Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Jakość debaty

Śledzenie debaty na temat książki Grossa spowodowało, że odechciało mi się prawie wszystkiego. Głównie dlatego, że to w ogóle nie jest debata. To jest obrzucanie wyzwiskami. Okazało się, że moje najbardziej pesymistyczne przewidywania były nieco zbyt optymistyczne, a to nie zdarza mi się często.

Zaszokowały mnie wypowiedzi kardynała Dziwisza oraz Jarosława Gowina, którzy stwierdzili praktycznie, że Znak nie powinien był wydać tej książki. Gowina, który jest już bardziej politykiem niż intelektualistą, mogę jeszcze jakoś pojąć. Trzeba w końcu patrzeć na słupki popularności. Postawy kardynała Dziwisza zrozumieć już jednak nie jestem w stanie.

Wydanie "Strachu" przez Znak właśnie świadczy o odwadze wydawców i w moim przekonaniu - o zakorzenieniu w chrześcijaństwie w najlepszym wymiarze tego nurtu. Wydanie "Strachu" nie oznacza pełnej identyfikacji wydawcy z wydanym tekstem. Świadczy tylko o tym, że wydawca uznał, że dany tekst jest i powinien być ważnym głosem w publicznej debacie.

Sensowne, rzeczowe i krytyczne głosy w tejże pojawiły się jednak dotąd w ilościach zupełnie żałosnych. Mogę je policzyć na palcach jednej ręki. Oczywiście, upłynęło jeszcze niewiele czasu. Wątpię jednak w to, by sytuacja zmieniła się wraz z jego upływem. Dotychczasowe wypowiedzi skłaniają mnie raczej ku temu, by oczekiwać kolejnej fazy wrzasków, po której zapadnie głucha cisza.

Podobnie było dawno temu, gdy swój tekst "Biedny Polak patrzy na getto" opublikował w Tygodniku Powszechnym Jan Błoński. Wylano na niego kubły pomyj, a mogło być gorzej, gdyby w tamtych latach sfera medialna w Polsce była tak rozbudowana, jak ma to miejsce dzisiaj.

To przygnębiające, gdyż świadczy o tym, że wbrew temu, co twierdzili niektórzy - mianowicie, że coraz lepiej potrafimy sobie radzić z mroczną przeszłością - nadal nie potrafimy sobie z nią radzić. Od czasów eseju Błońskiego niewiele się w tym zakresie w Polsce zmieniło.

Słychać głosy, że radykalizm nie sprzyja dialogowi. To prawda. Gross jest radykalny w swojej moralnej pasji. I jak napisałam wcześniej, nie zachęcimy do dialogu nikogo, waląc go pałą po głowie.

Nie wiem, czy my w ogóle mamy jakiś dialog. Nie wiem też czy przy publikacji Grossa dialog jest najważniejszy. Chodzi raczej o odkrywanie przeszłości. O to, by ją poznawać i tak, by spierać się o nią - naświetlać ze wszystkich możliwych stron, pokazywać konteksty i fakty. Książka Grossa nie powinna być głosem ostatnim - powinna być głosem pierwszym, po którym przyjdą następne. A nasza wiedza będzie coraz pełniejsza. I może wreszcie, na przykład, zniknie głoszony nadal uparcie pogląd, wedle którego pogrom kielecki był prowokacją. Zdaniem historyków, na 99% nią nie był - tylko kto czyta ich prace?

Nieco podobna dyskusja, na temat równie drażliwy, przetoczyła się jakiś czas temu w Izraelu, po publikacji książki izraelskiego historyka, Benny'ego Morrisa, o wojnie 1948 i początku problemu uchodźców palestyńskich. Morrisa oskarżano o antyizraelskość i zdradę narodową. Izraelczycy mają swoje ukochane mity, w tym mit założycielski i podważenie go spotkało się z reakcją podobną do tej, która dziś w Polsce spotkała książkę Grossa. Święte oburzenie i mniej święte wyzwiska.

Mosze nie bez powodu prowadził Izraelitów przez pustynię czterdzieści lat. Trzeba było czasu, by zmienić świadomość zbiorową. By Izraelici z niewolników stali się wolnymi ludźmi we własnych głowach. Ciekawe, ile lat trzeba na takie zmiany dziś. Też czterdzieści? Wyglada na to, że niestety więcej. Dziś można się tylko śmiać z naiwnej wiary oświeceniowej w siłę i zbawczą moc rozumu. Jesteśmy jako ludzkość coraz starsi, a rozumu nam nie przybywa. Nadal kochamy swoje mity i za nic nie chcemy się ich wyrzec.

