Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Minjan działa mi na nerwy

"Czy będzie minjan?" "Czy jest minjan?" To jedno z pytań często zadawanych w synagogach. "Co zrobić, żeby minjan był?" "Do kogo zadzwonić, żeby szybko przyszedł do synagogi?" Obecność minjanu lub jego brak świadczą często o liczebności danej społeczności. Kiedy Nachmanides w 1267 postanowił zamieszkać w Jerozolimie, w liście do syna pisał, że nie może znaleźć minjanu dla założonej przez siebie synagogi...

Minjan - dziesięcioro Żydów po bar/bat micwie, w judaizmie ortodoksyjnym - dziesięciu mężczyzn - odzwierciedla i wyraża rolę, jaką judaizm przypisuje modlitwie wspólnoty. O tym, że ważna jest modlitwa zbiorowości, rabini wywnioskowali rzecz jasna z Biblii. Czytamy w niej np.:

I będę uświęcony pośród [betoch] dzieci Jisraela. [Kapłańska 22:32]

Powiedz do całego zgromadzenia dzieci Jisraela [edat bnei Jisrael] i przemów do nich: Bądźcie święci, bo Ja, Haszem, wasz Bóg, jestem świety. [Kapłańska 19:2]

Bóg staje w zgromadzeniu bożym [edat El]. [Psalmy 82:1]

"Edat bnei Jisrael" - zgromadzenie dzieci Jisraela. Haszem nie zawierał przymierza z każdym Żydem z osobna. Nie pytał, hej, Jehoszua, zgodzisz się nawiązać ze mną przymierze? Przymierze zostało zawarte pomiędzy Bogiem a ludem Jisraela, pomiędzy Bogiem a edat bnei Jisrael. Judaizm zawsze podkreślał swój wymiar wspólnotowy - także w modlitwie, rozumieniu jej roli i natury oraz w regułach dotyczących jej odmawiania.

Miszna w traktacie Megila (4:3) wymienia czynności, które wolno wykonywać wyłącznie w obecności minjanu: recytacja Barchu, błogosławieństwo kapłańskie, czytanie z Tory i Proroków z odpowiednimi błogosławieństwami, błogosławieństwa ślubne, Kadisz, recytacja fragmentu błogosławieństwa po posiłku. Wedle Szulchan Aruch bez minjanu nie można również recytować birkat hagomel oraz trzynastu atrybutów Boga.

A dlaczego akurat dziesięciu? To znowu wyprowadzono z tekstu biblijnego. W księdze Bemidbar Izraelici szykując się do przekroczenia Jordanu wysyłają na jego drugi brzeg grupę zwiadowców. Było ich dziesięciu, a grupa opisana jest słowem "eda", "zgromadzenie" (Liczb 14:27). Ergo, stwierdzili autorzy Talmudu Babilońskiego, "eda" - "edat El" - to dziesięciu mężczyzn (kwestia liczenia bądź nie liczenia do minjanu kobiet jest złożona i napiszę o niej osobno).

Nie chodzi w całej tej sprawie wyłącznie o technikę. O zebranie do kupy dziesięciu osób, żeby było im raźniej. "Bóg staje w zgromadzeniu bożym" - Bóg jest obecny w zgromadzeniu bożym:

Rabi Chalafta ben Dosa, przywódca z Kfar Chananja, uczył: Jeśli dziesięciu siedzi i zajmuje się Torą, to Szechina przebywa pomiędzy nimi...

[Pirkei Awot 3:7]

Majmonides w Hilchot Tefila stwierdza zaś:

Modlitwa zgromadzenia jest zawsze usłyszana. Nawet jeśli są pomiędzy nimi grzesznicy, Święty Jedyny, niech będzie błogosławiony, nigdy nie odrzuca modlitwy zgromadzenia. A zatem człowiek musi dołączyć do zgromadzenia i nie powinien modlić się sam, jeśli może modlić się w zgromadzeniu.

[Hilchot Tefila 8:1]

Czytam i piszę o tym dlatego, że ostatnimi czasy mam problemy z modlitwą z minjanem. W mojej synagodze nie ma trudności z zebraniem dziesięciu osób na modlitwach w synagodze. Problem jest gdzieś w mojej głowie i jest jednocześnie trywialny oraz istotny.

