Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Wieloznaczność

Bywa doprawdy śmiesznie w tej Ameryce. Każdy pewnie pokiwa głową i pewnie każdego z nas śmieszą inne rzeczy. Mnie ostatnio ubawiła historia opisana w naszej lokalnej gazecie studenckiej. Choć w sumie to raczej "jakaś historia wesoła, a ogromnie przez to smutna".

Pracujący na kampusie IU-Purdue University Indianapolis (IUPUI) student Keith J. Sampson wpadł jakiś czas temu w tarapaty. A zgubiło go pragnienie wiedzy.

Keith wypożyczył książkę z uczelnianej biblioteki. Trudno to uznać za zbrodnię. Książka najwyraźniej bardzo go zainteresowała, bo czytał ją w czasie przerw w pracy. I tutaj zaczęły się jego kłopoty.

Pewnego dnia Sampson otrzymał list z jednego z uniwersyteckich biur. W oficjalnym piśmie poinformowano go, iż fakt czytania owej książki w obecności kolegów w pracy stanowi... Nie, wcale nie stanowi karygodnego przykładu zaniedbywania obowiązków. Znacznie gorzej - przypadek napastowania o charakterze rasistowskim.

Sampson czytał książkę "Notre Dame vs. the Klan: How the Fighting Irish Defeated the Ku Klux Klan" napisaną przez Todda Tuckera. Książka opisuje majowe dni z 1924 roku, w czasie których grupa studentów Uniwersytetu Notre Dame wdała się w uliczne boje z członkami Ku Klux Klanu.

Książka ma jedną wielką - jak się okazało - wadę. Otóż jej okładka przedstawia członków Klanu palących dwa krzyże.

Kilka miesięcy po pierwszym liście, Keith otrzymał kolejne pismo, w którym stwierdzono, iż poprzedni komunikat nie miał na celu ograniczenia jego wolności do czytania książek podczas przerw w pracy. Chodziło jedynie o to, że zdaniem jego współpracowników (którzy powiadomili kogo trzeba) stwarzał on w pracy wrogą atmosferę. Stwarzał wrogą atmosferę czytając książkę. Równocześnie zapewniono studenta, że nie zostaną podjęte wobec niego żadne kroki dyscyplinarne.

Sampson poczuł się napiętnowany jako rasista, stąd upublicznienie sprawy.

Historia wesoła, a ogromnie przez to smutna. Smutna, po pierwsze, z powodu głupiej reakcji współpracowników Sampsona, którzy podejrzewali go o rasizm dlatego, że czytał książkę z płonącymi krzyżami na okładce. Równie dobrze ja mogłabym podejrzewać o antysemityzm mojego brata, który czytał kiedyś "Mein Kampf".

Sprawa jednak nie jest tak prosta. Faktem jest bowiem, że w Indianie Klan miewa się zupełnie dobrze i rzeczywiście mogą zdarzać się przypadki, gdy trudno wskazać granicę pomiędzy rasizmem Klanu a przedstawieniami owego rasizmu.

Taki przypadek zdarzył się nie tak dawno w Bloomington. Pewien artysta sporządził cykl malowideł, z których jedno przedstawiało właśnie członków Ku Klux Klan zgromadzonych wokół płonącego krzyża. Cały cykl poświęcony był historii Indiany. Błyskawicznie pojawiło się pytanie o to, czy obraz powinien pozostać w wykładowej sali, gdzie go umieszczono. Prezydent uczelni zadecydował, że tak właśnie się stanie, gdyż nie wolno zapominać o tragediach rasizmu.

W Bloomington Klan nie jest aktywny. Bodaj rok temu jego członkowie planowali przemarsz przez miasto, ale wroga reakcja mieszkańców na tę zapowiedź skłoniła ich do odwołania imprezy. Malowidło przedstawiające płonące krzyże wiszące w sali wykładowej mojego uniwersytetu ma wyraz raczej jednoznaczny - jest ostrzeżeniem, nie gloryfikacją. W innym kontekście mogłoby jednak być inaczej.

Ostatecznie to właśnie kontekst decyduje o wszystkim.

I w sumie nie wiem, czy cieszyć się z reakcji władz IUPUI na skargę studentów w sprawie Sampson czy raczej załamać ręce nad głupotą tych studentów i nad głupotą władz uczelni. Może jednak będę się cieszyć. W Indianie, gdy rzecz dotyczy Klanu, lepiej dmuchać na zimne.

niedziela, 23 marca 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
scarlettohara
2008/03/25 17:23:10
Ciekawe, czy - jak ma to miejsce w mojej pracy - tamtejszy uniwersytet ma specjalny numer telefonu, pod ktorym mozna anonimowo zglosic informacje o napastowaniu na tle rasowym, takze napastowaniu psychicznym, na przyklad poprzez uporczywe wpatrywanie sie?
-
2008/03/26 15:24:33
www.multikulti.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=52&Itemid=32&limit=1&limitstart=0

podesłane przez znajomą ... niezupełnie temacie , choć poniekąd...może Ciebie albo kogoś zaciekawi
-
geagea
2008/03/26 19:15:58
Ja bym chyba jednak załamywała ręce. Obecna "poprawność polityczna" Amerykanów wydaje się przybierać kształty zupełnie karykaturalne, nawet jeśli weźmie się pod uwagę uwarunkowania historyczne i miejscowe realia, o których piszesz.

I jest w tym wszystkim jeszcze jedna rzecz, która jakoś szczególnie mnie razi. Jakby tego nie nazwać, donos na studenta był donosem właśnie. Obrzydliwe. A najobrzydliwsze, że się jeszcze zasłaniają jakimiś ideami. Jakoś wolę rzecz po polsku - wygarnąć prosto z mostu, a jak się nie da dojść do porozumienia, niechby nawet walnąć pod oko...
-
2008/03/26 21:01:30
z tym walnięciem w oko to też po amerykańsku , tylko za kowbojskich czasów ;-)...ale co na ten przykład jeśli facet ma tak z dwa metry he he he
-
geagea
2008/03/27 07:16:19
To się wtedy nazywa odwaga obywatelska:)