Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
O Nakbie uczyć nie będą

Niewykluczone, że pewną - wątpliwą - pociechę może stanowić fakt, że nie tylko w Polsce politycy chorują na chroniczną krótkowzroczność, a może wręcz kompletną zaćmę. Mam na myśli polityków izraelskich, a dokładniej - większość członków komitetu w Knesecie, który zajmuje się sprawami edukacji.

W czerwcu tego roku izraelska minister edukacji, Juli Tamir, wystąpiła z inicjatywą, aby do programów nauczania w szkołach podstawowych, w których uczą się dzieci arabskie, wprowadzić arabską właśnie perspektywę dotyczącą tego, co działo się w latach narodzin państwa Izrael.

Jak wiadomo, to, co wielu z nas nazywa izraelską wojną o niepodległość, Arabowie określają mianem "Nakba" - "Katastrofa". Juli Tamir doszła do wniosku, że czas najwyższy na to, by arabską perspektywę wprowadzić do podręczników, a tym samym - do publicznego dyskursu edukacyjnego.

W podręczniku do historii, w opisie wojny 1948 roku, pojawiło się takie oto zdanie: "Arabowie nazwali tę wojnę 'nakba' - wojną katastrofy i przegranej, podczas gdy Żydzi nazywają ją 'wojną o niepodległość'".

Co jest w tym zdaniu kontrowersyjnego? Nic. Opisuje ono po prostu pewien fakt. A jednak to jedno jedyne zdanie wywołało burzę na izraelskiej scenie politycznej. Na Tamir sypały się gromy, z oskarżeniami o zdradę stanu włącznie.

Jedyne zastrzeżenie, jakie przychodziło mi do głowy w związku z tym projektem, gdy został on upubliczniony, dotyczyło jego ograniczeń. Po pierwsze, dlaczego jedynie to zdanie? Czy narracja strony arabskiej nie powinna zostać nieco obszerniej naświetlona?

Po drugie zaś - dlaczego tylko w podręcznikach do szkół dla dzieci arabskich. Czy o tym, jak Arabowie postrzegali i postrzegają wydarzenia 1948 roku nie powinni uczyć się przede wszystkim młodzi Izraelczycy?

W oświadczeniu parlamentarnego komitetu napisano, że odrzuca on "przedstawianie dwóch perspektyw dotyczących wojny o niepodległość i powstania państwa oraz powodów powstania problemu uchodźców. Włączenie do programu nauczania stwierdzenia, że Arabowie postrzegają powstanie państwa jako katastrofę, jest poważne i prowadzi do procesu alienacji arabskiej społeczności oraz szkodzi współistnieniu".

Jedną z rzeczy, która z pewnością współżyciu szkodzi, jest zakłamywanie rzeczywistości. Z jednej i drugiej strony.

Trudno mi naprawdę pojąć, jak wielkim idiotą trzeba być, żeby zaprzeczać temu, że Palestyńczycy postrzegają rok 1948 jako katastrofę. I dlaczego mieliby go postrzegać inaczej? Przecież wówczas właśnie upadły ich nadzieje na samodzielny byt polityczny. W rezultacie tej wojny tysiące Palestyńczyków opuściły swoje domy albo zostały zmuszone do tego, by je opuścić. Niezależnie od tego, co się wydaje autorom zacytowanego oświadczenia, faktem jest, że rok 1948 był początkiem "problemu uchodźców" palestyńskich. Wiedzą o tym nie tylko Palestyńczycy. Świetną książkę na ten temat napisał izraelski historyk, Benny Morris (The Birth of the Palestinian Refugee Problem, 1947-1949).

Oczywiście, palestyński dramat nie dokonał się wyłącznie z winy izraelskiej. W końcu wojnę o niepodległość rozpoczęła inwazja armii krajów arabskich na dopiero co powołane do życia państwo. W końcu to kraje arabskie odrzuciły ideę podzielenia mandatowej Palestyny.

Rok 1948 był rokiem dramatycznym dla obu stron. Czy obie strony nie powinny się o tym uczyć w szkołach?

Tak, ja koncentruję się na stronie żydowskiej, bo ta jest mi bliższa i siłą rzeczy to w stosunku do Żydów mam wyższe wymagania. Podobnie jak więcej oczekuję od członków mojej rodziny, niż od anonimowych dla mnie tysięcy Polaków. Więcej oczekuję od tych, na których mi zależy i z którymi się identyfikuję. I dlatego uważam, że Żydzi na całym świecie powinni poznać głos strony palestyńskiej. Bez tego - bez przynajmniej uważnego wysłuchania tamtej strony - nie będzie moralnego syjonizmu. Tylko syjonizm, który jest słuchać skłonny, jest mi bliski.