Otóż nijak nie mogę sie skupić podczas modlitwy z innymi Żydami w synagodze. Po części wynika to z tempa narzucanego przez prowadzących modlitwę. Z powodów, których nie rozumiem, wiele osob najwyraźniej sądzi, że trzeba modlić się szybko. Czyżby Haszem stał nad nami z sekundnikiem i mierzył nam czas?

Ja lubię modlitwy recytować powoli, smakując każde słowo, zastanawiając się nad nim, zatrzymując, jeśli jakieś sformułowanie zwróci moją uwagę. W efekcie zostaję mocno w tyle. Ilekroć prowadzący modlitwę recytuje słowa "Haszem eloheichem emet" na koniec Szema, ja jestem dopiero gdzieś w połowie tej modlitwy...

Gdy próbuję dostosować się do tempa, dostaję duchowej zadyszki. Jaki sens ma taka modlitwa?

Często obecność minjanu pomaga w modlitwie. Głos wspólnoty wyprowadza nas poza samych siebie, pomaga odnaleźć sens recytowanych słów. Znam również to doświadczenie. Ostatnimi czasy jednak minjan zasadniczo działa mi na nerwy.

Chyba nie wybiorę się jutro do synagogi...

Szabat szalom.

piątek, 03 października 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
geagea
2008/10/03 20:08:34
Kakofonio, toż to przedstawiasz na żywym przykładzie klasyczną genezę odchodzenia ludzi od instytucjonalności wiary! Nie żebym źle wieściła, tak mnie tylko natchnęłaś do moich własnych wspomnień i refleksji okołotematycznych.
Może to kolejny etap, jakaś własna, wąska ścieżynka Twojej drogi?
-
2008/10/03 20:54:02
szabat szalom, Kakofonio
-
2008/10/03 20:54:28
szabat szalom, Kakofonio!
-
kakofonia
2008/10/03 21:02:50
Dzięki Domniemana :)

Geagea, coś w tym jest, co mówisz. Znam siebie na tyle, żeby wiedzieć, że mam patologiczne wręcz skłonności do odrębności i indywidualizmu. Judaizm pomaga mi to harmonizować ze wspólnotowością. Przynajmniej zwykle pomaga. Ostatnio w przypadku modlitwy nie działa to jednak zupełnie. Zobaczymy, co będzie dalej... Może po prostu muszę znaleźć inny minjan. Ale to dopiero po przeprowadzce do Waszyngtonu.
-
2008/10/03 22:44:07
Kakofonio, może to nie minjan stanowi problem. Mówisz po angielsku, myślisz (chyba) po polsku, a modlisz się po hebrajsku. Wydaje mi się, że judaizm jest Twoją stosunkowo nową fascynacją, dlatego też modlitwy jeszcze smakujesz a nie "odklepujesz", tak jak to się dzieje w synagogach. Spodziewasz się, że w Waszyngtonie będzie inaczej?

Sądzę, że jednak nie miałaś jeszcze dość czasu, aby "zrosnąć" się ze środowiskiem i wciąż chyba jako nowa (wiem, powiesz, że już kilka lat z nimi jesteś) czujesz się nieswojo, dlatego minjan Cię denerwuje. Ten minjan, skoro masz nadzieję spotkać inny.

A może bredzę w tym momencie i nie o to tu chodzi, w każdym razie początki są trudne, nie przejmuj się, może jednak w Waszyngtonie się coś zmieni?

Powiem Ci szczerze, że ja dopiero w samotności czuję modlitwę, ogólne klepanie tylko mnie dekoncentruje, dlatego dokładnie rozumiem Twoje wątpliwości.

Może znajdziesz ten właściwy minjan, który nie będzie działał Ci na nerwy - czego z całego serca Ci życzę.
-
2008/10/03 22:44:28
Kakofonio, może to nie minjan stanowi problem. Mówisz po angielsku, myślisz (chyba) po polsku, a modlisz się po hebrajsku. Wydaje mi się, że judaizm jest Twoją stosunkowo nową fascynacją, dlatego też modlitwy jeszcze smakujesz a nie "odklepujesz", tak jak to się dzieje w synagogach. Spodziewasz się, że w Waszyngtonie będzie inaczej?

Sądzę, że jednak nie miałaś jeszcze dość czasu, aby "zrosnąć" się ze środowiskiem i wciąż chyba jako nowa (wiem, powiesz, że już kilka lat z nimi jesteś) czujesz się nieswojo, dlatego minjan Cię denerwuje. Ten minjan, skoro masz nadzieję spotkać inny.

