Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Co masz w apteczce?

Powiedz mi, co masz w apteczce, a powiem ci, kim jesteś. Co sądzicie o takiej zasadzie? Jak wiele mówi o nas zawartość naszej podręcznej domowej apteczki? Oczywiście mówi ona wiele o dolegliwościach mniej lub bardziej poważnych, na które cierpimy. To zaś z kolei może zdradzać coś więcej na temat naszego trybu życia. Szczególnie w niektórych wypadkach.

Zastanawiałam się nad tym podczas ostatniej wizyty w drugstorze (tego się nie da nazwać apteką, w aptekach nie sprzedaje się kopert i pocztówek), w którym rozglądałam się za jakimś preparatem magnezowym (to jedyna informacja na temat mojej własnej apteczki, którą zdradzę). Pisałam już kiedyś o ogromie najróżniejszych suplementów dietetyczych, które można tutaj nabyć. Tym razem próbowałam zdiagnozować, jakie środki farmakologiczne oraz quasi-farmakologiczne poza owymi suplementami dominują na półkach lokalnych CVSów.

Z tych obserwacji wynikło mi niezbicie, że Amerykanie cierpią przede wszystkim na problemy z przewodem pokarmowym. Z jednej strony dominują bowiem środki na zgagę, a z drugiej - środki rozwalniające. Na trzeciej pozycji znajdują się chyba środki przeciwbólowe.

Podobnie, mam wrażenie, kształtują się proporcje w przypadku telewizyjnych reklam.

Dawno, dawno temu uczestniczyłam w konkursie na esej na temat kultury analgetyku zorganizowanym przez wydział polonistyki UJ. O spożywaniu środków przeciwbólowych - także w Polsce - napisano już wiele.

A teraz może pora na konkurs na esej o kulturze nadkwaśności i zgagi? Oraz, wybaczcie brak subtelności, o kulturze zatwardzenia?

Generalnie wiadomo, że Amerykanie jedzą źle. Tony atramentu wylano na ubolewanie i narzekanie na to, jak wielu z nich cierpi na nadwagę. Nie mniej atramantu poświęca się w mediach na informacje o wszelkiego rodzaju dietach oraz zdrowym trybie życia.

Wygląda jednak na to, że o zdrowym trybie życie czytają głównie ci, którzy go już skądinąd uprawiają. Widuję takie osoby codziennie, biegające po okolicy, kupujące w sklepie masy sałaty i kilogramy warzyw. Równie często widuję także tych, którzy tych tekstów chyba nie czytają i objadają się generalnie tonami sprzedawanych wszędzie słodyczy, które popijają napojami gazowanymi i przegryzają pizzą.

Oj, tak, pizza to narodowa potrawa amerykańska. Szkoda tylko, że w smaku niewiele ma wspólnego z naprawdę porządną pizzą...

Kulinarno-spożywczy świat Ameryki jest naprawdę tyleż frapujący, co nieco dziwaczny. Bliska Znajoma podczas swojej wizyty tutaj zwróciła uwagę na to, że wiele w sklepach produktów "fat free" albo "light" (uśmiał ją serdecznie "light" majonez z mojej lodówce). Mnie już od dawna intrygują "nutrition facts" zamieszczane na każdym pudełku każdego produktu. Ich lektura czasem bywa naprawdę pocieszna. Z etykiety na butelce wody można dowiedzieć się np. że nie zawiera ona w ogóle tłuszczu! Ta informacja jest zresztą zwykle - nomen omen - wytłuszczona. Inna kluczowa wiadomość na każdym opakowaniu wszystkiego, to zawartość błonnika. Błonnik to ostatnimi czasy absolutna podstawa egzystencji.

Innymi słowy, wydawałoby się, że Amerykanie przejmują się tym, co jedzą i jak jedzą. Z drugiej jednak strony, ilość sprzedawanych środków na zgagę oraz zatwardzenie, wskazuje na to, że niewiele z tego przejmowania się wynika.

Tak, kultura zatwardzenia jest frapująca. Szczególnie zatwardzenia umysłowego.