Chyba potrzeba nam jakiejś zbiorowej wycieczki na pustynię.

czwartek, 17 stycznia 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Napisów końcowych nie będzie

    Bywa czasem tak, że "konieczność istnienia trudna jest do zniesienia", jak śpiewał swego czasu Grzegorz Turnau. Trzeba wtedy zmobilizować resztki energii i skup

  • Z dawnych czasów

    Najlepiej zacząć nowy rok od odrobiny poezji. I to romantycznej, a jednocześnie zakorzenionej w rzeczywistości czasu, w którym powstała.On i Ona – ballada

  • Podziękowania

    O ile pamięć mnie nie zawodzi, rok temu zignorowałam zupełnie ów ważki moment, w którym wybiła na zegarach północ, rok 2008 dobiegł końca, a rozpoczął się żegna

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: sceptnick, 217.97.158.*
2008/01/18 09:05:10
Styl i treść debaty narzucił Gross. To nie jest debata o zjawisku antysemityzmu, ale o książce i o samym Grossie(to ostatnie stwierdził Kurtyka i jak niezbyt go cenię za inne rzeczy, to tutaj się z nim zgadzam). A książka jest zła, kłamliwa i manipulatorska w jej sferze interpretacyjnej. Autorka tego bloga poza ogólnym stwierdzeniem, że ma do książki sporo zastrzeżeń, nigdy ich precyzyjniej nie określiła - w przeciwieństwie do uczestników debaty. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami krytycy Grossa nie podważają ani faktów, ani potrzeby ich ujawniania. Odnoszą się zaś, i bardzo słusznie, do próby nieuczciwego generalizowania na podstawie uczciwie przedstawionych faktów. Jest to w istocie problem łyżki dziegciu w beczce miodu.
Ta książka nie jest beczką miodu z podaną osobno łyżką dziegciu, ale beczką miodu wymieszanego z łyżką dziegciu. Smak takiej mieszanki jest przedmiotem krytyki. Dlatego książka ta nie wnosi niczego pożytecznego do dyskusji o antysemityzmie, natomiast wpisuje się doskonale w klimaty retoryki antysemickiej.
Trudno się więc dziwić, że pomysł wyciągania nieuprawnionych wniosków jest mocno krytykowany nawet przez ludzi tak mocno spracowanych na rzecz pojednania, jak prof. Bartoszewski, czy Piotr Cywiński.

Nasza gospodyni nie dostrzega istoty sporu. Upieranie się przez Grossa, że jego generalizacje są uprawnione daje zielone światło zalewowi literatury antysemickiej opartej na tej samej zasadzie - pełnej swobodzie interpretacji. W ujęciu autorki bloga każda niezgoda na interpretacyjne nadużycia w "dziełach" opisujących np. nadreprezentację Żydów w aparacie przemocy byłaby naruszeniem prawa do swobodnej debaty dla przedyskutowania problemu. Natomiast publikowanie tez antysemickich byłaby uzasadnione potrzebą podjęcia dyskusji na temat antysemityzmu. Oznacza to, że każda koncepcja może byc publicznie głoszona choćby w tym celu, aby mogła stac się ona przedmiotem publicznej debaty - to jest kolejny argument podnoszony przez Grossa w jego wywiadach nt. jego książki.
Przenoszenie w warunki polskie pełnej wolności słowa rozumianej "po amerykańsku", czyli np. swoboda publikacji treści faszystowskich, spowodowałby więcej szkód, niż pożytku. Można oczywiście mieć i takie zdanie, jak tu przedstawia autorka bloga. Wtedy trzeba się jednak bez żadnych wewnętrznych oporów zgodzić na oficjalną i legalną obecnośc na polskim rynku pism Bubla, Finkelsteina czy Hitlera oraz dostępu tych idei do publicznych mediów w celu polemiki z nimi. Skutki takiej zgody łatwo przewidziec. W Ameryce nie było ednecji, hitleryzmu ani stalinizmu. U nas one były.

