Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Przedpesachowe porządki

Znajoma z Izraela opowiadała mi, że ten tydzień jest tam męczący. Głównie dla kobiet, które poświęcają mnóstwo czasu na szorowanie domu. Dzwonią do pracy usprawiedliwiając swoją nieobecność ciężką dolegliwością, po czym rzucają się w wir prac porządkowych, żeby dom lśnił.

Mania ta spowodowana jest świętem Pesach. Z niecałkiem jasnych powodów dni przed Pesach w wielu żydowskich domach zmieniają się w kompletne pandemonium porządków. A samo święto rzeczywiście staje się świętem wolności. Nie tyle jednak wolności po opuszczeniu Egiptu, ale raczej wolności od sprzątania.

W nie-żydowskich domach czasem jest podobnie przed Wielkanocą, prawda? Zdesperowane gospodynie domowe uświadamiają sobie nagle, że oto święta tuż, tuż, wiosna za oknem w pełni rozkwitła, a chałupa zapyziała do nieprzytomności. Dalej więc szorować podłogi na kolanach, atakować okna najnowszym Mr Cleanerem czy czymś takim, toczyć beznadziejną walkę z kurzem ukrytym podstępnie w najmniej dostępnych kątach.

Szczęśliwie w mojej rodzinie stosunek do porządku był zawsze nieco ambiwaletny. Ma on swoje zalety, ale przesadne o niego dbanie to raczej świadectwo psychozy, której należy unikać. W końcu od odrobiny brudu jeszcze naprawdę nikt nie umarł.

W domach żydowskich przedpesachowe sprzątanie nie wiąże się jednak z samą ideą porządku dla porządku, ale z koniecznością pozbycia się chamecu. Pozbyć trzeba się nie tylko produktów będących chamecem, ale również śladów chamecu. Innymi słowy, nawet dom już koszerny, trzeba przed Pesach przerobić na super-pesachowo-koszerny.

Niestety, z jakiegoś dziwnego powodu walka z chamecem przeradza się czasem w walkę z brudem. A przecież kurz to nie chamec! Po uświadomieniu sobie tej prostej prawdy czuję prawdziwą ulgę. Nie muszę zmieniać mieszkania w ultraseptyczne pomieszczenie. Po prostu muszę je wykoszerować, czyli w tym wypadku - odchamecować.

Mieszkam sama i nie mam zwyczaju łazić z jedzeniem po całej okolicy - odchamecować muszę zatem praktycznie wyłącznie kuchnię. I wcale nie zajmie mi to tygodnia, ani nawet paru dni. Uświadomiona przez wykwalifikowaną znajomą wiem, co mam zrobić i w jaki sposób. Jeden dzień mi wystarczy. Może nawet jedno popołudnie?

Nie będzie ze mną tak, jak z kobietą w filmiku poniżej. Na szczęście. I Pesach nie będzie dla mnie przede wszystkim dniem wolnym od sprzątania...

Szabat szalom

piątek, 30 marca 2007, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/03/30 05:19:07
Takie wypaczenia w stylu tej pani w wannie , czy też nieprzemożona chęć sprzątania każdego zakamarka w mieszkaniu mnie również nie grożą;)
Choć moja żeńska część rodziny w Polsce powiedziałaby, że zbyt lekko do tego tematu podchodzę, to moi amerykańscy znajomi z kolei twierdzą, że jestem pedantką. Wszystko więc zależy od punktu widzenia tudzież siedzenia ;)
-
hjuston
2007/03/30 17:26:28
u nas sie to nazywa- wiosenne porzadki ;-)
-
Gość: cloe, *.catv.net.pl
2007/03/31 16:51:06
u mnie to sie nazywa-robienie wszystkiego aby tylko nie wziąć sie za to za co powinnam
-
Gość: , *.bb.netvision.net.il
2007/03/31 22:02:44
OFFCA:

w morde, lepszego filmiku pesachowego w zyciu nie widzialam!!! :D

ja też to zlewam - jutro cały dzien mam w koncu :P zostały mi tylko blaty do umycia, zlew podłoga... potem zlac wrzątkiem i poobklejać pare rzeczy. i tyle :)

-
la_polaquita
2007/04/02 17:47:03
U mnie w domu przed różnorakimi świętami (nie-żydowskimi, ale widzę że pedantyzm jest ponad wszelkimi podziałami;)) zawsze panowała totalna psychoza w sensie "nie zdążymy, nie zdążymy!". Jakby wszystko nie lśniło i człowiek nie padał na pysk i nie harował do późna w nocy, to tak jakby świąt nie było... Dlatego odkąd żyję na swoim, zlewam wszystkie porządki wiosenne i świąteczne, niech żyje luz! Fajnie odkryć, że ktoś ma podobne zdanie jak ja;) Zaglądam tu z przyjemnością od jakiegoś czasu, moja przyjaciółka robi doktorat z hebraistyki w Krakowie, więc coś niecoś o żydowskich zwyczajach wiem, ale śladowe to ilości, więc twój blog jest dla mnie bardzo ciekawym źródłem informacji:)
pozdrawiam serdecznie!