PS: O Nowym Roku nie zapomniałam. Wszystkim życzę poczucia humoru.

czwartek, 03 stycznia 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hjuston
2008/01/03 19:11:45
sama zaczelas ten temat, wiec dodam swoje 2 grosze. tez sie pare lat temu nad tym ich zatwardzeniem zastanawialam. pamietam, ze pracowalam wtedy w restauracji i co jakis czas chlopak, ktory tam sprzatal byl wzywany do odpychania muszli klozetowej. bylo nam go bardzo zal. z drugim kolega z europy zauwazylismy taka zaleznosc, ze muszla zapychala sie glownie po wizycie europejskich turystow. stwierdzilismy wtedy, ze cos w tym musi byc. ze nasza (nasza europejska) "zawartosc" w pierwszych tygodniach pobytu w usa musi byc inna. inna, kompletnie nieprzystosowana do amerykanskich rur kanalizacyjnych. mysle, ze twoja obserwacja zwiazana z zatwardzeniem tylko potwierdza moje wczesniejsze podejrzenia. pozdrawiam i ide zjesc troche blonnika ;)
-
Gość: Anna, 83.151.32.*
2008/01/03 21:26:29
Byłam w tym roku w Nowym Jorku, na szkoleniu w Muzeum Dziedzictwa Żydowskiego i podawnano nam codziennie muffiny na śniadanie(niezłe, ale brakowało nam normalnych polskich śniadań, z warzywami i wędliną:), lunch był super.Troche zadziwiały mnie i s mieszyły napisy kosher dosłownie wszędzie.Na coli, poc cornie czy Sprite.
Czytam Twego bloga i wstawiłam go jako link do swego, bo jest świetny.Lubię taki zmysł obserwayjny, i ironiczno-monthypytonowskie poczucie humoru.Pozdrawiam najserdeczniej>
-
geagea
2008/01/03 23:12:10
Skoro już się tak znęcamy nad biednymi amerykańskimi brzuchami, to naświetlę też sprawę polską:)
Otóż w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia zmuszeni zostaliśmy udać się do apteki po ratunek dla naszych przyjaciół, których powaliła grypa. W aptece zastaliśmy kłębiący się czarny tłum (i półżywe, nieszczęsne aptekarki). Większość kupowała leki na: przejedzenie, zatrucie, rozwolnienie... Żenada, żeby doprowadzić sie do takiego stanu na własne życzenie i jeszcze się tradycją podpierać.
Nie jesteśmy więc wcale lepsi, w praktyce zamiast zatwardzenia mamy tylko rozwolnienie;)
-
aniabuzuk
2008/01/03 23:20:48
Nutrition facts bardzo mnie ciesza, ze sa. Zawsze sprawdzam zawartosc soli i nie kupuje np. slawnych warholowskich zupek Campbella, ktore sama informacja o ilosci soli powoduja mi skok cisnienia. Podawanie takich informacji na butelce wody to przesada, ale zapewne jest to jakas regulacja FDA, ktora nakazuje producentom naklejac takiez info na wszystko, co sie je lub pije.
W apteczce mam troche srodkow na katar. Od zatwardzenia nie mam zadnych. Od rozwolnienia tez.
Najlepszego w Nowym Roku.
-
Gość: Klu, *.gprs.plus.pl
2008/01/04 00:01:04
|Porównujac konkurentów: umysłową obstrykcję z rozwolnieniem w paplaniu (zwanym też sraczką w piórze) mam problem z wyłonieniem zwycięzcy. Chyba JEDNAK obstrukcja jest mniej brzemienna i kłopotliwa społecznie. ;-)
-
Gość: Klu, *.gprs.plus.pl
2008/01/04 00:31:37
WYbacz, że nie na temat ale może to dla Ciebie będzie ionteresujące:
www.gazetawyborcza.pl/1,75475,4804864.html
-
2008/01/04 11:51:41
P.S.
To ja Ci życzę w Nowym Roku żebyś dalej prowadziła tego bloga , bo się przyzwyczaiłem :-\
-
Gość: Witold, *.cable.wsm.wielun.pl
2008/01/04 19:36:15
Witaj Basiu.

"Powiedz mi, co masz w apteczce, a powiem ci, kim jesteś"

A w drugą stronę ?
Taki mały konkursik ?
Pracuję w aptece - jak sądzicie, co mam w apteczce "
-
2008/01/04 22:56:18
Mam ochotę na zrobienie zdjęcia - grube babsko z brzuchem wylewającym się na stół w McDonald`s, otoczona pięcioma hamburgerami pije... Colę Light. Widzę to codziennie w Irlandii. Zrobię w końcu taką fotkę i Ci podeślę :D

aha - KAżDA pije Light.
-
hjuston
2008/01/05 00:22:21
jeszcze przypomnialo mi sie, ze amerykanie jedza strasznie duzo popcornu (szczegolnie u mnie w pracy), ktory jest ponoc zrodlem blonnika. moze to tez ma zwiazek z tym ich zatwardzeniem. takie, wiesz leczenie sie domowym sposobem ;)