Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Dobra odpowiedź na głupie pytanie

Niektórzy znajomi wykładowcy mają pewien wysoce niefortunny moim zdaniem obyczaj - pytają mianowicie studentów o to, dlaczego zapisali się na ich zajęcia.

W przypadku większych grup, studenci odpowiadają na piśmie. W przypadku mniejszych, bardziej seminaryjnych - wyjaśnienie stanowi zwykle część autoprezentacji. "Nazywam się tak-a-tak, studiuję to-i-owo, a na te zajęcia zapisałem się, dlatego, że cośtam".

W pewnym stopniu rozumiem logikę, jaka stoi za stawianiem studentom tego pytania. Cóż, wykładowca też człowiek i jako taki bywa ciekawy. Co skłoniło tych młodych ludzi do wybrania akurat moich zajęć z bogatej puli oferowanych przez uczelnię możliwości?

Pierwszy raz podobne pytanie usłyszałam jeszcze w Polsce, podczas ustnej części egzaminu wstępnego na studia. Niemal modliłam się o to, by przypadkiem członkom szanownej komisji egzaminacyjnej nie przyszło do głowy spytać, dlaczego chciałam studiować filozofię. Pytanie jednak padło. Niestety udzielonej odpowiedzi nie pamiętam. Nie pamiętam jej prawdopodobnie dlatego, że była głupia.

I powiedzmy sobie szczerze - jakiejż to sensownej odpowiedzi mogłam na nie udzielić? Chciałam studiować filozofię, bo wydawała mi się szalenie interesująca. Nie wiedziałam jeszcze, co mnie w niej w przyszłości zafrapuje bardziej niż coś innego. Nie wiedziałam także dokładnie, czym się tę filozofię je. Miałam ogólne wyobrażenia podparte lekturami. Gdybym wiedziała więcej, nie musiałabym już studiować. Szczerze mówiąc do dziś nie wiem, dlaczego wybrałam właśnie filozofię. Wiem natomiast, że było warto.

Powiedzmy jednak, że trudności z owym egzaminacyjnym pytaniem brały się ze specyfiki kierunku, nadmiernej ogólności pytania albo wprost - z mojej nerwowości podczas egzaminu.

Z czasem student staje się jednak coraz mniej nerwowy. Uniwersytet przestaje być wyróżnioną częścią rzeczywistości otoczoną nimbem wyobrażeń i intelektualnego pożądnia, a staje się po prostu fragmentem codzienności. Przestałam się zatem denerwować, a jednak pytania o to, dlaczego zapisałam się na te, a nie inne zajęcia, nadal nie cierpiałam i do dziś nie cierpię.

Cóż bowiem błyskotliwego można zaserwować tutaj jako wyjaśnienie? Można powiedzieć, że problematyka jest interesująca albo przynajmniej ciekawie się zapowiada. To nie jest jednak dobra odpowiedź, gdyż w sposób naturalny prowokuje ona do zadania następnego pytania - dlaczego jest interesująca? Hmmm... bo jest. Dlaczego miałabym być w stanie wyjaśnić, dlaczego interesuje mnie jakieś zagadnienie? Czy muszę mieć powody? Czy w tym przypadku nie może być tak, jak z zupą pomidorową, którą lubię jeść, po prostu dlatego, że mi smakuje?

Sytuacja jest naturalnie inna pod koniec semestru. Wówczas - znając już lepiej daną problematykę - można rzeczywiście, przynajmniej czasami, objaśnić, co w niej zainteresowało nas szczególnie i dlaczego. Można spojrzeć wstecz i stwierdzić, czego się człowiek nauczył, w jaki sposób nowa wiedza wplata się w wiedzę posiadaną wcześniej i co w niej zmienia. Można, innymi słowy, zobaczyć rzecz z dystansu i powiedzieć, dlaczego warto było - lub dlaczego nie było warto - na dane zajęcia chodzić.

Inna możliwa odpowiedź brzmi: zapisałam się na te zajęcia, ponieważ dobrze mi pasują w rozkładzie. Nie trzeba wyjaśniać, dlaczego ta odpowiedź - jakkolwiek szczera by nie była - raczej nie usatysfakcjonuje pytającego.

