Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Midwesternizacja postępuje

W drodze do kosza na śmieci dokonałam dwóch spostrzeżeń: 1) mam dziwną sąsiadkę i 2) padłam ofiarą postępującej midwesternizacji. Oba spostrzeżenia są ze sobą ściśle powiązane, choć zdają się nie mieć ze sobą nic wspólnego.

Dlaczego sąsiadka jest dziwna? Dlatego mianowicie, że a) nie uśmiecha się oraz b) nie mówi "hi", "hello" czy "how are you".

Dlaczego jest to dziwne zachowanie? Otóż dlatego, że w Indianie takie zachowania są powszechną normą. Mijasz na ulicy zupełnie obcego ci człowieka, a on ni z tego ni z owego mówi do ciebie "hi" i się uśmiecha. Mijasz go drugi raz na przestrzeni miesiąca i słyszysz "how are you". Stosowna odpowiedź to "how are you" czy "hi" zwrotne oraz uśmiech, przynajmniej lekki.

Skoro tak mieszkańcy Indiany zachowują się w stosunku do osób całkiem sobie obcych, to oczywiste jest, że zachowanie podobne w przypadku sąsiadów jest absolutną normą. Sąsiadka tymczasem - nic. Może jest z Nowego Jorku? Albo przynajmniej z Chicago, które wprawdzie też jest Midwestem, ale jest też wielkim miastem i jako takie ma swoją specyfikę.

Drugie spostrzeżenie nasunęło mi się natychmiast po pierwszym. Kiedy tu przyjechałam dziwiły mnie te wszystkie "hi" i uśmiechy obcych ludzi. Dziś dziwi mnie ich brak. Wniosek jest jeden - midwesternizacja postępuje.

Oczywiście to szersze zjawisko i nie mnie jednej dotyka. Wiele osób po powrocie z dłuższego pobytu w Stanach musi pilnować się, by przypadkiem odruchowo nie uśmiechać się do swojsko ponurych rodaków na polskich ulicach.

piątek, 18 lipca 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/07/18 05:48:07
nie wiem, czy taka grzecznosc uliczno-sasiedzka to tylko midwestenowa specjalnosc - nowojorczycy tez potrafia byc tacy, choc moze srodowisko wielkomiejskie nie jest oczywistym miejscem dla takich zachowan. ja z kolei pomysllaam, ze zamerykanizowalam sie ze szczetem, kiedy w polsce wszyscy patrzyli namnie jak na raroga, gdy wparowywalam do urzedu lub sklepu z radosnym 'dzien dobry' i wychodzilam, zyczac wszystkim milego dnia... :)
-
Gość: , 217.97.158.*
2008/07/18 07:58:14
Widać z tego, że rytualne pożegnania i powitania nie mają nic wspólnego z prawdziwym stosunkiem do człowieka. Dowód: Jeden z najwyższych na świecie wskaźnik zabójstw w USA.
Rzecz jasna zabójca także życzy na koniec nieboszczykowi Miłego dnia. ;)
W Teksasie faceci na powitanie walili mnie łapami po plecach i o mało mi płuc nie odbili. Chciałem przeszczepic ten miły zwyczaj na grunt polski, ale się nie dało. Chyba na szczęście. :D

Pocieszam się, że jest element wspólny - co do fakania, szytania i sanofbiczowania aż tak bardzo się nie różnimy. Jest więc O.K.
-
Gość: cloe, 62.148.94.*
2008/07/18 09:46:17
Wiecie co....ja też to mam mówie dzień dobry każdemu i wszędzie ,usmiecham sie też kiedy mogę do ludzi ,żegnam sie też jak najmilej potrafie ,tylko nie cierpie sie cmokać na powitanie i pożegnanie,cmoki są straszne.Nie jestem zamerykanizowana w zaden sposób ,jedna zasada odnoś sie do ludzi tak jak chcesz aby odnosili sie do Ciebie....nie widze w tych powitaniach nic ale to absolutnie nic złego.Najbardziej doceniam usmiech za kierownicą,sa rózne sytuacje na drodze i kiedy zamiast wykrzywionej twarzy widze przepraszajacy albo życzliwy usmiech to ....nic nie trzeba mówic ,każdy to doceni.
Natomiast dzisiaj rano jadąc do pracy popłakałam sie słuchając doniesień w radio o tym jak to rodzina radia maryja miała msze dziekczynną ....dziękowali panu bogu za śmierć profesora Geremka....popłakałam sie ze strasznej bezsilności.Każdego dnia coraz mniej jestem przekonana o słusznosci decyzji życia w Polsce.To jest okropne uczucie,upodlające uczucie.
-
Gość: Alicja, *.hlrn.qwest.net
2008/07/18 16:47:53
Ta uprzejmość i uśmiechanie się ma tyle wspólnego z midwestem co z Kalifornią i z Nowym Jorkiem. W Nowym Jorku sąsiedzi też się do siebie uśmiechają i też różne rzeczy mówią (hello, hi itd.). Kalifornia to samo. Kolorado to samo, Arizona to samo. Jest to bardzo w sumie amerykański zwyczaj, ale (uwaga!) też jest zupełnie przyjęty w Kanadzie. Nie jest natomiast przyjęty nie tylko w Polsce ale też nie ma po nim śladu we Francji. Ja idąc ulicami francuskich miast i miasteczek czy wiosek muszę się pilnować, żeby nie wyskoczyć z uśmiechem czy broń Boże jakimś pozdrowieniem. Europa vs. Ameryka Płn., Kakofonio, a nie Midwest i reszta Ameryki.

Pozdrowienia.
Alicja
-
2008/07/18 20:46:41
O matko ale się rozprawiasz z ta mentalną pępowiną ...Ostro i bezlitośnie . Nie, nie mówię do nieznajomych cześć , a jeśli jakiś nieznajomy mówi mi cześć to najczęściej oczekuje datku na wino ;-) . Z drugiej strony to nie jest znowu tak ponuro ...ludzie nawet obcy uśmiechają się do siebie nooo Kakofonio , zdarza się , jest w Polsce sporo sympatycznych ludzi . Jakiś czas temu zdarzyło mi się ,ze przebiłem dętkę [nie miałem zapasowej , nie miałem pompki ] Jakieś 30 km od domu . Wstąpiłem do pobliskiego gospodarstwa coby napompować ...będę tak pompował po drodze , myślałem i jakoś dojadę . Jednak dziura była tak duża ,ze nie dało rady .Powietrze uchodziło od razu . Telefonu nie miałem , jakieś pieniądze ...więc pomyślałem ,ze zostawię rower i wrócę stopem albo autobusem . Potem przyjadę po rower . Niech pan poczeka - powiedział mi starszy jegomość zaraz przyjedzie mój syn - to pana zawiezie do miasta . Przyjechał syn - nawet nie chciał słyszeć żeby zostawić rower . Od razu wsadził na dach , na bagażnik - nie zważając ,ze może porysować lakier i odwiózł mnie do domu . Kiedy chciałem mu zapłacić , nawet nie chciał o tym słyszeć . Hmmmm może też nam kiedyś opowiesz swoją;-)historię z Polski . No chyba ,ze to bezpardonowa wojna z mentalną pępowina...nie ma miejsca na sentymenty ;-)
-
kakofonia
2008/07/18 21:18:25
No nie, bezpardonowa walka na pewno nie :) Tylko czasem zauważam, że pewne rzeczy, które na początku mojego pobytu tutaj, były dla mnie nowością (czasem dziwną nowością), stały się już dla mnie zupełnie normalne.

Nie przeczę też temu, że w Polsce są ludzie sympatyczni. Oczywiście, że są! I sympatyczni, i uczynni. Może nie jakieś straszne ich tłumy, ale są i tacy. Na poziomie takich zupełnie chwilowych i powierzchownych kontaktów międzyludzkich naprawdę jest jednak różnica. Tutaj uśmiech do obcej osoby, która mija cię na ulicy, jest czymś zwyczajnym, pozbawionym podtekstu. Ta osoba wcale nie musi być z natury sympatyczna czy czuć do ciebie sympatii. Po prostu taki jest kod kulturowy.

W Polsce albo patrzą na ciebie jak na raroga albo myślą, że to podryw. Niestety.

