Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Niebieska Indiana

Kiedy kładłam się spać bardzo późno w nocy, słyszałam odgłosy fajerwerków i petard. Mieszkańcy Bloomington świętowali zwycięstwo Baracka Obamy. A ja świętowałam wraz z nimi. Kiedy NBC i CNN ogłosiły wygraną Obamy koło 23:00, większość moich znajomych zalogowała się na Facebook i zmieniła swoje statusy na rozmaite wyrazy szczerego entuzjazmu.

Na wynik wyborów w Indianie trzeba było czekać nieco dłużej. Z jednej strony stanowiło to niespodziankę, z drugiej - na to liczyli demokraci. Jeszcze o 22:30 różnica głosów w stanie była zbyt mała, by ogłosić zwycięzcę.

Indiana, powiedzmy sobie szczerze, nie liczyła się w wyborach przez lata. W czasie tegorocznej kampanii wyborczej poświęcono jej wyjątkowo wiele uwagi. Dlaczego? Otóż nagle Indiana awansowała w politycznej skali ważności do rangi "battleground state" - stanu, w którym ostateczny wynik był nieokreślony. Okazało się, że wygrana McCaina w tym stanie przestała być oczywista.

Ostatni raz demokratyczny kandydat na prezydenta wygrał w Indianie w roku 1964. Od tamtego czasu stan był wiernie i zupełnie czerwony - z jednym wyjątkiem: hrabstwo Monroe, którego stolicą jest Bloomington, stanowiło zawsze upartą, niebieską plamkę liberalizmu na czerwonej mapie Indiany. Jedno z najbardziej liberalnych miast na Midweście, jak mówiło mi wielu znajomych.

W wyborach roku 2000 w Indianie wygrał Bush - 57% głosów, 41% dostał Al Gore. W roku 2004 Bush zdobył w Indianie 60% głosów, John Kerry - 39%. Trudno się dziwić, że kampania McCaina zakładała, iż Indiana i tym razem poprze kandydata republikanów. Założenie to znalazło wyraz w słabym zaangażowaniu kampanii w działania w terenie. McCain odwiedził Indianę zaledwie cztery razy.

Tymczasem stratedzy kampanii Obamy postanowili spróbować zmienić kolor tego stanu. Indiania nie musiała być czerwona, założyli. Mogła stać się niebieska. Osiołek mógł przegonić słonia. Zorganizowano mnóstwo wieców, Obama pojawiał się w stanie wielokrotnie, w kampanii bardzo aktywnie uczestniczyli lokalni politycy demokratów, założono mnóstwo punktów informacyjnych, do działania wciągnięto masy wolontariuszy.

Zadziałało. Obama wygrał Indianę. Niewielką przewagą głosów, to prawda - 1,354,759 do 1,331,199 (50% - 49%) - ale wygrał, a 66% mieszkańców Bloomington, którzy oddali na niego swoje głosy, mogło zacząć świetować. Kiedy Obama zakończył swoje przemówienie w Chicago na ulice w centrum wysypał się tłum entuzjastów. Zablokowali ruch na jednej z ulic. Policja próbowała przekonać świętujących, by stali na chodniku, ale w końcu ograniczyła się do wskazywania samochodom innej drogi.

Dziś rano wyciągnęłam z szafy nabytą jeszcze przed nominacją Obamy koszulkę "Obama '08". Ha, pomyślałam, mam swój wkład w ten sukces - jakieś 25 dolarów, jeśli dobrze pamiętam. Poszłam do sklepu po papierosy i gazetę, a pracujący w nim rano John powitał mnie radosnym "Here is my Obama girl in her Obama shirt!". Przybiliśmy piątkę gratulując sobie wzajemnie sukcesu i stwierdzając, że dzisiejszy dzień jest dziwnie piękny.

środa, 05 listopada 2008, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/11/05 19:40:21
Jeśli polityka Cię aż tak kręci, zostań Ty lepiej dziewczyno w tych Stanach. Przyznam,osobiście, nie przepadam za USA, nie lubię Coli i McDonalda , ale słuchając wypowiedzi po wyborach -ta kultura polityczna jest o niebo wyższa od naszej , jakie niebo ...dwa nieba , trzy nieba . I to się tyczy obu stron i Obamy , i McCaina . Patrząc na naszą piaskownicę -gdzie plują i rzucają sobie piaskiem po oczach- aż trudno uwierzyć ,ze tak mozna , ze mozna z szacunkiem , z uznaniem wobec drugiej strony. Serio ...aż się zdziwiłem
-
2008/11/06 08:26:17
Masz szczescie, ze moglas "od wewnatrz" zyc ten historyczny, nie tylko dla amerykanow, dzien.
Ja tez bardzo jestem zadowolona z wyboru amerykanow. I choc wiem ze pewno Barak Obama nie bedzie mogl spelnic wszystkich swoich obietnic, to jesli spelni choc polowe swiat stanie sie "troszeczke lepszy".
I nie mowie juz o tym ze wybor Obamy dal nadzieje ogromnej ilosci czarnoskorym. Szkoda , ze tu u mnie, we Francji , na razie, nie ma nadzieji na czarnoskorych lub skosnoocznych, lub innych "innych " politykow....
-
drakaina
2008/11/06 11:11:22
No cóż, mnie osobiście psułoby tę radość (gdybym popierała Obamę) to, że z jego wyboru cieszy się np. taki Żyrynowski w Moskwie...
-
2008/11/06 18:36:31
wyborcza.pl/1,75477,5883110,Wiceprzewodniczacy_rosyjskiej_Dumy_Wladimir_Zyrinowski.html?skad=rss

"Wiceprzewodniczący Dumy Władimir Żyrinowski twierdzi, że dla Rosji byłoby lepiej, gdyby wybory prezydenckie w USA wygrał Barack Obama. - Dla nas lepszy jest Obama, bo zburzy Amerykę - tak jak Michaił Gorbaczow zburzył ZSRR - powiedział Żyrinowski w Radiu Echo Moskwy. Zdaniem polityka, który stoi na czele nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) "zwycięstwo czarnego kandydata - to prezent dla Rosji". - Doprowadzi do poważnego osłabienia, a może nawet - krachu Ameryki. Już teraz przeżywa ona straszny kryzys finansowy, a do tego dojdzie czarny prezydent. To będzie zmierzch Ameryki - podkreślił Żyrinowski."

Ja tam nie widzę powodu do zmartwienia, że Żyrinowski się cieszy, cieszyć wolno się każdemu, bo każdy ma własne (jak widac na załączonym obrazku) powody :)
-
w_przejezdzie
2008/11/07 03:06:16
Popieram, kto chce widzieć czarno, to będzie. A kto poza kolorami popatrzeć potrafi, to będzie się cieszyć, że prezydent jest inteligentny, inspirujący i ...potrafi mówić. Reszta w praniu wyjdzie.
-
drakaina
2008/11/07 11:47:14
Niestety polityka rzadko polega na tym, żeby być inteligentnym, inspirującym i dobrze mówić. Żeby być skutecznym politykiem (=dobrze reprezentować interesy swojego państwa) trzeba być jeszcze choć trochę bezwzględnym sukinsynem ;)

Marek Aureliusz, który był inteligentny, inspirujący i doskonale pisał, więc pewnie też mówił, był poza tym bardzo twardym dowódcą wojskowym. I jest on chyba jedynym naprawdę wybitnym władcą - intelektualistą w historii...
-
Gość: w_przejezdzie, *.cargill.com
2008/11/07 16:53:48
Tak jak sugerowalam, reszta wyjdzie w praniu. Za wczesnie na jakiekolwiek oceny jaki nowy prezydent bedzie. Po prostu odczekac trzeba.
Nie zgadzam sie jednak z tym ze kazdy skuteczny polityk musi byc bezwzglednym sukinsynem. Poza tym co to ma wlasciwie oznaczac? Zadny krwi, pozarow, przemocy, nie liczacy sie z potrzebami i zdaniem swojego narodu, obcego narodu (no wlasnie to moze zalezec od punktu siedzenia, tudziez lezenia), czy moze bezwzgledny sukinsyn nabral lakiegos nowego nieznanego mi znaczenia?