Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Czułość

"Czułość" - to właśnie słowo przychodzi mi wciąż do głowy podczas lektury książki Jossiego Awni "Ciotka Farhuma nie była dziwką" (Wydawnictwo Sic: Warszawa 2007). Ta książka jest pełna czułości, ale unika pułapek czułostkowości, sentymentalizmu, różnych puci-puci tudzież zmysłów wypełzających na usta.

To jest mądra czułość. Taka, która przychodzi z czasem i z dystansem. Taka, która potrafi współistnieć z dostrzeganiem brzydoty, brudu, biedy, bezsensu. Często miesza się ze smutkiem. Ten rodzaj uczucia zdarzyło mi się napotkać w muzyce, na przykład w suitach Bacha na wiolonczelę. W literaturze - znacznie rzadziej. Być może łatwiej ją wyrazić poprzez nuty i dźwięki niż opisać w słowach.

Wcale nie jest łatwo dobrze opisywać miłość. Różewicz pisał, że chleb najlepiej opisać poprzez opis głodu. Miłość zatem - przez opis tęsknoty, niespełnienia i braku bliskości. I tak właśnie opisał miłość Awni. Miłość pomiędzy mężczyznami i miłość pomiędzy synem a matką.

Jossi Awni jest gejem i gejem jest bohater jego powieści. Czytając ją jednak czasem zapominałam o tym. Nie orientacja seksualna bowiem jest tu najważniejsza, ale sama miłość - w tym przypadku miłość do mężczyzny, który odszedł, choć obiecywał, że zostanie do końca świata.

"Ciotka Farhuma" to także opis sefardyjskiej rodziny mieszkającej w Izraelu. Opis pachnący wieloma przyprawami, głównie kolendrą, opis biedy, ciągłych trosk, niespełnionych marzeń i planów, wykrzykiwanych przekleństw i uroków rzucanych przez sąsiadkę. A w jego środku matka głównego bohatera, nieustannie martwiąca się o swojego syna, mówiąca dużo i szybko, spierająca się z mężem, który próbuje co jakiś czas nieporadnie bronić tradycyjnej pozycji "wszechmocnego pana domu". Główny bohater od niej ucieka, podobnie jak ucieka od wspomnień o swoim kochanku, ale tylko po to, by się przekonać, że ucieczka nie jest możliwa.

Podobnie ucieka od swojej ojczyzny. Kocha ją i jednocześnie pełen jest złości. To okrutny kraj, który nienawidzi własnych synów, mówi o Izraelu. Ale to jest właśnie dom.

Dotychczas ukazały się chyba trzy recenzje tej książki. W Gazecie Wyborczej, autorstwa Pawła Smoleńskiego, w Dzienniku napisana przez Michała Tabaczyńskiego oraz w serwisie Relaz.pl - Justyny Pobiedzińskiej, którą również uderzyła przede wszystkim czułość zawarta w powieści. Pierwsza i ostatnia pochlebne, druga bardzo krytyczna.

"Ciotkę" najlepiej przeczytać i samemu ocenić. Dodatkowo warto przeczytać rozmowę z Jossim Awni w Dużym Formacie. W tej pojawia się ciekawy i złożony wątek stosunku Izraelczyków do Polski, ale o tym przy innej okazji.

Na koniec jeszcze słowa podziękowania dla Leszka Kwiatkowskiego, bez którego osoby takie jak ja - dopiero uczące się hebrajskiego - nie mogłyby przeczytać ani "Ciotki" ani wielu innych książek.

I tylko jedna uwaga redaktorska - dlaczego u licha "Yossi Avni" zamiast "Jossi Awni"? Przecież podstawowa zasada transkrypcji brzmi: "piszemy tak, jak słyszymy". Tak, jak my słyszymy, a nie tak, jak piszą Amerykanie...

PS: Po przeczytaniu kolejnych dwóch rozdziałów i chwili dodatkowego namysłu stwierdzam, że nieco sentymentalizmu w książce jednak jest. Ale to nie szkodzi. "Harlequin dla gejów" to nie jest z pewnością.

wtorek, 19 czerwca 2007, kakofonia

Polecane wpisy

  • Louise Bourgeois czyli wiszenie w powietrzu

    Obejrzeć wystawę prac Louise Bourgeois w Hirshhorn Museum wybrałam się bodaj w ubiegłym tygodniu. Bodaj, ponieważ ostatnio czas zlewa mi się jakoś w jedną pół

  • Zmarnowana okazja - "Defiance"

    Przeczytałam właśnie tekst Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego "Wymazany Aron Bell" o partyzantce braci Bielskich i powstającym właśnie w Stanach filmie

  • "Arranged"

    Aranżowane małżeństwa wiele kobiet przepełniają szczerą i zupełną zgrozą. Mnie, muszę przyznać, jakoś nie, choć, oczywiście, łatwo mi mówić - nic takiego mnie n

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Klu, *.rodlo.sdi.tpnet.pl
2007/06/19 23:56:31
Gazeta Wyborcza przypomniała mi dziś cytat z Simon Weil, który "szedł" mniej wiecej tak:
" Chożby Bóg (...) był złudzeniem, jeśli chodzi o istnienie, pozostaje On jedyną rzeczywistością jesli chodzi o dobro."
I tak sobie czuję, żem uwiedzony tym zdaniem... ono dziś wyraża dla mnie więcej niż wszystkie, sformalizowane teologie świata.
-
kakofonia
2007/06/20 10:23:31
Z jednej strony - ładne zdanie. Ale z drugiej - czy to znaczy, że człowiek nie jest rzeczywistością, jeśli chodzi o dobro? Czy człowiek nie czyni dobra? Czy nie jest do tego zdolny?
-
Gość: Klu, *.rodlo.sdi.tpnet.pl
2007/06/20 11:31:12
A może człowiek wygenerował i dobro i jego symbol - Boga? To spory powód do bycia dumnym.