Nieco podobne zachowanie do tego tutaj w Europie napotkałam w Paryżu, Barcelonie i na Krecie - szczególnie w tym ostatnim miejscu ludzie byli serdeczni, często zupełnie bez powodu.
-
Gość: Lea, *.a1.net
2008/07/21 16:20:42
A ja zupelnie z innej beczki, w "die Zeit" byl ostatnio taki wielki atrkul o Sexforschungu i podobo tam, na tym Pani universytecie w Indianie to jest normalnie jakies swiatowe centrum badan nad seksem. Moze by Pani cos napisala o tym, bo to swoja droga ciekawe. W Talmudzie jest taki fragment, ze kobiety tez maja prawo do orgazmu, daltege mezczzni nie moga podrozowac dluzej niz 2 miesiace (znowu wszedzie Zydzi sa pierwsi, pierwsi w Ameryce i pierwsi przed "Cosmopolitan"). A a propos tego nieusmiechania sie to cala centarlna Europa to taka racze jest smutna, to chyba przez brak slonca i zasiedzialosc. Pozdrawiam.
-
aniabuzuk
2008/07/21 18:30:33
Widze na przykladzie swojego brata, ktory przyjechal na wakacje, jak bardzo drazni go "small talk". Nie to, ze jest jakims niewychowanym gburem. Po prostu te usmiechy, powitania i nic nie znaczace pytania o to, jak minal weekend, czy stwierdzenia, ze pogoda dzis piekna/paskudna wydaja mu sie sztuczne. Do tego chyba po prostu trzeba przywyknac i sie przyzwyczaic. Mnie juz "small talk" nie drazni. W pracy uwazam go za czesc "rytualu" podobnie, jak dress code.
-
ukryta
2008/07/22 00:42:33
:) hej!

w przeciwieństwi do pozostałych komentatorek i komentatorów napiszę krótko:

w Irlandii tak samo :)
jak nie zagaja i się nie uśmiecha to pewnie jakiś nieokrzesany i uparty imigrant.
mniej uparci i okrzesami przejeli zwyczaje tubylców. miłe zwyczaje :)

pozdrawiam serdecznie
:)
KFK
Waterford
-
Gość: tomek.n, *.acn.waw.pl
2008/07/22 22:17:52
ha ha
Mi ostatnio na ulicy w Warszawie (nieruchliwej, z tyłu sądów - Ogrodowa) jakiś facet powiedział "Dzień Dobry", to był adwokat - do dzisiaj nie rozgryzłem, czy z nim było coś nie tak, czy ze mną...? :) pozdrawiam
-
geagea
2008/07/24 20:15:13
Hej:)
W Teksasie też to samo. Uśmiechają się do Ciebie w windzie, na ulicy, w sklepie. Na początku myślałam sobie - plastik, sztuczność, fuj. Ale to nie do końca tak. Nikt mi się tu w końcu na szyje nie rzuca, a jeśli się uśmiechnie i kiwnie głową - toz to przecież zwykła grzeczność.
Nawet jeśli to zwyczaj bardziej, niż serdeczność, to i tak pozytyw. W Polsce większość ludzi obnosi smętne miny i odwraca się do siebie plecami - czy to lepsze? Nigdy w życiu.
-
2008/07/24 22:01:01
Sprawdziłem:-) Jeden facet popatrzył na mnie jakbym uśmiechał się nie do niego ale śmiał się z niego ;-) . Jedna dziewczyna na uśmiech odpowiedziała:"Jak sie masz tygrysku " . Poza tym jedni się uśmiechają [zdarza się , zdarza ], inni są obojętni, a inni zaniepokojeni. No i dobrze ,mimo wszystko Polska ma swój nastrój i ja to lubię .....
-
geagea
2008/07/25 00:34:27
No ale patrz, już dla samego tygryska warto było:)
Ja bym zmiksowała polskie drugie dno i szczerość pewnych emocji z amerykańską uprzejmością. Niechże.
-
2008/07/25 04:07:47
calkiem nie na temat - wyslalam ci liscikna kakofonia@gazeta.pl, mam nadzieje, ze czasem zagladasz na to konto...
-
Gość: sceptnick, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/07/25 13:18:41
Można jeszcze rozszerzyc zakres uprzejmości, bo tej nigdy dosc. Nie od rzeczy będzie zaproponowanie wszystkim zbiorowego pocierania się nosami na wzór maoryski lub wypytywanie o zdrowie kolejnych krewnych w liniach damskiej i męskiej wręcz niezbędne przy powitaniach w krajach Sahelu. Te obyczaje połaczone z pytaniami o pogodę, o hałarju, o uśmiechy i inne niezbędne objawy szczerego zainteresowania człowiekiem na pewno posłuża budowie otwartego społeczeństwa obywatelskiego. ;)
-
2008/07/25 14:41:17
mhmm Geagea ten tygrysek był zaskakujący :-)
-
geagea
2008/07/25 22:40:15
Siur, nie codziennie człowiek tygrysem zostaje;)