Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Moja pierwsza alija

Ubiegły tydzień był dla mnie czasem pierwszych razów. Pierwszy raz bywa często doświadczeniem wyjątkowo silnym. Tak było i w moim przypadku, a samych przypadków było więcej niż jeden.

Pierwszy raz byłam w mykwie. Pierwszy raz byłam w Nowym Jorku. Pierwszy raz byłam na zupełnie cudownej Fire Island. Pierwszy raz publicznie błogosławiłam szabatowe świece. Pierwszy raz dostałam aliję do Tory...

W szabatowy poranek w synagodze czyta się przypadającą na dany tydzień parszę czyli fragment Pięcioksięgu. Parszę z kolei dzieli się na kilka fragmentów. Publicznemu odczytywaniu każdego z nich towarzyszy odpowiednie błogosławieństwo wypowiadane przed i po.

Szczegóły są różne w różnych synagogach. Może być tak, że każdy fragment czyta inna osoba i ona też recytuje stosowne brachot. Bywa i tak, że do czytania Tory jest jedna osoba, a inne wzywane są do recytacji błogosławieństw. Powody dla drugiego rozwiązania są dość proste - otóż nie każdy Żyd potrafi w odpowiedni sposób odczytywać tekst Tory ze zwoju (o tym, dlaczego tak jest i dlaczego wcale nie jest to proste przy innej okazji).

Wezwanie do Tory nazywa się aliją. Jest to wielki zaszczyt. Pierwsza alija to wielkie wydarzenie.

W synagogach tradycyjnych, ortodoksyjnych, alijot są zarezerwowane dla mężczyzn z powodów, które są dla mnie mocno kontrowersyjne. Talmud (Megilla 23a) stwierdza, że "nawet kobieta może czytać Torę" publicznie w synagodze. Gemara zastrzega jednak, że kobiety nie mają w zwyczaju tego robić z uwagi na "kawod hacibur" czyli honor zgromadzenia.

Dlaczego alija dla kobiety miałaby w jakiś sposób uwłaczać honorowi zebranych w synagodze?

Micwa studiowania Tory jest skierowana pod adresem mężczyzn. Innymi słowy, mężczyzna ma obowiązek Torę studiować. Kobieta może, ale nie musi tego robić. Pierwszeństwo w wypełnianiu micwot przypada tym, którzy mają obowiązek, a nie tym, którzy podejmują się wykonywać je z własnej woli.

Tradycyjne rozumowanie w związku z aliją dla kobiet jest zatem następujące: mamy zgromadzenie w synagodze. Zakładamy, że obecny jest minjan pojęty tradycyjnie, czyli grupa 10 dorosłych mężczyzn. Teoretycznie każdy z nich powinien być w stanie odczytywać Torę publicznie. Każdy z nich zatem jest dobrym kandydatem do alijii. Jeśli aliję dostanie kobieta, ma to rzekomo sugerować, że wśród obecnych mężczyn nie ma wystarczającej ilości dostatecznie wykształconych, co z kolei źle świadczy o społeczności. Ergo - wezwanie kobiety do Tory narusza kawod hacibur, honor zgromadzenia.

Nie ukrywam, że to rozumowanie zawsze uważałam za raczej głupie i po prostu obelżywe pod adresem kobiet. Wiem, że taka jest tradycja, podobnie jak wiem, że przez wieki kobietom w ogóle odmawiano prawa do studiowania Tory. Ale powiedzieć, że kobieta nie może otrzymać alijii, bo to narusza honor kogokowiek, to oświadczenie zwyczajnie piramidalne. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie - honor zgromadzenia naruszają ci, którzy nie potrafią przyznać, że kobieta nie tylko może być znakomicie wykształcona, ale dodatkowo może chcieć uczestniczyć w publicznym rytualnym życiu swojej społeczności.

Judaizm konserwatywny wprowadził zmiany w żydowskim prawie bazując na mniejszościowych opiniach zawartych w tradycyjnych źródłach. Kobieta liczy się do minjanu tak samo jak mężczyzna. Ma takie same prawa i obowiązki dotyczące modlitwy. Ma takie samo prawo do alijii, jak mężczyzna. Zdarzają się jednak i takie szule konserwatywne, w których bardziej tradycyjnie zorientowany rabin na aliję kobiety nie pozwoli.

W synagogach bardziej tradycyjnych, a zarazem bardziej wrażliwych na kwestie związane z pozycją kobiet, organizuje się czasem grupy wyłącznie kobiece - wtedy nie ma podobno problemu kawod hacibur. Według mnie jednak segregacja płciowa nie jest żadnym rozwiązaniem. Wprost przeciwnie - jest gettoizacją i zamiast problem rozwiązywać jedynie go pogłębia.

Synagoga, w której miałam pierwszą aliję, ortodoksyjna nie jest. Pracujący w niej rabin był członkiem beit dinu, z którym spotkałam się w ubiegły czwartek. Jest także moim bliskim znajomym. Kiedy w piątkowe popołudnie powiedział mi, że chciałby, żeby miała aliję w szabatowy poranek, odrobinę mnie przytkało. W sumie nie powinnam była być zaskoczona, ale byłam. W pierwszym momencie nie wiedziałam, co odpowiedzieć - dostać aliję to stanąć tuż koło zwoju Tory umieszczonym na specjalnym pulpicie, dostać aliję to wezwać wszystkich zgromadzonych do błogłosławieństwa, dostać aliję wreszcie to być publicznie wezwanym imieniem hebrajskim.

Dla mnie oznaczało to usłyszenie mojego nowego imienia pierwszy raz. Gabbai powiedział głośno: "Taamod Awital bat Awraham..." - "Powstań Awital bat Awraham..."

Trudno mi powiedzieć, który moment był najbardziej poruszający. Chyba wypowiedzenie pierwszych słów skierowanych do obecnych w synagodze - "Barchu et Haszem hameworach", "Błogosławcie Haszem, który jest błogosławiony". Zebrani odpowiedzieli: "Baruch Haszem hameworach leolam waed", "Błogosławiony Haszem, który jest błogosławiony na wieki".

Pierwszy raz mogłam publicznie wezwać innych Żydów do błogosławieństwa.

To ważny moment. Bo konwersja na judaizm nie jest tylko zmianą własnego życia, światopoglądu czy codziennej praktyki. Konwersja na judaizm jest przystąpieniem do społeczności, jest aktem przyjęcia konwertyty przez innych Żydów, aktem uznania konwertyty za jednego z nas. Żydem jest się nie tylko dla siebie, wobec siebie i Boga, ale również wobec innych Żydów. Z tego też powodu konwersji nie dokonuje się samemu - nie wystarczy sobie powiedzieć "Od dziś jestem Żydówką". To społeczność musi mnie przyjąć i uznać za Żydówkę. Dlatego konwersję nie tyle "się robi", co się "jej podlega".

Alija do Tory była dla mnie znakiem potwierdzenia tego, co stało się w czwartek - stałam przed zgromadzonymi w synagodze jako jedna z nich.

czwartek, 31 lipca 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/07/31 07:24:30
"Dlaczego alija dla kobiety miałaby w jakiś sposób uwłaczać honorowi zebranych w synagodze?" - może dlatego, że synagoga, całe życie
publiczne było domeną mężczyzn, gdy konstruowano judaizm?
Równie dobrze można by dziś dopuścić do stołu... powiedzmy kozę -
- jakież byłoby oburzenie! Koza to nie człowiek! Tak jak kiedyś kobieta -
"tak jakby człowiek", coś na jego kształt. Z dzisiejszą świadomością
buchasz świętym oburzeniem chcąc być ślepą na to, czym jest religia
pastuchów sprzed tysięcy lat - KIM BYŁY w ich obozach kobiety?!

PS. Kakofonio, jaką "zrobiłaś" konwersję? Ortodoksyjną czy nie, bo
w końcu już nie wiem, pamiętam natomiast twoją pogardę wygłaszaną
na forach odnośnie na przykład konserwatywnej, nie mówiąc już o
reformowanej. Jeśli orto, to czy po starej znajomości Schudrich ci
ją "przyklepie" w Warszawie? No tak, ale co ci ewentualnie z tego skoro
nie dopuści cię do męskiego stołu, tego prawdziwe żydowskiego a nie
malowanego w femo-homoseksualne ciapki... :-)
-
kakofonia
2008/07/31 11:36:27
Nigdy nie pogardzałam ŻADNĄ konwersją na judaizm.

Twoje komentarze tutaj, Jekes, robią się coraz bardziej obraźliwe, więc nie będę na nie odpowiadać.
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2008/07/31 16:06:52
Religia żydowska opiera sie na zasadzie etniczności i nie ma aspiracji ewangelicznych - konsekwentnie konwersja chyba oznacza przyjęcie w poczet narodu żydowskiego/semickiego - czy słowiańskie geny nadążają za tym pędem zmian? Co na to Haszem - jako kreator i gospodarz genów narodowych?
-
Gość: ola - tehilo, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/07/31 17:15:18
caluje Cie mocno na nowa droge zycia, Awital :)
-
2008/07/31 19:21:49
"Ubiegły tydzień był dla mnie czasem pierwszych razów. Pierwszy raz bywa często doświadczeniem wyjątkowo silnym. Tak było i w moim przypadku, a samych przypadków było więcej niż jeden."

Przyznam:-) ,ze czytając początek trochę się zatrwożyłem. Te razy skojarzyły mi się hmmm -wymierzać,zadawać razy; okładać kogoś razami -z jakimiś dramatycznymi doświadczeniami z NY , a NY jak to duże miasta bywa miejscem niebezpiecznym . Już myślałem ,ze tam zupełnie strach wyjść na ulicę :-)
Ok tak zupełnie na marginesie
-
kakofonia
2008/07/31 22:07:31
Też miałam takie skojarzenie :D ale inne słowo nie przychodziło mi do głowy.
-
2008/08/01 05:13:31
balaram1, roche obok tematu,a le nie moglm sie powstrzymac :) NYC jest najbezpieczniejszym wielkim miastem na swiecie, przysiegam. latwiej o guza np. w warszawie.
-
2008/08/01 08:21:33
Pogardzała to określenie mocno pejoratywne, no to użyjmy innego -
powszechnego wśród Żydów - nie uznawałaś, nie uznawałaś w tym,
co pisałaś na forach. Prawdziwa konwersja to ta ortodoksyjna trwająca
ileś tam lat, pod okiem rabina i tak dalej. A więc pytam się z czystej ciekawości - jakiej dokonałaś konwersji? Zaczynałaś u Schudricha, skończyłaś w NY - czy jest ona ortodoksyjna, którą uzna Rabinat w Izraelu? (Czy on jakąkolwiek uznaje poza swoja?) Jeśli nie jest ona
taka, o jakiej pisałaś jako o jedynej możliwej - prawdziwej TO NAPISZ.
Nie sądzę, żeby ktoś cię tu potępił, a że na Twardej krzywo będą patrzeć
- to co my mamy do tego?
-
kakofonia
2008/08/01 16:00:26
Jekes, uznawanie lub nie uznawanie konwersji to nie moja sprawa, ale beit dinów. Jeśli ktoś mi powie, że jest konwertytą, to nie będę go pytać o to, jaką konwersję przechodził, bo to nie jest moja sprawa.

Nadal uważam, że proces konwersji powinien być długi - inaczej moim zdaniem potencjalny konwertyta nie jest w pełni świadomy tego, co robi. Poznanie judaizmu wymaga czasu, poznanie jego odłamów wymaga czasu, poznanie społeczności wymaga czasu, życie w społeczności wymaga czasu.

Nie uważam, że taka konwersja jest "jedyną możliwą" czy "jedyną prawdziwą". Uważam natomiast, że jest to najlepsza opcja.

Tak, proces powinien być jakoś nadzorowany przez rabina - potrzebna jest konwertycie osoba wykształcona, która go będzie mogła do konwersji przygotować. Najlepszy jest w takich przypadkach rabin. W zależności od tego, która opcja komu jest najbliższa może być to rabin ortodoksyjny, konserwatywny, reformowany, rekonstrukcjonistyczny itp.

Mój beit din był konserwatywny. Na taką konwersję się zdecydowałam, a pozwolił mi na to między innymi długi czas trwania procesu, który umożliwił mi poznanie różnych możliwości i zorientowanie się, która z nich jest mi najbliższa i dlaczego.

Rabinat ortodoksyjny jej nie uzna. Co do Izraela zaś - uznaje takie konwersje państwo, tzn. mam prawo ubiegać się teraz o izraelskie obywatelstwo.

Z uznawaniem konwersji jakichkolwiek przez rabinat izraelski są ostatnio spore problemy, mają zastrzeżenia również do konwersji ortodoksyjnych dokonywanych poza Izraelem.
-
Gość: sechelchofszi, *.gdynia.mm.pl
2008/08/02 23:58:11
MAZAL TOW!
-
Gość: ola-tehilo, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/03 02:07:47
a jakie to ma znaczenie kto konwertowal Awital? mysle, ze HaSzem juz dawno najlepiej wiedzial, co o Niej myslec. i chyba o to nam wszystkim chodzi, prawda? o Niego, a nie urzednikow.
-
2008/08/03 09:28:02
Tyle że ci urzędnicy właśnie o wszystkim decydują i dają sobie
prawa - bo są ludźmi, religia jest tworem ludzi. Jeśli rzeczywiście
nie ma znaczenia, kto konwertował, kto uznaje a kto nie, to PO CO
Kakofonia w ogóle przystępowała do konwersji? Jeśli czuje się Żydówką
to wyznanie tego temu, w kogo wierzy i życie uczciwe POWINNO wystarczyć i żadne robione czary mary przez ludzi nie powinny mieć
miejsca, a jednak... Bo wierzyć a być w społeczności uznanym za kogoś,
za kogo ktoś się podaje to dwie różne rzeczy. To jak z winą. Oskarżono
kogoś o morderstwo. On nie zamordował. On to wie, ale społeczeństwo,
urzędnicy wybrani przez społeczeństwo twierdzą inaczej. Co mu po wierze
i wiedzy, że nie zamordował skoro urzędnicy go skazują i jak to ma miejsce w faszyzolandzie usa zwanym - zabiją? Dlatego - mimo wiary
w swoją niewinność - będzie się ubiegał o uznanie przez urzędników
swojej niewinności. Im wyżej stojący w hierarchii urzędnicy - tym lepiej.
Ortodoksi są korzeniem z którego wyrósł konserwatywny judaizm,
reformowany itd. Dlatego to ma znaczenie - dla Kakofonii również
a zaprzeczać to można i wszystkiemu.
-
Gość: Lea, *.a1.net
2008/08/03 18:22:12
Jekies,
zostaw kobiete w spokoju. Jesli komus zalezy na tym, zeby religia byla rownoprawna z liberalnymi pogladami politycznymi, to bedzie zyl w jakims tragicznym konflikcie z judaizmem ortodoksyjnym. Wielka czesc (90 %!) zydow amerykanskich jest nie-ortodoksyjna, nawet nie jest modern-ortodox. Nie wszyscy moga zaakceptowac albo pogodzic w sobie ortodoksje i przeciez nie od wszystkich sie tego wymaga. Zydostwo nie jest jakims monolitem. I (pomimo, ze sama robie ortodoksyjna konwersje) nie uwazam, ze to dla wszystkich i bardzo dobrze ze jest milion odlamow, to jest blogoslawienstwo. Denerwuje mnie wsrod haredim chec wylkuczenia tych, ktorzy sie wywodza z innych odlamow, uwazam, ze przynajmniej (!) konserwatywna konwersja musi zaczac byc akceptowana inaczej nie bedziemy sie rozwijac. Trzeba tez przyznac, ze np. w Niemczech przed wojna przewazal liberalany judaizm, wiec to nie taka znowu 10letni odlam. Potrzeba dialogu z liberalnymi, konserwatywnymi i reformowanymi, bo inaczej ortodoksyjne synagogi beda pustoszec i dojdzie do wyjalowienia dyskusji poprzez wylkuczenie temetow zwiazanych z oswieceniem, czego mam wrazenie byc swiadkiem. Zwlaszcze tego pustoszenia ortodoksyjnej synagogi - potem sie okazuje, ze jedyni religijni to konwertyci, ktorym zalezy na "formalnosciach" i starzy ludze, a reszta siedzi w Or Chadasch!!!
-
2008/08/04 08:44:35
Hej Bigapple no spostrzegłem ,ze masz swojego bloga , a tam następne odkrycie -popełniłaś książkę o NYC. Wobec tego co mi pozostaje , nooo wierzę Twoim przysięgom, przynajmniej dopóki nie dostanę razów w NYC ;-). Po Statule Wolności , jesteś dla mnie drugim symbolem NYC :).
Czytałem ostatnio felietony Singera o Żydach w przedwojennej Polsce, Warszawie ileż tam było podziałów i różnorodności ...niewiele się zmieniło :) .Choć pewnie tamte klimaty są zupełnie niepowtarzalne . Jak będziesz kiedyś w Warszawie Kakofonio daj znać ,mykniemy po W-wie rowerami i napiszemy Bigapple gdzie można dostać guza w stolicy ;-) . A tak poważnie ..widać,czuć ,ze zdecydowanie chcesz zostać w USA . Niech Ci się wiedzie , a rowerami mykniemy w przyszłych wcieleniach ;-) 3maj się
-
kakofonia
2008/08/05 01:01:59
Lea, zgadzam się z Tobą: i co do tego, że różnorodność i pluralizm są czymś dobrym i co do potrzeby dialogu pomiędzy judaizmami. Trochę tego jest, ale za mało, niestety.

Ola, ja myślę, że ma znaczenie, jaki był beit din. Bo konwersja to nie tylko sprawa pomiędzy mną a Haszem, ale sprawa pomiędzy mną a innymi Żydami.

Balaram, naprawdę widać, że chcę zostać w Stanach? Hmm... może to moja podświadomość przemawia pomiędzy wierszami. Mojej świadomości wydaje się, że nie jest zupełnie pewna, czego by w tym względzie chciała. Pociesza się świadomość tym, że przynajmniej na razie żadnych decyzji podejmować w tym względzie nie musi
-
2008/08/05 11:57:05
Kobieto, która pisałaś, bym zostawił kobietę w spokoju:
ja nie atakuję Kakofonii - to po pierwsze jako kobiety.
Ba, wcale jej nie atakuje, jedynie proszę ją, by uczciwie
podeszła do rodzaju konwersji w kontekście tego, co kiedyś
głosiła. Jeśli wydoroślała (na tym to też ma polegać) w trakcie
jej robienia - niech to napisze a nie głosi głodne gadki o...
pluralizmie w judaizmie. Według mnie Kakofonia zrozumiała,
dotarło do niej, że dla niej jako kobiety NIE MA miejsca
w judaizmie tym prawdziwym (o czym sama pisała jako prawdziwym)
czyli ortodoksyjnym, bo tam kobieta NIC nie znaczy a konwertyta
(BEZ korzeni zwłaszcza) jest gorzej traktowany niż trędowate
dziecko adoptowane pod przymusem. No i praktyczne względy -
ze zbyt wielu dóbr doczesnych musiałaby zrezygnować, gdyby
chciała żyć zgodnie z ortodoksją a i tak wśród ortodoksów byłaby
kimś podejrzanym, podrzędnym, ledwo tolerowanym. Byłaby
widziana przez nich jak malowany lisek chytrusek, który myśli,
że przechytrzył ich, o nie!, co to to nie!
A poza tym, niezależnie od odłamu - z tych jakie znam - Kakofonia
bez tych magicznych korzeni zawsze będzie kimś gorszym nie wiadomo
jakby się starała. Syn marnotrawny to jednak SYN a adoptowaniec
to OBCA KREW. I z tym musi się pogodzić, z tym będzie walczyła
całe swoje "żydowskie" życie.
-
kakofonia
2008/08/05 15:42:48
Jekes, każdy judaizm jest prawdziwy, bo judaizm jest taki, jakim tworzą go Żydzi. Przestań mi wmawiać z łaski swojej, że uważam coś, czego nie uważam. Co do traktowania konwertytów zaś - bredzisz upiornie, po prostu bredzisz.
-
2008/08/08 06:51:04
Cha-cha-cha-cha...! To odnośnie traktowania konwertytów -
zwłaszcza w Polsce i zwłaszcza BEZ KORZENI ŻYDOWSKICH.
Uśmiejmy się teraz r.a.z.e.m.....
-
drakaina
2008/09/14 11:43:08
Kakofonio, z punktu widzenia ortografii polskiej (a piszesz po polsku, więc powinnaś się do niej stosować) jesteś co najwyżej "żydówką" (wyznawczynią judaizmu), a nie "Żydówką" (członkiem narodu żydowskiego w sensie etnicznym, nie religijnym - to uprzedzając argument, który możesz wytoczyć), albowiem cokolwiek byś nie zrobiła, narodowości i przynależności etnicznej nie zmienisz.

Jest to chyba jedyna rzecz, której zmienić się nie da - "nieodwołalność" aktów religijnych jest chyba jednak nie całkiem nieodwołalna, w każdym razie z punktu widzenia konwertytów, jako że kościół też uważa chrzest za nieodwołalny, a sporo ochrzczonych przechodzi na inne religie i jakoś tym, na które przechodzą, wcześniejsza nieodwołalność nie przeszkadza. Na szczęście, zważywszy, że większość z nas nie decyduje o tym, w jakiej religii przechodzimy inicjację, skoro dzieje się to w niemowlęctwie. Dobra, okej, mężczyźni żydowscy mogą mieć nieco problemu z nieodwołalnością, jeśli zechcą zmienić decyzję swoich rodziców, ale ponoć teraz i to można odwrócić chirurgicznie.

A a propos tej małej litery: nie ma w niej nic umniejszającego - po prostu taka regula - narodowosci wielką, wyznania małą (odsyłam tu: so.pwn.pl/lista.php?co=%BFyd), podobnie rzecz się ma z Hindusami i hindusami. Używanie wielkiej litery tam, gdzie jest to niepoprawne, sprawia wrażenie egzaltacji.
-
kakofonia
2008/09/16 23:05:13
Drakaina, na ortografii pewnie się znasz, ale na judaizmie już nie. Wedle judaizmu konwersja oznacza właśnie zmianę tożsamości narodowej/etnicznej. Pisałam o tym wcześniej. Nie jestem więc wyłącznie "żydówką", ale właśnie Żydówką. Konwersja na judaizm tym się między innymi różni od konwersji na inne wyznania, że jest równoznaczna ze zmianą przynależności etnicznej.

A rzekoma niezmienność tożsamości etnicznej/narodowej to osobny problem, skądinąd ciekawy, ale nim się nie zajmuję. Całkiem sporo ludzi jednak nie uważa jej już od dość dawna za coś danego i niezmiennego.
-
kakofonia
2008/09/16 23:06:18
ps. polska ortografia notabene jest w tym przypadku do niczego. Nie ma bowiem "żyda", który nie byłby "Żydem".
-
drakaina
2008/09/16 23:34:17
Kakofonia: jak dla mnie takie podejście znaczy, że wypierasz się swoich rodziców, dziadków, całej rodziny... Bo niestety to po nich dziedziczymy przynależnosć etniczną i będę przy tym obstawać. Przecież po zanurzeniu się w mykwie nie przestałas być indoeuropejką i nie stałas się semitką, nie ma na to siły.
-
drakaina
2008/09/17 12:36:03
PS. A rozróżnienie ma sens, ponieważ niezależnie od tego, czy się zgadzam z Tobą, czy nie (nie) w kwestii żyda bedącego/nie będącego Żydem, niewątpliwie istnieją Żydzi, którzy nie są żydami, np. są niewierzący albo zmienili religię.

A jeszcze co do poprzedniego wpisu - Twoje rozumienie przynależności narodowej ja nazwałabym identyfikacją (żeby uniknąć nadużywanego ostatnio słowa tożsamość, ale w sumie o nią chodzi), a nie narodowością. Dla mnie to jest zasadnicza różnica, tak jak istnieje różnica między przynależnością narodową i etniczną.
-
kakofonia
2008/09/17 21:54:20
Drakaina, nie ma innego kryterium zydowskiej narodowosci niz halachiczne. Halacha jest zas jednoznaczna. Zydem jest sie po matce, po ojcu (w niektorych interpretacjach) oraz po konwersji.

Jesli ja nie jestem Zydowka, to Zydowka nie byla Rut i Zydem nie byl krol Dawid. Trudno o bardziej absurdalne stwiedzenie.

Nie wynika to z jakiegos zydowskiego widzimisie, ale z tego, w jaki sposob ksztaltowala sie zydowska tozsamosc narodowa oraz jej kryteria.

Co do ortografii zas - oczywiscie, ze sa Zydzi, ktorzy nie sa religijni. Jest ich mnostwo, scisle rzecz biorac. O takim Zydzie napiszesz "Zyd". Zarazem jednak kazdy "zyd" czyli wyznawca judaizmu, jest Zydem w sensie etnicznym i dlatego pisanie o nim "zyd" jest nieodpowiednie.

Nie uwazam, zebym cokolwiek zanegowala czy czegokolwiek sie wyparla. Nie mam najmniejszego problemu ze swoja polsko-zydowska czy zydowsko-polska tozsamoscia narodowa czy etniczna. Byc moze dlatego, ze mieszkam w kraju, w ktorym "hyphenated identity" jest regula, a nie wyjatkiem.