Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Pesach burzy i naporu

Im bliżej było Pesach (które w tym roku rozpoczęło się w sobotę wieczorem), tym bardziej byłam wkurzona. Zupełnie nie miałam ochoty na żadne świętowanie. Z godziny na godzinę narastała we mnie dziwna, niezrozumiała irytacja. W końcu wzruszyłam w duchu ramionami i stojąc rano przed lustrem wymamrotałam do siebie: "a chrzanię to wszystko".

W wielu żydowskich domach przed Pesach trwało gorączkowe usuwanie z domu chamecu. Szukanie, szorowanie, izolowanie, koszerowanie. A ja cieszyłam się słońcem i piękną pogodą nie zwracając uwagi na złogi chamecowe w kuchni. W piątek przed południem religijni Żydzi dokonywali biur chamec, czyli rytualnego spalenia chamecu. Mój chamec nadal spokojnie leżał sobie w kuchennych szafkach. Wieczorem zapaliłam świece szabatowe i zajęłam się czytaniem.

Rankiem następnego dnia obudziłam się dostatecznie wcześnie, by pójść na nabożeństwo do synagogi. Otworzyłam oko, zerknęłam na stojący przy łóżku budzik, po czym przewróciłam się na drugi bok i zakryłam głowę kołdrą. Śniło mi się coś przyjemnego, choć już nie pamiętam co.

I wszystko byłoby dobrze. Moja faza buntu trwałaby sobie spokojnie dalej, gdyby nie to, że byłam zaproszona na pesachowy seder w sobotni wieczór. Zaproszenie było nie do odrzucenia (choć nie złożył go lokalny ojciec chrzestny).

Seder był wspaniały, po prostu. W niewielkim i doborowym gronie. Długi, zgodny z wszelkimi tradycjami, z czytaniem hagady, z mądrymi rozmowami nad znaczeniem poszczególnych elementów sederu, ze śmiechem, żartami i pieśniami. Z minuty na minutę moja przedświąteczna irytacja malała, aż w końcu nie zostało po niej najmniejszego nawet śladu. Nagle poczułam, że jestem nie tylko tam, gdzie powinnam być, ale także tam, gdzie chciałabym być - razem z innymi Żydami, wspominając wyjście z Egiptu.

Po powrocie do domu późno w nocy stanęłam przed kuchnią, popatrzyłam na całe to zachamecowane miejsce i zaczęłam się serdecznie śmiać.

Ta chwila burzy i naporu mogła być głupia, ale była mi potrzebna. Czasem trzeba odejść, choćby na chwilę i choćby metaforycznie, żeby potem móc wrócić i docenić miejsce, do którego się wraca. Najważniejsze zaś było może właśnie to, że wiedziałam, że wracam.

Chag sameach!

wtorek, 22 kwietnia 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Alicja, *.hlrn.qwest.net
2008/04/23 00:09:00
Nie jestem Żydówką (i nie jestem pewna co to znaczy, ale z tego co wiem, to nie jestem), ale sądzę, że można porównać oczyszczanie domu z chametzu do kładzenia siana pod biały obrus wigilijny: oba te zwyczaje nakazują pamięć o czymś: w przypadku żydowskim Żydzi wspominają pośpiech, jaki nie pozwolił im na wypiek wyrośniętego chleba, w przypadku polsko-katolickim wspominane jest ubóstwo rodziny świętej, skromny początek Jezuska itd. Nie jest chyba strasznym występkiem jak się jednego czy drugiego nie dokona, for god's sake, it's not the end of the world, however you look at it.
:)
Cheers.
Alicja
-
2008/04/23 07:22:05
.. tak, tak .. Polska czeka .. pod dostatkiem ci tu chamecu i chamców .. ;)
-
2008/04/23 10:34:19
Może powinnaś zatem już na dobre rozpakować tą spakowaną walizkę ;-)
Cieszę się,ze odnajdujesz się na swej drodze i znajdujesz swoje miejsce ...hmmm dom dla serca i intelektu :-) . Anyway to nie moja droga i nie moje miejsce i myślę ,ze to dobry moment żeby zniknąć ...fajnie było Cię poznać , powodzenia na Twojej Drodze ...3maj się p.s. no i dzisiaj gra Barcelona :-)
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2008/04/23 18:50:00
Kakafonia egazlutje się powrotem, a chamec chamecuje sobie dalej na swoim miejscu... Czy takie powroty zachmecowane się liczą? ;-)
-
kakofonia
2008/04/23 21:27:31
Alicja: nie do końca tak samo. Usunięcie chamecu jest bardzo stanowczym i jednoznacznym nakazem biblijnym. Ale oczywiście świat się nie zawala ;)

Balaram: będzie mi Ciebie brakowało :(

Klu: dobre pytanie... Dla mnie się liczy, a co do reszty - każdemu wedle uznania
-
2008/04/24 00:06:29
mmmmmm....oj Kakofonia ,Kakofonia...z jednej strony[choć Cię nie znam] Ty i Twoje pisanie jest mi bliskie , z drugiej nasze światy są tak różne, anyway
Wróble pod okapem,
Myszy w suficie -
Niebiańska muzyka
Basho
to haiku oddaje chwile z Twoim blogiem ...fajnie ,ze jesteś i dzięki za tą Twoją muzykę...
-
Gość: Alicja, *.hlrn.qwest.net
2008/04/24 02:11:16
Czy Żydzi przyjmują, że Biblia przyszła prosto od Boga? Kto spisał te słowa i nakazy? Mojżesz? Nie wiem, jak z tym chametzem, jeśli Sephardim mogą zajadać się pewnymi rzeczami, których Ashkhenazim nie mogą jeść w Pesach. Domyślam się, że pewnie różne interpretacje rabinów mają różne wyniki...stąd ja to widzę jako tradycję, czy biblijna czy nie to (dla mnie) żadna różnica, a nie właściwie nakaz. Zresztą te nakazy i "odkazy" dietetyczne na pewno powinny być widziane w pryzmacie historii, przecież wszystko widzimy w takim pryzmacie, dlaczego więc nie to?