Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Droga bez końca

Pragnienie metafizyczne nie szuka powrotu, bo jest pragnieniem krainy, w której wcale się nie urodziliśmy. Kraju całkowicie obcego, który nigdy nie był naszą ojczyzną i do którego nigdy nie zawędrujemy. Pragnienie metafizyczne nie opiera się na żadnym uprzednim powinowactwie. Jest pragnieniem, którego nie sposób zaspokoić. Nader lekko mówi się bowiem o zaspokojonych pragnieniach, czyli o potrzebach seksualnych albo zgoła o potrzebach moralnych i religijnych. Nawet miłość uważana jest za zaspokojenie wzniosłego głodu. Taki język jest możliwy dlatego, że większość naszych pragnień, również miłość, nie jest czysta. Pragnienia, które można zaspokoić, przypominają pragnienie metafizyczne tylko w tej mierze, w jakiej zaspokojenie rozczarowuje albo w jakiej niezaspokojenie wzmaga pragnienie, co stanowi samą istotę pożądania. Intencja pragnienia metafizycznego jest inna - pragnie ono ponad wszystkim, co mogłoby je po prostu zaspokoić. Jest jak dobroć - Upragnione nie wypełnia go, lecz pogłębia.

Emanuel Levinas, Całość i Nieskończoność

Tyle Levinas, którego język może czasem doprowadzić do rozpaczy, ale zmagać się z nim warto, by odkryć nowe myśli i zaskakujące horyzonty. Sama czytałam go przez kilka lat, a po pierwszej lekturze doznałam lekkiego załamania psychicznego na tle: "o matko, jaka ja jestem bezdennie głupia, nic kompletnie nie rozumiem". A na domiar szczęścia musiałam o pewnym tekście Levinasa wygłosić referat na seminarium...

Idea pragnienia metafizycznego, pragnienia, które pcha człowieka w drogę podobną do drogi Abrahama, który szedł do nowej ziemi, a odmienną od drogi Odysa, który powracał, jest jedną z tych, które najgłębiej we mnie zapadły po lekturze Levinasa.

Pewnie dlatego, że metafora drogi, choć wyświechtana do granic możliwości, najlepiej oddaje proces konwersji.

Wedle Levinasa pragnienie nie może zostać zaspokojone. Taka jego natura, że odnosi się do przedmiotu, który pozostaje na zawsze poza zasięgiem pragnienia. W tym sensie ta droga nie ma żadnego celu. Ma kierunek, tak, ale nie ma mety, nie ma żadnej linii, po przekroczeniu której można byłoby usiąść na krawężniku i odetchnąć myśląc "dotarłam". Nie ma żadnego dotarłam, bo nie ma tego miejsca, w które by się dotarło - a ściślej rzecz biorąc: każde miejsce okazuje się jedynie chwilowym punktem zatrzymania, postoju, możliwością zebrania sił przed wyruszeniem w dalszą drogę.

I może tak właśnie musi być. Może nie ma sensu zżymać się na to, że to jeszcze nie dziś, jeszcze nie jutro, jeszcze nie za miesiąc. Być może nigdy nie będzie żadnej mety, żadnego końca drogi.

W praktyce oznacza to zaś tyle, że nie ma sensu tracić czasu na rozważania nad tym, kiedy stanę przed bejt dinem. Może nigdy. A może niebawem. A może jeśli przed nim nawet stanę, ta meta okaże się metą jedynie pozorną, ostatnie metry na finiszu zaś zaledwie końcówką kolejnego etapu. I potem trzeba będzie na nowo się spakować i wyruszyć dalej, bo we wnętrzu ciągle istnieć będzie ta dziwna pustka, która domaga się zaspokojenia, a zaspokojona zostać nie może.

środa, 04 lipca 2007, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Klu, *.rodlo.sdi.tpnet.pl
2007/07/05 23:55:10
Zaspokojenie pragnień metafizycznych Twoim horyzontem... zawsze w dostrzegalne ale nieosiagalne.
A ja sobie myślę, że jednak jest inaczej - otóż można je zaspokoić ale gdy dotknięte, wóczas się odmetafizycznia. Wówczas spada na człowieka pustka ... do czasu az nie zapragnie znów jakiejś innej metafizyki.
Takie "w kółko panie pierdółko"!