Juli Tamir ma rację mówiąc, że decyzja komitetu odzwierciedla "prawdziwy lęk przed stanięciem wobec rzeczywistości złożonego społeczeństwa, w którym istnieją co najmniej dwie różne narracje. Jest wiele napięcia. To, że nie będziemy o nim mówić, nie spowoduje, że napięcie czy konflikt zniknie". Deputowani Knesetu zamiast z rzeczywistością się zmierzyć, postanowili schować głowy w piasek i z tej perspektywy głosić, że problemu nie widać, a zatem go nie ma.

Ta sprawa nieco mi przypomina inny konflikt dwóch pamięci historycznych - polskiej i litewskiej. Warto posłuchać, co Litwini mówią i myślą o unii polsko-litewskiej. Albo o zajęciu Wilna przez gen. Żeligowskiego w 1920 roku. Obie strony mają swoją pamięć, żadna z nich nie jest obiektywna, ale obie są jakoś prawdziwe.

To takie banalne... Do dialogu konieczna jest wrażliwość na to, co mówi druga strona. Nie jest to żadne pięknoduchostwo. To bardzo pragmatyczna zasada. Często dla dialogu trzeba poświęcić swoje ukochane mity. Projekt Juli Tamir był krokiem w dobrą stronę. Szkoda, że nic z niego nie będzie.

środa, 07 listopada 2007, kakofonia

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2007/11/07 11:28:15
Droga Kakofonio,
zanim inni zakrzyczą Cię na amen (a obawiam się niestety, że wielu się takich znajdzie), podpisuję się obydwiema rękoma pod tym, co napisałaś. Patrząc z perspektywy kwestii polsko-rosyjskiej, polsko-litewskiej, polsko-żydowskiej w końcu, żaden problem nie wyjaśnia się sam. Wszelkie zatargi i żale, im bardziej tłumione, tym mocniej buzują pod powierzchnią. Trzeba o nich mówić, rozdrapać, pozwolić, by bolało, by w perspektywie doczekać się jeśli nie rozwiązania, to przynajmniej złagodzenia. Choroba raczej nie mija nieleczona - po prostu.
Na linii Izrael-Palestyna rzecz jest o tyle trudniejsza, że bardzo świeża. Trudno niestety patrzeć na ten konflikt z nadzeją na dobre rozwiązanie. Ale próbować trzeba bez najmniejszych wątpliwości.
-
Gość: sceptnick, 217.97.158.6*
2007/11/07 12:52:12
Każde społeczeństwo będące w stanie wojny tworzy na doraźny użytek bohaterów, legendy i mity; idealizuje i opisuje swój świat w czerni i bieli. Nie ma wówczas miejsca na szarości, a tym bardziej na pełną paletę barw. Zresztą pełna paleta barw opisu i tak nigdy nie jest tym samym, co opisywany świat. Opis pozostaje opisem, zawsze subiektywnym.

Izrael wciąż nie podjął decyzji czy wciąż jest w stanie wojny, czy już nie. Nie ma zatem jeszcze mowy o zmianie legend i mitów na kolorowy opis rzeczywistości dawnej i teraźniejszej.
-
2007/11/07 15:08:38
Tak dla równowagi -czy mogłabys się postawić teoretycznie w roli Palestynki, Muzułmanki [dajmy na to] i napisać tekst w podobnym tonie tylko z "wyższymi wymaganiami " dla tej drugiej strony . Czego wymagalabyś od Palestyńczyków , Muzułman odnośnie Żydów , Izraela ?
-
2007/11/07 16:47:25
.. bardzo, bardzo ładnie, panno kakofonio .. i z pozoru głęboko .. żeby jeszcze było spójnie i prawdziwie, to musiałabyś przestać banować antysemitów .. oni przecież też mają swoją katastrofę ..
-
2007/11/07 16:55:44
Balaram: nie sposób mówić o Arabach czy muzułmanach "w ogóle". Ale od Palestyńczyków na początek chcę jednego: uznania prawa państwa Izrael do istnienia tam, gdzie istnieje.

