Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Tik-tak, tik-tak...

Nie, to nie bomba zegarowa, tylko zwykły zegarek. Zwykły zegarek, którego tykanie brzmi w mojej głowie, jak seria armatnich wystrzałów.

אם אין אני לי, מי לי. וכשאני לעצמי, מה אני. ואם לא עכשיו, אימתי

Jeżeli nie ja dla mnie - kto dla mnie? A gdy ja tylko dla siebie - kim ja jestem? I jeśli nie teraz - to kiedy?

[Pirkei Awot 1:14]

Te pytania zadał rabbi Hilel sobie i nam. Teraz męczy mnie szczególnie ostatnie z nich. Jeśli nie teraz, to kiedy?

Ale teraz jest tak bardzo krótkie! Ściśle rzecz biorąc teraźniejszość w ogóle nie istnieje, bo nim zdąży zaistnieć, zmienia się w przeszłość, co wiadomo od prawdawnych czasów. "Chwilo trwaj, taka jesteś piękna!" wykrzyknął Faust, a może sam Goethe, dlatego, że świetnie wiedział, że chwila przeminie.

Niejeden filozof poświęcił tony papieru i czasu, by pisać o czasie. Ilość zagadek wzrasta, ilość odpowiedzi pozostaje stała, czyli mniej więcej żadna.

Dajmy sobie jednak na chwilę (tę, która zaraz przeminie, jeśli już nie przeminęła) spokój z metafizyką. Przeraża mnie upływ czasu na poziomie zupełnie codziennym i trywialnie egzystencjalnym. Dopiero co było wczoraj, dziś jest już dziś, a to dziś zaraz zamieni się w jutro i umknie mi na zawsze. Niedawno była jesień, pamiętam to doskonale. Wokół mnie jest zaś teraz wiosna. Ani się obejrzę i znowu będzie jesień. Tik-tak, tik-tak, tik-tak...

Gdybym mogła, zebrałabym wszystkie zegary świata, każdy starannie po kolei rozbiła młotkiem na kawałki, po czym utopiła na dnie jakiegoś wielkiego jeziora. Albo nawet w Rowie Mariańskim, gdybym miała taką możliwość.

Następnie zabrałabym się za kalendarze. Każdy podarłabym na jak najmniejsze kawałeczki i rozsypała ze szczytu jakiejś wielkiej góry, tak żeby przypadkiem nikt nigdy nie znalazł i nie zebrał razem choćby dwóch fragmentów.

Toczyłabym swoją prywatną wojnę z czasem, gdyby nie to, że nie mam na nią czasu. Czas mnie dopędza co chwilę, chwyta bezlitośnie za gardło i zagryza. Ostatnio zaczął mnie denerwować nawet kalendarzyk wyświetlany na tym blogu i postanowiłam zmienić sposób wyświetlania archiwum. Może nazwy miesiący z towarzyszącym im rokiem będą dla mnie mniej frustrujące? Może nie będą budzić w mojej głowie tego upiornego "tik-tak, tik-tak"?

Tylu rzeczy jeszcze nie zrobiłam. A jeśli nie zrobię ich teraz, to kiedy je zrobię? Tyle rzecz powinnam zrobić, ale kiedy? Ciągle nie nadążam, ciągle podbiegam, ciągle staram się nadrobić czas stracony albo gdzieś zagubiony.

Czy szukam straconego czasu? Nie, bo wiem, że czas stracony odnaleźć się nie da - nie ma go już, był i znikł, i nic się na to nie da poradzić.

Szabat szalom.

piątek, 16 marca 2007, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: