Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Rozmowy, rozmowy, rozmowy

Jest taki fragment w rozmowie Jossiego Awni z Katarzyną Bielską, który mnie zabolał, być może jak wielu innych Polaków:

Myślałem, że mnie pobiją, oplują, że będę musiał ukrywać swoją izraelskość, żydowskość, uważać na to, co mówię...

Awni powiedział także:

Wcześniej byłem uprzedzony tak jak inni Izraelczycy. Pamiętam siebie sprzed dziesięciu lat, jak mówię do kolegów w Berlinie: "Jest kilka państw na świecie, w których nigdy nie chciałbym być, np. Polska". Zapytasz: dlaczego? Bo myślałem, że Polska mnie nie lubi. Teraz wiem, że mój pogląd był głupi i niesprawiedliwy. Chodzi oczywiście o antysemityzm, o którym wiele słyszałem, ale z którym się tu właściwie nie spotkałem. Nie bądźmy naiwni, Polska ma niekorzystny wizerunek wśród Żydów w Izraelu, a szczególnie poza Izraelem.

Moja znajoma Izraelka powiedziała mi to samo: że do Polski nie chciałaby przyjechać. Wcześniej zaś mówiła o swojej bardzo bliskiej przyjaciółce, Niemce, którą często odwiedza bodaj w Monachium. Wiem, że nasza znajomość i rozmowy - z których wiele nieuchronnie schodziło na Polskę, antysemityzm i Holokaust - zmieniło jakoś jej wstępne nastawienie do Polaków. Jestem jedyną Polką, jaką dotychczas poznała. Może gdyby tu przyjechała, zaczęłaby patrzeć na nas inaczej. Rok temu, gdy byłam latem w Polsce, szłam Nowym Światem i pomyślałam nagle, jak fajnie by było pokazać to miejsce Ajelet. Przejść się razem Krakowskim Przedmieściem, Nowym Światem, usiąść w jakiejś niewielkiej kafejce i po prostu patrzeć razem na to, co by nas otaczało.

Ajelet powiedziała mi kiedyś, że właśnie dzięki takim znajomościom, jak nasza, zmienia się percepcja i sposób myślenia.

Nie mam pojęcia, czy Ajelet kiedyś do Polski przyjedzie. Chciałabym tego. Bardzo chciałabym zabrać ją na Mazury.

Przyjeżdża jednak całkiem sporo Izraelczyków, młodszych i starszych. I rzeczywiście, często zmieniają zdanie.

Przyjaciółka pisze doktorat o polsko-izraelskich wymianach studenckich. Z rozmów z uczestnikami z Izraela wynika jasno, że ich obraz Polski przed przyjazdem był szary, ponury i wrogi. Polska jako kraj ponurych cmentarzy, nad którymi wciąż unoszą się dymy z krematoriów. A do tego antysemityzm.

Przyjeżdżają i ze zdumieniem stwierdzają, że Polska jest zielona. Bardzo zielona. I że świeci w niej słońce. Nie tak palące jak w Izraelu, ale przyjemne. Że nie tylko dymy i cmentarze można tu napotkać. Jeżdzą na przykład do Zakopanego i ogromnie im się tam podoba.

I spotykają rzecz jasna Polaków - uczestników programu z polskiej strony. Z badań Przyjaciółki wynika, że po tych spotkaniach Izraelczycy są zdumieni - zdumieni pozytywnie, bo spotykają młodych, bardzo dobrze wykształconych ludzi, którzy często więcej od nich samych wiedzą o kulturze i historii żydowskiej, znakomicie orientują się w tym, co dzieje się w szerokim świecie z Izraelem włącznie.

Niedawno w opiniotwórczym izraelskim dzienniku Haarec ukazał się tekst o Polsce, napisany przez dziennikarza, który w Polsce jakiś czas temu gościł - to jeden z wielu refleksów takich wizyt, które rodzą w umysłach Izraelczyków przeświadczenie, że istnieje "nowa Polska". Tutaj możecie zapoznać się z polską wersją artykułu.

Ale dlaczego mnie to właściwie w ogóle obchodzi? Przecież nie jestem Izraelką i konwersja na judaizm nie uczyni mnie obywatelką tego kraju. Ba, jeszcze nigdy tam nie byłam. Mój judaizm jest judaizmem diaspory i moja żydowska tożsamość będzie tożsamością diaspory. Połączę w sobie tożsamość polską i żydowską, ale nie izraelską.

Nie da się jednak tego poczucia jakiegoś związku z Izraelem uniknąć. I nie chciałabym go uniknąć. Izrael stanowi i będzie stanowił ważny punkt odniesienia dla każdego Żyda, który mieszka w diasporze. Także dla Żyda z wyboru.

wtorek, 26 czerwca 2007, kakofonia

Polecane wpisy

  • Napisów końcowych nie będzie

    Bywa czasem tak, że "konieczność istnienia trudna jest do zniesienia", jak śpiewał swego czasu Grzegorz Turnau. Trzeba wtedy zmobilizować resztki energii i skup

  • Z dawnych czasów

    Najlepiej zacząć nowy rok od odrobiny poezji. I to romantycznej, a jednocześnie zakorzenionej w rzeczywistości czasu, w którym powstała.On i Ona – ballada

  • Podziękowania

    O ile pamięć mnie nie zawodzi, rok temu zignorowałam zupełnie ów ważki moment, w którym wybiła na zegarach północ, rok 2008 dobiegł końca, a rozpoczął się żegna

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Amparo, 212.191.66.*
2007/06/28 08:29:49
Mnie ten fragment chyba nie zabolał, bo to żadna nowość. Przykro, że tak jest i tyle. Za to jakieś takie pozytywne było, że zmienił zdanie, że dobrze się tu czuje. Więc teraz może opowiadać o tym rodzinie, przyjaciołom, może nawet czytelnikom.
-
Gość: agata, *.zax.pl
2009/08/24 18:14:51
mieszkam w krakowie, wycieczek z izraela mamy tu na pęczki, ale co to za wycieczki!

w letnie wieczory są przywożone do nowohuckiego centrum kultury, lektor do którego chodziłam tam na angielski, powiedział, że to dlatego, że budynek ncku jest wyjątkowo łatwy do ochrony i odizolowany od innych. wychodziliśmy z zajęć (wieczór, ostatnia grupa) i natykaliśmy się na grupę izraelskich mundurowych. nigdy żaden nie nawiązał ze mną nawet kontaktu wzrokowego. sama wycieczka siedziała wtedy w, otwartej tylko dla niej, restauracji. pod samym budynkiem, just in case, stało kilka karetek policyjnych.

więc może i ich uczestnicy zapamiętają że mamy dużo zieleni i pozna starannie wyselekcjonowaną grupę miłej młodzieży oblatanej w temacie, ale dopóki nie przestaną wymagać zamykania całych ulic 'dla własnego bezpieczeństwa' to mamy tu sytuację naturalizmem porównywalną z wizytą w zoo.