Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
"Karow lebait" czyli o krytykowaniu Izraela

Kiedy mam dobry humor serdecznie mnie bawią wypowiedzi, wedle których podobno nie można krytykować Izraela, bo zaraz Żydzi podniosą larum wrzeszcząc "antysemityzm! antysemityzm!" (Kiedy mam gorszy humor takie wypowiedzi mnie wyłącznie denerwują.)

Osoby, które tak mówią czy myślą, mają najwyraźniej bardzo małe pojęcie o tym, jak Izrael krytykują sami Izraelczycy. A robią to często i na różne sposoby. By się o tym przekonać warto śledzić izraelskie media (żaden czytelnik Haarec nie powie, że Izraela nie można krytykować) i izraelską kulturę.

Dziś jeden przykład ze świata polityki i jeden ze świata kultury.

Na dzisiejszej konferencji w Hajfie premier Olmert stwierdził, iż arabscy obywatele Izraela są dyskryminowani. Rozwiązania, które Olmert zasugerował w swoim przemówieniu wydają mi się zupełnie nietrafne, ale samo przyznanie faktu ma swoją wymowę i wagę. Czy coś z tego dalej wyniknie, zobaczymy. Każda kuracja musi się jednak zacząć od przyznania, że choroba istnieje.

Zanim przeczytałam informację o wypowiedzi Olmerta, miałam zamiar napisać o dwóch filmach izraelskich, które obejrzałam w ostatnich dniach. Jeden z nich to "Karow lebait" (Blisko domu, 2005).

"Karow lebait" opowiada o dwóch izraelskich nastolatkach, które właśnie rozpoczęły służbę wojskową. To zupełnie zwykłe dziewczyny i zupełnie od siebie różne. Smadar jest nieco zbuntowana, poszukuje wrażeń silniejszych niż to, co wydaje jej się być codzienną nudą. Mirit od takich dziewczyn najchętniej trzymałaby się z daleka. Jest cicha i spokojna, a Smadar spogląda na nią z wyraźnym politowaniem. Nic nie wskazuje na to, że mogłby kiedykolwiek się zaprzyjaźnić. Rozkaz przełożonej tworzy z nich jednak parę - mają wspólnie patrolować określony rejon Jerozolimy.

Ten film mógłby być opowieścią o wojsku i panujących w nim relacjach między ludźmi. Dla mnie byłby wówćzas niezbyt ciekawy, nawet jeśli fakt, że opowiada o żołnierzach kobietach czyniłby go nieco bardziej oryginalnym. "Karow lebait" jest jednak ciekawy dlatego, że w sposób delikatny, a zarazem wyraźny dotyka najpoważniejszego problemu politycznego i moralnego w Izraelu, czyli okupacji.

Smadar i Mirit trafiają bowiem do straży granicznej. Patrolują ulice Jerozolimy wypatrując na nich Arabów, których mają za zadanie legitymować i spisywać. Raporty trafiają codziennie do przełożonej. Po mieście porusza się kilkanaście takich par - wszystkie mają to samo zadanie. Wypatrywać Arabów, sprawdzać ich dokumenty, wpisywać dane na listę. Taki-to-a-taki, na ulicy takiej-to-a-takiej. Może to być Palestyńczyk z Zachodniego Brzegu niosący gdzieś skrzynkę jabłek, może to być Palestyńczyk ze wschodniej Jerozolimy pracujący po stronie zachodniej, może to być Palestyńczyk mieszkający w zachodniej Jerozolimie, który wyszedł z domu po prostu na spacer. Oczywiście, jeden z nich może być terrorystą. Jeden z nich może zmierzać na przystanek autobusowy, by się na nim wysadzić w powietrze. Wyciągać z tłumu trzeba jednak wszystkich. Na wszelki wypadek.

Dziewczynom zdarza się także czasem pracować w punkcie kontrolnym. Niewielkie pomieszczenie podzielone na jeszcze mniejsze boksy - kontrola osobista dla kobiet. Żadna z nich nie wygląda podejrzanie i nie ma to znaczenia. Po prostu są Palestynkami i chcą się dostać do miasta. To dostateczny powód, by każdą brać do boksu, kazać się rozebrać, przetrząsnąć torby. Do boksów nie wolno wnosić żywności. Nie ma znaczenia, że mały chłopiec, którego matka jest kontrolowana, nic jeszcze dziś nie jadł. Kawałek pity z warzywami, który powoli gryzie, musi trafić do kosza.

"Karow lebait" nie jest filmem politycznym. I dlatego właśnie pokazuje znakomicie, jak bardzo polityczna i militarna rzeczywistość okupacji stanowi izraelską normalność. Zupełnie nienormalną normalność. Opowiadając o dwóch całkiem zwyczajnych dziewczynach pokazuje równocześnie ułamek codzienności upokorzenia - okupowanych i okupantów.

czwartek, 10 lipca 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • To mi się nie podoba

    Bardzo mi się nie podoba decyzja izraelskiego rządu o tym, by Grotę Patriarchów w Hebronie oraz Racheli w Betlejem zaliczyć do miejsc na trasie nowego Szlaku Dz

  • Walka z wiatrakami?

    Jakiś czas temu postanowiłam zerwać z nałogowym czytaniem prasy izraelskiej. Uznałam, że życie codzienne dostarcza mi dostatecznej ilości stresów i nie potrzeba

  • Ostatni gwóźdź do trumny

    Wczorajsza decyzja izraelskiej Partii Pracy, by wejść do nowej koalicji rządowej, to ostatni gwóźdź do trumny tej partii. Ehud Barak zamknął wieko od wewnątrz i

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Klu, *.chello.pl
2008/07/11 16:21:40
no tak - nie ma większych antysemitów niż sami Żydzi.. sam słyszałem jak dwóch takich ortrodoksyjnych wymyśłało sobie od parchów etc... :-)
Wypada zatem zacząc walkę z antysemityzmem od semitów.
-
Gość: sceptnick, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/07/12 19:12:08

Nie wiem, jaki masz dzisiaj humor, ale mam nadzieję, że Cię ubawię.
Na pewnym forum rozmawiam z kilkoma osobami, w tym, jak się domyślam, z kilkoma Zydami. Kiedy pojawia się krytyka Izraela, zaraz podnoszą one znany Ci okrzyk: ANTYSEMITYZM!!
Widocznie uznają one, że czym innym jest krytyka Izraela czyniona przez samych Zydow, a czymś innym przez gojów.
Polacy często dosc podobnie reagują na krytykę spraw polskich przez nie-Polaków.
Widocznie bardzo wielu z nas lubi prac własne brudy we własnym domu.

Na szczęście osoby krytykujące mają gdzies stereotypowe myślenie i nadal krytykują to, co uważają za zasługujące krytykę. Podobnie, jak i Ty.

Pzdr
-
Gość: ta.tusia, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/07/23 01:09:24
chciałam tylko napisać, że oglądałam ten film, genialny