A może bredzę w tym momencie i nie o to tu chodzi, w każdym razie początki są trudne, nie przejmuj się, może jednak w Waszyngtonie się coś zmieni?

Powiem Ci szczerze, że ja dopiero w samotności czuję modlitwę, ogólne klepanie tylko mnie dekoncentruje, dlatego dokładnie rozumiem Twoje wątpliwości.

Może znajdziesz ten właściwy minjan, który nie będzie działał Ci na nerwy - czego z całego serca Ci życzę.
-
2008/10/03 22:45:38
"Edat bnei Jisrael" - zgromadzenie dzieci Jisraela. Haszem nie zawierał przymierza z każdym Żydem z osobna. Nie pytał, hej, Jehoszua, zgodzisz się nawiązać ze mną przymierze?
:)))
p.s.
a na Twoim miejscu bym jutro poszedł do synagogi ...
-
2008/10/03 22:48:00
ale skiepściłam, kliknęłam 2 razy.
-
kakofonia
2008/10/03 22:53:01
Kwestia językowa na pewno ma tu coś do rzeczy. Myślę po polsku i po angielsku, to zależy od sytuacji i kontekstu. Ale modlę się po hebrajsku, który często mnie różnymi rzeczami zaskakuje - również w tekstach znanych mi modlitw.

Ale wiesz, Bakosza, znam Żyda, to bliski znajomy, który jest religijny od wielu, wielu lat. I modlimy się podobnie. Nie sądzę więc, żeby to miało związek z upływem czasu. Raczej ze stosunkiem do modlitwy. A wielu innych Żydów, których znam, modli się mniej więcej tak samo, jak pewne znane powszechnie panie odklepujące paciorki. Dlatego myślę, że inny minjan może mieć tutaj znaczenie.

Balaram, jeszcze się zastanowię :) Choć po zadyszce Rosz Haszanowej nie jestem w nastroju.
-
2008/10/03 22:55:58
...ja bym poszedł ot tak bez żadnej nadziei.ze a nuż coś się zmieni, z myślą jednak takową ,ze Bóg kocha też tych , którzy się modlą za szybko:)
-
2008/10/03 22:56:39
(Będzie trochę nie na temat) Trafiłam przez przypadek na Twój blog i stwierdzam, że bardzo mi się podoba to w jaki sposób i o czym piszesz. A siebie złapałam, kurczę, na myśleniu stereotypami.
-
2008/10/03 23:16:18
Mi się też podoba, jeszcze jak! Czytam wszystko, Kakofonio, ale chyba coś przeoczyłam - jakaś ważna zmiana w Twoim życiu się szykuję? (Ten Waszyngton).
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2008/10/04 00:07:24
Bóg kocha także tych , którzy kręcą młynkami modlitewnymi - klepanie na tempa modlitw to przedostatnia faza rozwoju modlitewoności przed wprowadzeniem młynków, a więc ... ;-)
-
2008/10/04 07:14:06
.. oho .. nudzi się na prowincji .. ciągną rampy stolycy ..
-
2008/10/04 08:09:30
hmmmm a może Ty masz racje Kakofonia, może B-ga nudzą te zziajane , pośpiesznie wyrecytowane , odbębnione ...a już tym bardziej jeśli samemu się to czuje ,ze to nie to
-
2008/10/04 08:39:36
a może niektórzy czują modlitwę właśnie w takim tempie, a są tacy , którzy potrzebują innego ...a być może to bezrefleksyjne klepanie rytuałów , byle szybciej ...uhhh no nie wiem , anyway niewątpliwie do B-ga trzeba "iść" w swoim tempie;-)

