają, ale jak odwiedzam znajomych, którzy mieszkają nieco dalej, to widuję je często, przylatujące do karmnika :) I nawet się mało boją!
-
aniabuzuk
2007/03/22 19:46:17
Moja dzielnica jest typowa rezydencjalna, skraj miasta wlasciwie, wiec mialam nadzieje, ze sie zwierzaki pojawia. Lamiesz mi serce tymi kolibrami u znajomych. Ja im jeszcze pokaze! (Ten karmnik, ma sie rozumiec).
-
Gość: Forum Komputerowe, *.globalconnect.pl
2012/07/30 23:42:54
Oglądałem kiedyś ten odcinek jak wyjadali Kaczorowi Donaldowi jabłka i rzucali go ogryzkami zadając najpierw pytanie "Ogryzek pyzek kto Cie lubi ja czy Ty?" :)