Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Śniąc po angielsku

Kilka dni po tym, jak przyjechałam do Stanów pierwszy raz, do moich drzwi ktoś zapukał. Zerknęłam przez wizjer i zobaczyłam jakąś męską, bardzo owłosioną twarz. Wciąż nieco półprzytomna z powodu zmiany czasu otworzyłam drzwi ostrożnie i coś wymamrotałam. Zapewne jakieś "hi". Mężczyzna odpowiedział na przywitanie, po czym zaczął coś szybko mówić. Stałam nieruchomo na podobieństwo żony Lota już zmienionej w słup soli, a dochodzące do mnie dźwięki nijak nie chciały ułożyć się w żadne sensowne zdanie czy nawet słowo. Ogarnięta lekką paniką zatrzasnęłam panu drzwi przed nosem.

To było parę lat temu. Znałam angielski, gdy przyleciałam do Stanów. Znałam go jednak wyłącznie z książek, językowych zajęć, oglądania CNN i gier komputerowych. Midwestowa rzeczywistość lingwistyczna z początku uderzyła mnie w głowę niczym maczuga. W sklepie, na ulicy czy na kampusie wśród studentów czułam się chwilami jak półgłuchy w świecie nieustannej kakofonii dźwięków.

Z czasem wszystko doszło do normy. Myślałam o tym ostatnio, popijając poranną kawę i zastanawiając się nad tym, że śnię teraz po angielsku. Moje sny zawsze były bardzo wyraziste i namacalne. Zdarza mi się mieć problemy z rozróżnieniem tego, co stało się we śnie od tego, co stało się na jawie. Spotkałam się z X i rozmawialiśmy o sprawie Y czy mi się to jedynie śniło? Czasem trudno powiedzieć.

Teraz rzeczywistość oniryczna przyjęła zaś otaczającą mnie językową rzeczywistość i coraz częściej konwersuję w moich snach w języku angielskim. Kiedy śnię, nie dziwi mnie to. Nic mnie nie dziwi, kiedy śnię. Kiedy się zbudzę jednak, zastanawiam się nad tym fenomenem. Nad funkcjonowaniem mojego umysłu, który najwyraźniej pogodził się już z tym, że to angielski, a nie polski, jest językiem mojej codzienności.

Piszę głównie po angielsku. W ciągu dnia myślę w obu językach, nie kontrolując tego przestawiam się z jednego na drugi w sposób zupełnie płynny. Po angielsku także głównie rozmawiam, jako że ilość znajomych Polaków mam tu bardzo ograniczoną (i szczerze mówiąc nie czuję silnej potrzeby zaznajomienia się z większą ilością rodaków). Czasem uciekają mi polskie słowa i muszę je gonić gdzieś po zasobach umysłowych. Po angielsku prowadzę wewnętrzne monologi, różne spontaniczne uwagi (mnie czy bardziej parlamentarne) też coraz częściej zdarzają mi się po angielsku.

Nie mam jeszcze angielskiego akcentu mówiąc po polsku, mam podobno słowiański mówiąc po angielsku, ale kto wie - może i to się zmieni z czasem? Może angielszczyzna zapanuje w mojej wymowie podobnie jak zaczyna panować w moich snach?

Na razie nie czuję się jeszcze w angielskim jak w starych, kochanych i wygodnych kapciach. Tu mnie czasem coś uwiera, tam coś obciera, ówdzie mi nie pasuje... Polszczyzna jest nadal wygodniejsza, znacznie wygodniejsza, choć też powoli zaczyna tu i ówdzie odstawać, wypaczać, zmieniać swojską gębulę na jakąś dziwniejszą, mniej znaną, czasem zaskakującą nagłą przeszkodą.

Ciekawa jestem, co będzie za parę lat.