Gross nie zauważył, że jego generalizacje łatwo mogą obrócić się w kontr-generalizacje. Strach powszechny - jak twierdzi - wśród Polaków względem Żydów z powodu win polskich opisanych w książce, upoważnia każdego do stwierdzenia, że reakcją musiała być równie powszechna nienawiśc żydowska do Polaków. Oznacza to, że Gross chce udowodnic słuszność twierdzenia, iż Żydzi mieli pełną motywację do porażającej nadreprezentacji w aparacie ubeckim. Konsekwencje zastosowania "grossowskiej logiki powszechności" są duże. Tak duże, że mógłbym ich tu wyliczać na pęczki. Oszczędzę tego czytelnikom komentarzy do bloga. Wg "logiki Grossa" da się usprawiedliwic i twórczo rozwijac polski antysemityzm dzisiejszy, jako łańcuch reakcji nienawiśc-strach-nienawiść-strach i tak bez końca. Ludzie dialogu usiłują ten łańcuch rozerwać ze sporymi osiągniętymi już pozytywnymi wynikami. Gross tę rysę na pancernej stali łańcucha właśnie efektownie spawa. Ma do tego prawo, ale inni mają prawo do łamania tego spawu.
-
Gość: Klu, *.gprs.plus.pl
2008/01/18 17:01:13
Sceptniku - tak sobie myślę, że argumentujesz nieco wzorem niedoścignionego Radia Erewań. Debata o etyce wręcz musi być oszczędna w zakresie relatywizmów i ostrożności ze wzgledu ewentualne następstwa społeczne. Morlaności to zgodność postaw z wzorcami - co z tego, że to może spowodować jakieś negatywne konsekwencje? Kategorie morlane nie są koniunkturalne - gdyby takimi były, ich stosowanie nie miało by sensu. Dobrze o tym wiem - z autopsji, że moi kuzyni byli i są antysemitami (ta cecha nie wyczerpuje ich charakterystyki - można o nich powiedzieć również sporo dobrego) i nieuczciwe jest przemilczenie tego faktu, np z powodu, że to może obecnie zaszkodzić całej mojej rodzinie (kuzyni mają spory udział procentowy w składzie całej famili), lub wywołać postawę agresji u tychże kuzynów. Bez manifestacji tej prawdy pozbawieni są tak oni jak i reszta familii pewnej, bardzo ważnej szansy...
-
Gość: sceptnick, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/01/18 18:28:03
Obawiam się, że właśnie ją tracą. Ale obym się mylił.
-
2008/01/18 19:56:41
W Polsce rozmowy na temat polskiego antysemityzmu, i roli Zydow w kulturze/historii polskiej, beda tylko w normalnym tonie za jakies 20-25 lat. Bo w tej chwili Polacy masowo nie znaja wlasnej historii. Ta wersja ktora uczono w szkolach, przez oficjalne zrodla, byla wersja manipulowana, ocenzurowana przez wladze. Troche jak w USA, gdzie historia o relacjach bialo/murzynskich czy bialo/indianskich tez byla manipulowana i ocenzurowana przez dziesiatki lat. Teraz sie o takich rzeczach mowi nawet w szkolach podstawowych. W Polsce tez kiedys tak bedzie. Ale to potrwa niz spoleczenstwo zaakceptuje fakt ze sami byli oklamywani -- lub sami siebie oklamywali -- kiedy bylo to wygodne. Nie ma kraju, nie ma spoleczenstwa, gdzie rasizm, ignorancja, przemoca, oslepienie NIE istnialy.
-
2008/01/19 18:04:52
"Gowina, który jest już bardziej politykiem niż intelektualistą, mogę jeszcze jakoś pojąć. Trzeba w końcu patrzeć na słupki popularności"

nie zgadzam się! Uważam, że uczciwe stanowisko w stylu:

"proszę, żeby panowie z PiSu nie próbowali platformy wkręcać w swoją kampanię nienawiści i antysemityzmu. Nie będziemy nigdy cenzurowali wytworów kultury, bo jesteśmy prawdziwymi Europejczykami"
...itd, dałoby szalenie więcej tych słupkowych punktów.

A co do książki - nie wiem, nie czytałem. Ale Polacy są dziwni czasami i mogli przeskrobać.
-
Gość: halina, *.piko.krakow.pl
2008/01/19 21:27:53
Witam!
Piszesz: "Śledzenie debaty na temat książki Grossa spowodowało, że odechciało mi się prawie wszystkiego."
Niczego innego po "debacie" się nie spodziewałam, toteż staram się ją omijać i po przeczytaniu "Strachu" skupić się wyłącznie na debacie z samą sobą. A jest o czym ze sobą podebatować. Ciężkie to, bolesne, bardzo potrzebne.
Pozdrawiam
-
2008/01/19 23:06:02
nie śledzę tego aż tak bardzo ale oglądałem dziś debatę na tvn 24 i wydała mi się całkiem sensowna
-
Gość: kinga, *.cable.ubr04.camd.blueyonder.co.uk
2008/01/20 15:42:49
Wyobraz sobie, ze np. powstaje ksiazka dokumentujaca wyczyny zydowskich policjantow w gettcie albo biernosc zydowskich osrodkow emigracyjnych wobec Holocaustu. Nie sadze zeby przyjeta zostala entuzjastycznie i wpisana na obowiazkowa liste lektur w izraelskich szkolach.
Z innej beczki ( choc moze tej samej?) taka np. ksiazka Meashaimera i Walta "The Israel Lobby" o stosunku tegoz do wojny w Iraku, tez nie moze doczekac sie prawdziwej, obiektywnej debaty.
-
2008/01/20 19:04:53
Ale, ale.
Przeciez byly dwa "Tygodniki Powszechne" z naprawde sensownymi tekstami. I kilka artykulow i wywiadow w "Wyborczej". Wczorajsza dyskusja na TVN24. To byly powazne i nieglupie teksty i rozmowy. Nie bylo obrzucania sie wyzwiskami. I ilosci tego nie byly zalosne.
Nie, no, nie zgadzam sie.
Co oczywiscie nie znaczy, ze jest dobrze, jesli chodzi o spoleczna swiadomosc. Zle jest.
Ale rozmawiaja tez ludzie madrzy, i madrze rozmawiaja. Czasem.