Znajomy podsunął mi parę dni temu kolejną możliwość. Otóż spytany przez znanego mi dobrze profesora M o to, dlaczego zapisał się na jego seminarium o Platonie, odpowiedział, że chciałby nauczyć się prawidłowo pisać nazwiska i imiona filozofów. To jego standardowa odpowiedź. Słysząc ją zachłysnęłam się kawą i wybuchnęłam śmiechem. Niestety profesor M zdradza poczucie humoru dopiero znając lepiej ludzi, z którymi ma do czynienia i był wysoce niekontent. Znajomy z zajęć zrezygnował.

A przecież jego odpowiedź była naprawdę dobra. Dobra dlatego, że w sposób dowcipny pokazała, że na to pytanie nie ma dobrej i równocześnie ciekawej odpowiedzi. Można je tylko zbyć w jakiś inteligentny sposób.

Sama nigdy nie będę go zadawać studentom. Przyszli, to dobrze. Można założyć, że chcą się czegoś nauczyć. Takie założenie zupełnie wystarcza na dobry początek.

czwartek, 20 listopada 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/11/20 09:34:52
Można jeszcze odpowiedzieć, "bo na tym wydziale wykładowcy sa bardzo sympatyczni" (może być dobrze widziane), bo "podoba mi się ten gmach", bo "tutaj mam najbliżej z domu". Trochę możliwości jest:))
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2008/11/20 10:25:52
1. Pan/i profesor emanuje taką głębią, jest tak przystojny/śliczna, rozsiewajaca wznoszace uroki/feremeony że dla możliwości przebywania w Pana/i aurze warto poświecić te pare semstrów życia. Co ja mówię warto - to jest wyróżnienie, niepowtarzalna okazja...
2. Pani psor - z czystego snobizmu, bycie fiozofem/ką daje pozycję, poprawi mi samopoczucie, zaimponuję otoczeniu.
3. Z nudów ...
4. ;-)
-
2008/11/20 20:16:49
Podnoszę bambusową żaluzję
I wyglądam na świat - jaka zmiana!
Niech kto spyta, co takiego ujrzałem,
A rąbnę go trzepaczką po gębie.
CHOKEI
-
2008/11/21 06:54:26
.. pytanie niekoniecznie musi być głupie .. pracując ze studentami, każdy wykładowca siłą rzeczy musi być jednocześnie mniej lub bardziej spostrzegawczym psychologiem albo przynajmniej posiadać jakieś stereotypy poznawcze umożliwiających weryfikację podopiecznych, z którymi przyjdzie mu dotykać się umysłem ..

.. tego typu pytania nazywa się pytaniami projekcyjnymi .. mają one na celu umożliwienie przedstawienia projektu własnej osoby według własnego autorskiego pomysłu, a jednocześnie ukazanie cech takich, z których istnienia nie do końca zdajemy sobie sprawę .. dlatego też odpowiedź zdyscyplinowanego i poukładanego mądrali może być przez mądrego, świadomego własnych preferencji profesora zdyskwalifikowana, a przebłysk geniuszu w pozornie chaotycznej i głupiej paplaninie pozwoli mu wyłowić perełkę ..

.. i jeszcze .. niektórzy cenią powagę, inni wręcz przeciwnie, jedni wolą studentów kolorowych, inni pracowitych .. jedni wolą porządek, drudzy - pożądanie .. rzadko który potrafi i chce zbierać to wszystko w intelektualną pożądnię .. :)))
-
andsol-br
2008/11/22 00:02:26
Poszedłem na matematykę, bo jedyny kierunek z mniejszą ilością godzin to była filozofia. A co za filozofia była wtedy to wolę nie mówić.

Na szczęście moi mistrzowie nie zadali mi w czasie studiów tego pytania. Później, jako młodszy kolega, przy ponczu czy czymś podobnym, mogłem już bezkarnie mówić prawdę, ale chyba mieli to za moje dziwne poczucie humoru.