Motyle: wybacz, ale bredzisz. Porównanie Palestyńczyków do antysemitów w ogólności jest kompletnie nietrafione. Jest różnica pomiędzy czymś, co stało się rzeczywiście, a chorobliwą mitologią.
-
2007/11/07 17:21:40
.. wybaczam ..
-
Gość: smakuś, qk54.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
2007/11/07 23:32:48
'(..)I dlatego uważam, że Żydzi na całym świecie powinni poznać głos strony palestyńskiej(..)'-i właśnie dlatego przyjaźnię sie z Palestynką:)..I obie jesteśmy po tej samej stronie.Chociaż marzenia,że będziemy mogły RAZEM spacerować po Jerozolimie,ja będę mogła wejść do Meczetu Na Skale,a Ona pod Ścianę Płaczu,są pewnie mrzonkami,to i tak marzymy(dla niezorientowanych:muzułmanie miedzy 16 a 60 rokiem życia,jeśli nie są mieszkańcami Jerozolimy mają zakaz wstępu na teren Jerozolimy a jeśli już mieszkają to maja zakaz wstępu pod S.P.,żydzi zaś mają zakaz wstępu do meczetów)..tysiac_motyli czy uważasz,ze antysemitka miewa takie marzenia?
-
2007/11/08 01:44:32
Chyba nigdy nie zrozumiem tego dość powszechnego rozdwojenia jaźni, którego i Ty Kakofonio doświadczasz.
Bo jak to inaczej nazwać kiedy piszesz o potrzebie dialogu z kimś, kto nie chce rozmawiać ?
Niewiele chcesz od palestyńskich Arabów, bo tylko uznania państwa Izrael w obecnych granicach.
Ale oni nie chcą o tym słyszeć.
Od 60 lat nie chcą.
Jak znajdziesz Kakofonio jakiś palestyńskich Arabów, którzy chcą pokoju i coś znaczą w polityce, to powiadom nas natychmiast.
------
O pokój izraelsko-arabski to możemy się modlić, bo rozmawiać niestety nie ma z kim .....
------
Co do tematu, to w 1948 roku była wojna o istnienie państwa Izrael.
To jest stwierdzenie obiektywne.
Bez względu na to skąd się na sprawę patrzy.
Arabowie nazywają katastrofą to, że nie udało im się wyrżnąć Żydów.
Jest to jak najbardziej subiektywne.
I mam nadzieję, że nie jest to Arabska perspektywa, a jedynie perspektywa palestyńskich bandytów.
Bandytów, którzy jak nie mogą strzelać do Żydów, to strzelają do siebie nawzajem.
I nie uważam, żeby izraelskie podręczniki musiały uwzględniać opinię terrorystów.
-
2007/11/08 07:17:58
.. czy antysemitka ma takie marzenia? .. a czy ma na to szansę? ..

.. uważam, że od marzeń wyżej stoją uczucia, które nadają kierunek marzeniom ..

.. spośród uczuć najbardziej pierwotny jest strach .. strach każe Ci widzieć potwory tam, gdzie ktoś inny widzi coś całkiem innego ..

.. im więcej strachu, tym więcej sztywnej ideologii, walki z tymi potworami, rojeń o sile, która ma przed nimi ochronić ..

.. ideologia jest karykaturą marzeń .. albo inaczej - jest marzeniem bez poczucia bezpieczeństwa ..
-
2007/11/08 16:11:21
Mi osobiście podoba się Twoja emapatyczna postawa Kakofonio , świetnie byłoby gdyby ludzie rózniący się między soba potrafili sie dogadac i wpołistnieć obok siebie. Nie wysadzając autobusów , czy nie zrzucając sobie na głowy bomb . Polityka jednakże oznacza walke o swoje , dla swoich , liczy się efekt ...być może jednak postawa , którą prezentujesz jest skuteczniejsza i ostatecznie może dać większe korzyści Żydom , jak też Palestyńczykom ...a może to tylko mrzonki i trzeba być do bólu pragmatycznym , twardo walczyć o swoje , nie patrząc na innych - tylko ...no właśnie zapewne tak samo pragmatyczni są po stronie palestyńskiej .Życie szczególnie tam jest skomplikowane
-
2007/11/08 16:30:13
Balaram, dla mnie wielką pociechą jest to, że wiem, że nie jestem sama ze swoimi poglądami i odczuciami :)
-
2007/11/08 20:42:44
ps. - z innej beczki
Kakofonia, no przyjżałem się listopadowi w Polsce ...no faktycznie masz rację szary , szary , szary . 3mam ręce w kieszeni , a tam kawałek czekolady , więc da się wytrzymać
pps
ale wrzesien i pazdziernik [tak do 20 ] były piękne
-
2007/11/08 20:44:54
ppps
tylko nie pisz - a nie mówiłam ! błagam !
-
2007/11/08 21:05:03
Balaram, milczę jak grobowiec ;)