Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Melancholia w Lublinie

Ogłuszyła mnie w niedzielę informacja z ust premiera, że Polska jest tam właśnie, gdzie premier w niedzielę bawił. Dnia następnego dla odmiany nie zaskoczył mnie kolejny rekwizyt polskiej sceny publicznej pt. taśmy, tym razem taśmy o. Rydzyka. Nie zakoczyły mnie, gdyż o. Rydzyk jako żywo nie powiedział na nich niczego, czego nie mówiłby wcześniej i w innych okolicznościach.

Oba te wydarzenia wzbudziły we mnie jednak ochotę odcięcia się choć na chwilę od świata mediów - doprawdy po cóż narażać się na mentalne pociski w postaci kolejnych błyskotliwych wypowiedzi różnych dziwnych stworzeń, które chyba jedynie z nadmiaru litości zalicza się do gatunku homo sapiens.

Wybrałam się więc z krótką wizytą do Lublina.

Nie wiem, czy melancholia jest mi pisana na ten tydzień, czy po prostu turystyka śladami życia żydowskiego w Polsce musi owocować melancholią. Lublin - a ściśle rzecz biorąc jego centrum - wydał mi się dość przyjemnym miastem. Może z powodu licznych kamienic mocno nadgryzionych zębem czasu, które - w przeciwieństwie do kamienic pokrytych lukrem świeżego tynku - mają w sobie jakąś autentyczność. Po żydowskim świecie Lublina jednak, świecie, który zamieszkiwali tacy ludzie jak Widzący z Lublina czy Salomon Luria, nie zostało prawie nic.

Tablica upamiętniająca getto lubelskie, tablica upamiętniająca synagogę Maharszala i Maharama, stary cmentarz, nowy cmentarz, pomnik i połamane macewy...

Jaśniejszy punkt na tej mapie zatartych śladów przeszłości stanowi gmach dawnej Jesziwy Chachmei. Wre w nim praca. W lutym pisałam o otwarciu w budynku synagogi i o wprowadzeniu do niej zwoju Tory. Remont trwa dalej i zajmie jeszcze sporo czasu. Do dziś wyremontowano parter oraz pierwsze piętro, gdzie znajduje się właśnie synagoga oraz dwie sale wystawowe, w których obejrzeć można zdjęcia z historii jesziwy. W piwnicy trwa rekonstrukcja mykwy. Wedle planów mykwa ma być gotowa w grudniu.

Nie mogłam być na otwarciu synagogi, więc skorzystałam z okazji, by zobaczyć ją teraz.

Dawniej wyglądała tak:

Za czasów Jesziwy sala ta służyła zarówno za synagogę, jak i największą salę wykładową. W niej odbywały się wykłady Rosz jesziwy, czyli na początku samego założyciela uczelni i głównego rabina Lublina, Mejera Szapiry. On to właśnie siedzi pośrodku sali na fotografii poniżej.

A to stan obecny:

Jak widać nie zachowała się oryginalna arka, aron ha-kodesz. Chyba słusznie nie próbowano jej rekonstruować i zastąpiono prostą, sosnową szafką. Oryginalne są filary oraz cały babiniec. Okna - zamurowane za czasów urzędowania w gmachu Akademii Medycznej - zostały na nowo otwarte i wpuszczają do środka dużo światła.

Usiadłam w jednej z ławek w męskiej części sali - nie z przekory; nie wiedziałam, jak dostać się na babiniec, a poza tym w synagodze poza mną nie było nikogo. Sięgnęłam po jeden z leżących pod ręką sidurów. Nie była to pora na żadną z ustalonych modlitw. Pewnie najlepiej byłoby przeczytać parę psalmów. Sidur otworzył mi się jednak na zasadach wiary Majmonidesa, więc przeczytałam je właśnie, cicho, mamrocząc pod nosem, a i tak echo mojego mamrotania odbijało się od pustych ścian i wirowało pod sufitem. Myśląc o wszystkich, którzy modlili się w tej samej sali przed laty, nieco głośniej powiedziałam:

אני מאמין באמונה שלמה שתהיה תחית המתים בעת שיעלה רצון מאת הבורא, יתברך שמו ויתעלה זכרו לעד ולנצח נצחים

Wierzę pełnią wiary, że zmarli zmartwychwstaną do życia kiedy tylko Stwórca, błogosławione jest Jego Imię, tego zechce.

czwartek, 12 lipca 2007, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
aniabuzuk
2007/07/12 22:47:55
Studiowalam 5 lat w Lublinie. Chodzilismy czasem ze znajomymi na stare miasto posluchac klezmerow. Po studiach planowalam zostac w L, bo bardzo lubilam to miasto, ale bezrobocie mocno je nagryzlo, wiec trzeba bylo pakowac manele.
-
2007/07/13 10:11:18
Mam nadzieje, że mimo wielu uciążliwości (całe miasto w remocnie, brak koszernego jedzonka itp) podobało Ci się w Lublinie. To miasto naprawdę jest bardzo ładne, coraz czystsze, coraz bardziej zielone i wogóle naj:) Musisz przyznać, że jest tu specyficzny klimat, prawda?

Tylko...gdy o zmierzchu stoi się pod Bramą Grodzką i patrzy w stronę podzamcza ogarnia człowieka tęsknota za tym światem, który nagle przestał istnieć i pozostały po nim tylko tablice. No ale mam czasami przebłyski niepoprawnego optymizmu i wtedy myślę, że może coś ruszy i będzie lepiej:)
-
Gość: cloe, *.spray.net.pl
2007/07/14 17:38:35
w Lublinie byłam dwa razy,za pierwszym tak strułam sie lodami,że długo te wizyte pamietałam na haslo lublin robilo mnie sie mdło.Drugi raz zgubiłam sie i do wieczora nie mogłam sie odnaleźc ale wtedy przynajmniej sobie wyjatkowo dokładnie obeszłam okolice.
-
kakofonia
2007/07/14 22:27:53
Rzeczywiście te fragmenty Lublina, które widziałam, wydały mi się sympatyczne :) Nie spodobała mi się tylko pani w archiwum państwowym - jakaś niemiła.