Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Marnowanie papieru

Stosy papieru pokrytego komputerowymi wydrukami prac. Prac semestralnych, prac końcowych, prac środkowo-semestralnych, prac zaliczeniowych, szkiców prac, konspektów prac, propozycji prac...

Kampus byłby utonął, gdyby choć raz wszyscy studenci - choćby tylko gradsi i to gradsi humanistyczni - wysypali na jego terenie wszystkie zapisane i zadrukowane przez siebie kartki. Ich ilość jest zgoła upiorna.

I zgoła pozbawiona sensu. Piszemy ciągle. Jak nie piszemy prac końcowych, to piszemy rzeczy drobniejsze. Ot, na przykład, na jedno z seminariow, produkuję regularnie dwu-trzy stronicowe komentarze do czytanych na dane spotkanie fragmentów biblijnych. Dodatkowo musiałam na nie napisać trzy krótkie pracki poświęcone omówieniu poszczególnych tekstów przedmiotowych (na jedne z zajęć w ubiegłym roku wyprodukowałam takich pięć). Fascynujące zajęcie. Teraz piszę pracę końcową. Plus jeszcze dwie inne prace końcowe.

Podobnie jest na wszystkich zajęciach. Produkcja ta trwa w moim przypadku już drugi rok, a ja jak nie widziałam w niej sensu, tak dalej go nie widzę.

Ile przyzwoitych tekstów naukowych może wyprodukować ludzki umysł w ciągu pięciu miesięcy? Kiedy ma znaleźć czas na studiowanie materiałów? Na przemyślenia? A jeśli nie daje się tym umysłom na to czasu, to jak można oczekiwać, że teksty będą na poziomie? Ostatnie pytanie - po co produkować teksty nie na poziomie?

Tutaj odbywa się w znacznej mierze właśnie produkcja średniej jakości intelektualnych tworów. Na napisanie dobrego tekstu trzeba czasu, którego nie ma, bo jedna praca goni drugą, drugą popycha trzecią, a w kark tej trzeciej dyszy już czwarta. A do tego dochodzą najróżniejsze inne obowiązki.

Pod tym względem nie mam najmniejszych wątpliwości - obłożenie pracą (tak naukową, jak i dydaktyczną) doktoranta w Stanach jest nieporównywalne z tym, czego doświadcza doktorat w Polsce. Wiem, bo mam doświadczenia w tym względzie z obu krajów.

W Stanach, mam wrażenie coraz silniejsze, doktorantów się zamęcza. Studia kończą najsilniejsi. Survival of the strongest. Czy the strongest są także the fittest? Być może. Wiele wskazuje na to, że istotnie tak jest. Ale z drugiej strony, gdy czasem widzę tych tutejszych akademików, którzy nie tylko nie mają żadnego lub prawie żadnego życia poza pracą naukową, a których horyzonty intelektualne dodatkowo są ściśle ograniczone do dziedziny, którą się zawodowo zajmują, to robi mi się jakoś przykro i tęskno za europejskim, może nieco idealistycznym, standardem intelektualisty. Intelektualisty, a nie skądinąd znakomitego uniwersyteckiego rzemieśnika.

czwartek, 12 kwietnia 2007, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: arf, 193.0.64.*
2007/04/12 12:10:14
Podobno pomaga to po 10 latach tak skumulować wiedzę, że można wyprodukować jednen artykuł swojego życia, w którym ujawni się najprawdziwszą prawdę ;-00. Tylko o tym słyszałem, bo doświadczenia w kumulacji nie mam a w przepracowaniu to i owszem. Dla pocieszenia mogę dodać, że może kiedyś te liczne tony papieru z notatkami z lektur przydadzą się...mam taką nadzieję ;-))
-
Gość: Klu, *.rodlo.sdi.tpnet.pl
2007/04/12 17:23:27
Nie tyle żal maltretowanych scholarów ( wszak sami chcięli - ich wybór) co lasów, czym one zawiniły. Za Hammurabiego ćwiczono na tabliczkach glinianych - materiale recykilgowalnym... gdzie ten cholerny postęp?
;-)
-
Gość: , *.217-194-199-67.bb.safelines.com
2007/04/15 16:43:02
OFFCA

oj, to ja musiałam mieć chyba strasznego pecha, bo w Polsce spotykałem wybitną ilość rzemieślników... doktorów, którzy nie wiem jakim cudem obronili doktorat, a historie, które słyszałam od doktorantów gęsią skórkę wywołują... może nigdzie nie ma idealnie?