wtorek, 04 marca 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
hjuston
2008/03/04 14:40:52
mowia, ze tylko nastolatki maja szanse na zgubienie polskiego / slowianskiego akcentu. osoby w naszym wieku (podejrzewam, ze ty tez jestes przed 30 czy okolo 30), ktore nie mialy okazji pomieszkac za granica w wieku lat kilkunastu zostana z akcentem do konca zycia. tak slyszalam.
pamietam, ze kiedys marzylam o tym aby mowic po ang bez akcentu. juz mi przeszlo. jak to mowia moi znajomi- dzieki akcentowi wyrozniamy sie z tlumu...
-
aniabuzuk
2008/03/04 20:16:55
Tez mam akcent, ale podobnie jak Hjuston juz mnie to nie spala. Koncentruje sie raczej na tym, zeby mowic gramatycznie. Angielskiego uzywam 24/7. Jade samochodem i przeklinam w tym jezyku. Ostatnio stalam w kolejce do kasy i zorientowalam sie, ze to kasa, w ktorej mozna placic tylko gotowka, a nie mialam ani dolara, wiec sama do siebie powiedzialam "Damn it, it's cash only". W ciagu przecietnego dnia polskiego uzywam prawie wylacznie w formie pisanej (maile, blogi, gg). Czasem tylko Hjuston robi mi mila przerwe i dzwoni do mnie na pogaduchy.
Nie wiem, czy snie po angielsku, bo albo zapominam albo nic mi sie nie sni, ale calkiem mozliwe, ze robie to w tym jezyku.
-
geagea
2008/03/05 10:00:50
W końcu przyzwyczajenie drugą naturą:)
Ja co prawda angielskiego używam tylko w pracy, ale zdarza mi się zapominać polskich sformułowań księgowych. Zaniedbane zanikają. Chcę coś powiedzieć i - pyk! - wskakuje mi w to miejsce odpowiednik angielski.
-
cymes9
2008/03/05 15:34:09
To zabawne, bo ja choć na codzień posługuję się wyłącznie j. polskim, śnię sny, w których mówię po angielsku (którym mówię dość dobrze, choć nie płynnie) i francusku (którego znajomość posiadam wyłącznie bierną - tj. rozumiem jak wyraźnie mówią, ale sklecenie zdania zabiera mi duuużo czasu) A najzabawniejsze jest to, że zdumienie tym co robię pojawia się już we śnie i nawet śniąc analizuję sobie i wychodzi mi, że dobrze mówię :) lepiej niż na jawie :) Zdumiewający jest ludzki mózg :) Pozdrawiam.
-
Gość: sceptnick, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/05 16:42:27
Może czas oswoic się z myślą, że jest się Polką? Zerwanie z tradycją to małe piwo w porównaniu z zerwaniem z odruchami. Wszyscy jesteśmy psami Pawłowa, Basiu.
-
2008/03/06 04:56:08
tez mi sie zdarza. choc za moment, w ktorym uznalam, ze angielski jest moim jezykiem byl ten, kiedy nagle zaczelam umiec byc zabawna w tym jezyku. to dopiero dalo mi poczucie, ze oswoilam angielszczyzne w zadowalajacym stopniu.
a akcentu nie gubi sie ponoc po dwunastym roku zycia.
-
Gość: OFFCA, *.bltmmd.east.verizon.net
2008/03/07 00:59:44
tja.. to samo u mnie. śnię po angielsku od dawna... co mnie bardziej przeraża, to że myślę po angielsku. prawie wyłącznie. Gdy w myślach sobie rozmawiam z kimś - to często po angielsku. I czasem sama do siebie powiem jakie to idiotyczne, jeśli np tą osobą jest moja Mama, która po angielsku ni w ząb...

Ale fakt, ze po polsku prawie w ogóle nie rozmawiam - tyle co w mejlach, i ostatnio w końcu na skypie. Nie mam nikogo wokół mnie na codzień, by mówić po polsku. Czasem automatycznie coś odpowiadam, bez myślenia i szybko sprawdzam czy przypadkiem tego po polsku nie powiedziałam, bo tak odruchowo coś tam wyszło - ale nie, nawet te nagłe odpowiedzi, nawet gdy mnie ktoś obudzi - są po angielsku.

szkoda mi, że polski mi ubożeje... słowa uciekają, często gramatyka jakaś koszmarna...
ale przynajmniej angielski mi się znacznie poprawił. Choć oczywiście mówię z silnym akcentem. Często rozpoznawanym jako... szwedzki. :P to pewnie mój silny śląski akcent ;-)
-
kakofonia
2008/03/07 03:53:52
Szwedzki :o
Mi mój akcent szczególnie nie przeszkadza. Sama go w końcu nie słyszę. A inni niech się przyzwyczajają...
Sceptnick, a skąd Ci przyszło go głowy, że ja mam jakiś problem z tym, że jestem Polką? Oczywiście, że nią jestem.
-
Gość: sceptnick, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/08 10:19:11
Przyszło? Mnie? Nie, kakofonio. Mnie przyszło do głowy całkiem co innego. Powiem Ci uczciwie - otóż przyszło mi do głowy, że staniesz się wyznawczynią judaizmu, ale nigdy Żydówką. Czytając to pamiętaj, pls, że jesteś dla mnie adresatem ciepłych uczuc, a nie złośliwości.

Jarek
-
Gość: Emil, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/01/23 13:16:44
Cześć,

Nie wiem, czy jeszcze w ogóle zaglądasz na ten blog, bo ostatni wpis ma ponad sześć lat, ale jeśli jednak jeszcze zerkasz tutaj albo dostajesz jakieś powiadomienia na mail, to chciałbym z chęcią z tobą porozmawiać na temat ów wpisu, który komentuję. Sens w tym, że jestem całkowitym Polakiem, a Angielski znam jedynie z muzyki, gier komputerowych i forów na których się udzielam, a więc krótko mówiąc - jestem samoukiem, bo w szkole miałem Rosyjski. I wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że mam podobną sytuacje do Ciebie. Moje wewnętrzne monologi i przemyślanie bardzo często są prowadzone po Angielsku, a w moich snach, które są równie wyraziste i fantastyczne (uwielbiam superbohaterów), ale też często mylące i zarazem na tyle realne, że budzę się rano ze znakiem zapytania na twarzy praktycznie na okrągło mówię, a raczej wszyscy mówią po Angielsku jakby to nie było nic nadzwyczajnego. Może wydawać się to fajne patrząc na to jak uwielbiam Stany, ich kulturę i język, jednak problem w tym, że nigdy tam nie byłem i nie znam nikogo z kim mógłbym chociażby rozmawiać w języku Angielskim, więc skąd to się bierze?

Pozdrawiam, Emil.
Można mnie złapać pod e-mailem: masukato@gmail.com