"klepanie na tempa modlitw to przedostatnia faza rozwoju modlitewoności przed wprowadzeniem młynków, a więc .."
hmmmm Kakofonia jako Buddystka ...dlaczego oni tak szybko tymi młynkami...:)
-
geagea
2008/10/04 09:56:48
A ja się chyba trochę nie zgodzę z tym, że są modlitwy lepsze i gorsze. Nie widzę nic złego w kręceniu młynkiem, jeśli komuś przynosi to natchnienie i poczucie, że jest bliżej swojego Boga. A co to za różnica właściwie? Można kręcić, można puszczać kaczki albo łapać biedronki, albo robić dobre uczynki - nie kpię, mówię tylko, że chyba każdy sposób jest tak samo dobry... To chyba trochę jak z gustami - głupio krytykować, bo to jakoś nietolerancją zalatuje.
Ważne jest natomiast, żeby samemu znaleźć dla siebie dokładnie to, czego się szuka. I rozmawiać z Bogiem tak, by się czuło ważność i głębię tej rozmowy. Trudno jest zunifikować, ubrać w mundurek i przeprowadzać zbiorowo coś, co jest sprawą tak bardzo indywidualną.
Dlatego trzymaj się dzielnie Kakofonio i powodzenia:)
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2008/10/04 10:34:26
-- Gaegea ... wybór wałsnej drogi kontaktów z Bogiem - o ile jest świadomy musi opierać się na krytycznej ocenie jakiegoś/jakiś znanych sposobów, nie ma innej drogi. Krytyka nie po to by wyszydzić ale po to by dla znaleść właściwszą drogę. Krytykowanie krytyki to kiepski pomysł - to tak jakbyśmy odrzucali dialektykę jako metodę. Jeśli chodzi o gusta - z ich krytykli żyją całe rzesze krytków literackich, artystycznych etc. Powiedzenie de gustibus not disputandum est - jest zakłamane na wskroś.
Co do kontaktów z Bogiem/ami - cóż niektórzy utrzymują, że perfekcyjna jest metoda pozaintelektualna "bez słów" .. medytacja w stanie głowy nie obciążonym myślami (usiłują czynnie "zakrzyczeć" myśli powtarzaniem mantr). Jednakże sądzę, że Kakafonii zależy na intelektualno-emocjoalnej pokonywaniu drogi do Haszema.
-
geagea
2008/10/04 11:20:51
Ale ja to doskonale rozumiem:) Rozumiem, bo i sama kiedyś przechodziłam, choć w innej religii.
Bronię tylko prawa innych do ich własnych dróg i sposobów:)
-
2008/10/04 13:26:43
ale co Gagea ...chodzi o ten buddyjski kołowrotek ? Raczej chodziło mi o to ,że i tam jak i w Judaizmie ,Kakofonia- jak i każdy inny- szukałaby wyrażenia siebie . Na tej dużej drodze jest też mała , indywidualna ścieżka ...inaczej można się pogubić
-
2008/10/04 13:27:32
Geagea ...oczywiście :)
-
geagea
2008/10/04 14:28:59
Ale toż ja to mówię! Mówię przecież! No!
Oburzyły mnie tylko trochę te młynki, że niby takie a fe. I tylko to chciałam powiedzieć i młynków i młynkopodobnych zachowań bronić.
I już mnie tu nie ma i nie krzyczcie już na mnie, bo i tak leje...
-
2008/10/04 14:44:37
ej ...ale ja nie krzyczę:-)..tylko chciałem powiedzieć ,ze Kakofonia pewniej by kręciła sobie wolniej tym młynkiem modlitewnym niż co poniektórzy tak jak w synagodze , a pada , no fajnie że pada , a niech pada :)...niech młynki się kręcą ,niech pada sobie deszcz ...wszystko ma swoje miejsce:)
-
2008/10/04 19:35:07
jeszcze na koniec ..Jeżeli za tym wszystkim stoi Wyższa Inteligencja , Bóg -myślę ,ze taka postawa jaką prezentujesz , tzn. jednocześnie wierność Tradycji [co wiąże się z zaufaniem i pokorą wobec Boga i Jego przekazu i zaufaniem do poprzedników , którzy kroczyli tą ścieżką ] jak i próba odnalezienie siebie w owej Tradycji wydaje się nader dobrą postawą . W przeciwieństwie do zarówno odrzucenia Tradycji , jak i przyjęcia jej w bezrefleksyjny sposób . A jeśli nic za tym nie stoi ,nie ma żadnego Boga , to ot po prostu sposób na życie .Osobiście myślę ,ze jednak tak nie jest ;)
p.s.
Geagea ...mam nadzieje ,ze Cię nie obraziłem , bo już sam nie wiem ...jeśli tak to przepraszam i tez już znikam ..aha i dalej pada , ale jakoś lubię ten deszcz
-
geagea
2008/10/04 23:16:27
Balaram - nie obraziłeś, no co Ty:) Nie takie to łatwe. Przekomarzam się tylko, marudna jestem od tej pogody.
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2008/10/05 09:42:13
-- Geagea - wracając jeszcze do wartościowania rodzaju modlitw przypomniała się anegdota z brodą: Św. Piotr stoi na bramce do Raju i selekcjonuje dusze stojące w kolejce; ksiądz z 50 letnim stażem kapłańskim zostaje skierowany do czyśca, a za moment kierowcy autobusu, który spwodował katastrofę św. Piotr uchylił bramkę do raju. Ksiądz reklamuje - co to za sprawiedliwość, ja 50 lat w celibacie, ani razu nie zaniechałem udziału we mszy, udzieliłem setek tysiecy sakramentów etc... na co św. Piotr no tak ale Twoje nabożeństwa usypiały wiernych, a kiedy kierowaca prowadził autobus wierni bardzo szybko, głeboko i szczerze się modlili. Zatem ... chyba jednak
;-)
-
2008/10/05 17:46:09
Tak to jest - wyobrażenie, ideał, zapatrywania
to jedna bajka a rzeczywistość żydowskiego
życia - drugie. Mnie też zawsze wqr..ło jedno
przy stole w szabatowy wieczór - u moich
rodziców - a drugie zaraz potem albo chwilę
przed. To tylko odklepywany rytuał. Wiary
szukaj gdzie indziej
-
drakaina
2008/10/05 21:42:24
No cóż, to tylko woda na młyn dla mojego coraz wyraźniejszego przekonania, że nadmiar rytuałów zabija wiarę i "duchowość"...
-
kakofonia
2008/10/05 23:41:09
Jekes, z tego, ze Ty miales zle doswiadczenia w domu, nie wynika nic, poza tym, ze Ty miales zle doswiadczenia.

Ja nie mam wyobrazen. Za wielu znam realnych Zydow - bardzo roznych. Madrych, glupich, religijnych, niereligijnych, religijnych wielkoswiatecznie i maloswiatecznie...

Drakaina, moim zdaniem sie mylisz. Jednostkowy przypadek nie swiadczy o niczym. A bez rytualow nie ma ani duchowosci, ani religii, ani nawet kultury (polecam Mary Douglas).
-
drakaina
2008/10/06 10:27:37
Kakofonio: napisałam "nadmiar rytuałów" ;) Jakiś - stworzony przez kogoś lub stworzony przez samego siebie na potrzeby własnej religijności - na pewno jest potrzebny, ale rytuałem byłoby również, gdybyś co sobotę odmawiała sobie w domu powolutku i ze smakiem kawałek modlitwy wybrany przez siebie, w swoim rytmie - i nie wiem, z dodatkiem muzyki lub bez, albo i w zależności od nastroju, z kadzidełkiem lub bez... I na to, żeby to był rytuał, nie musiałabyś zwracać się w określonym kierunku, mieć na sobie takiego a nie innego ubrania, pościć albo się obżerać przed modlitwą itd. Rytuał narzucony a uważany za konieczny natomiast bardzo łatwo staje się przykrym obowiązkiem, necessary evil czy też rutyną, jak to sobie chcesz określić. Mam wrażenie, że to właśnie stało się udziałem twojego minjanu, który traktuje szabasowe modlitwy tak samo jak przeciętny polski katolik niedzielna wizytę w kościele - uświęcona tradycją konieczność i niewiele więcej, najlepiej, żeby kazanie było jak najkrótsze a ksiądz recytował formułki jak najszybciej, może się uwiniemy w pół godziny (to poglądy znanych mi osób, które nie potrafią sobie wyobrazić, że nie pójdą w niedzielę na mszę, a zarazem nic w tym nie widzą dla siebie). Dużą naiwnością byłoby sądzić, że wyznawcy jakiejkolwiek religii będą w 100 procentach ludźmi naprawdę głęboko religijnymi, przeżywającymi każdy element swojej religii.
-
Gość: Korzon, *.acn.waw.pl
2008/10/16 21:32:51
Ja do tego zupelnie inaczej podchodze. Modlitwa nie jest po to by ja smakowac tylko by symbolicznie polaczyc nas z przodkami i wyzwolic duchowa sile ktora daje mi odpowiednia kawane do micwy.
Jakbym byl kantorem to bym pewnie smakowal kazde slowo. Nie jestem wiec pozwalam sobie jedynie smakowac modlitwy kiduszu a pozostale modliwtwy mowie tak jak napisano w Szma - z calej duszy, sily itp - mowie Szybko, rytmicznie, z sila i zdecydowaniem, z dusza, z intencjla... kiedy chce pomedytowac to robie to na koniec Szmone Esre.