Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Na pobojowisku

Moje mieszkanie coraz bardziej przypomina pobojowisko. Trudno w tych warunkach zachować pozory normalności. Plączę się więc pomiędzy pudłami, upycham dobytek i narasta we mnie przygnębienie.

Nie cierpię się pakować. Nie znoszę wyjeżdżać.

Najwyraźniej niezbyt nadaję się do życia w amerykańskiej rzeczywistości, która cechuje się między innymi, jak wiadomo, wysoką mobilnością populacji. Ja stanowczo jestem średnio mobilna. Oczywiście, mogę się spakować, mogę wynająć mieszkanie w innym mieście, mogę się do tego mieszkania przenieść. Wszystko to męczące i uciążliwe, ale fizycznie wykonalne. Ba, jest w tym nawet coś, powiedziałabym, wyzwalającego - w świadomości, którą wielu tutaj ma, że zawsze można spakować manele, wrzucić wszystko do samochodu, pojechać na zachód, wschód, północ lub południe i w razie potrzeby zacząć życie na nowo.

Życia na nowo zaczynać nie zamierzam i obawiam się, że nie byłabym do tego zdolna.

Lubię mieć korzenie albo choćby korzonki zapuszczone w jeden punkt.

W odróżnieniu od większości moich znajomych studentów, którzy przeprowadzają się do nowych lokali praktycznie na początku każdego roku akademickiego, ja uparcie tkwiłam w tym samym mieszkaniu. Wysoce prawdopodobne, że mogłam znaleźć lepsze, ale nawet nie szukałam. Zamiast rozglądać się za nowym miejscem starałam się z tego, w którym byłam, uczynić swój dom. Powoli, krok po kroku wypełniałam przestrzeń nie tylko przedmiotami, ale także - a może przede wszystkim - myślami, uczuciami, wspomnieniami. Oswajałam swoje mieszkanie.

Podobnie oswajałam Bloomington, które z miesiąca na miesiąc coraz bardziej stawało się moim miastem. Dziś je za takie uważam. Powinnam zapewne żałować, że siedziałam cały czas na tyłku, zamiast przemierzać wielkie przestrzenie tego wielkiego kraju, ale jakoś nie żałuję. Wyżej od nomadycznego bytowania, które ponoć właściwe jest wszystkim ludziom żyjącym w postmodernistycznych czasach, cenię sobie psychiczne zakorzenienie i związane z nim - choćby złudne - poczucie bezpieczeństwa.

Co tu dużo gadać, dobrze jest się czuć swojsko w jakimś miejscu. Mieć swój sklep, ulubioną knajpkę, swojego fryzjera i panią na stacji benzynowej, której nie muszę nawet już mówić, jakie papierosy chcę kupić. Dobrze jest wiedzieć, gdzie najlepiej pójść na kawę, a gdzie dają przyzwoitą pizzę. Dobrze jest widywać codziennie te same drzewa i krzewy, obserwować je w różnych porach roku, patrzeć, jak się zmieniają i jakie ptaki tym razem postanowiły na nich zbudować swoje gniazda.

Będzie mi brakowało Bloomington.

Jak to możliwe, że ja w ogóle wyjechałam z Warszawy i z Polski? Ot, tajemnica.

czwartek, 22 stycznia 2009, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
andsol-br
2009/01/22 04:39:07
A ja już jestem po 10-tej paczce. Na początek książki, będzie tego chyba ze 120 (niestety kończą się takie fajne upolowane gdzieś opakowania od LG Flatrona 17'' - wymiar idealny i rączka). Nie, żadne stypendium i jak się znajdzie coś to blisko, bo dobrze pozostać blisko szkoły chłopców. Przynajmniej rodzina je razem obiady. No właśnie, jedzenie, to przez to. Ten wynajęty domek ma już chyba wszystko zjedzone przez termity i nie podoba mi się jak oposy ćwiczą running start na strychu.
-
2009/01/22 10:05:40
:-)
-
geagea
2009/01/22 14:12:21
Ejjj, a ja bym chciała oposa :)
Niechby sobie wyginał śmiało ciało na moim strychu:)

Kakofonio - Indianie znad Amazonki przed osiedleniem w nowym miejscu rozbierają się do naga i gołkiem przechodzą przez rzekę. To ich rzekomo wyzwala i oczyszcza. Nie żebym coś sugerowała;)
Trzymaj się, będzie dobrze.
-
jakow
2009/01/22 19:46:45
Kakofonio, czeka cię jeszcze zmiana nagłówka bloga i opisu chyba...
Powodzenia.
-
kakofonia
2009/01/22 20:07:34
Ha, ja tez bym chciala oposa! Znajomi mieli kiedys skunksa w piwnicy (schowal sie na zime i za diabla nie chcial sobie pojsc, dobrze mu tam bylo i cieplo), ale to juz mniejsza atrakcja. Podobnie termity, wyobrazam sobie. Ze zwierzyny mniej wiecej domowej tutaj mialam tylko... uwaga - pluskwy, ale na szczescie przez krotki czas.

Jakis rytual przesledlenczy nie bylby zly, to prawda. Dobrze jest takie momenty w zyciu jakos zaznaczac. Ale rzeka odpada - mamy tu strumyki i rzeczki, ale chwilowo sa jakos dziwnie lodowate. Moze wejde do wanny?

Jaakow, racja. Musze wymyslic jakis fajny opis. "Kakofonia w Stolycy" lub cos w tym guscie.
-
2009/01/22 21:04:29
DC, znaczy sie? znakomita pora na taka przeprowadzke... :)
powodzenia!
-
andsol-br
2009/01/23 05:37:23
Kakofonio, oposa łatwo sobie sprawić, nie bez przyczyny mówią tu bbado feito gambá (formalnie: "pijany jak opos", nieformalnie: "pijany jak Polak"): w miejscu odwiedzanym przez oposa zostawiasz miseczkę wódki i on nie odmówi. Ale nie pociąga mnie myśl, żeby później transportować to-to za ogonek... A może są jakieś przepisy na oposa po litewsku?
-
andsol-br
2009/01/23 05:39:24
bêbado, niech Bloxa opos kopnie.
-
2009/01/23 13:52:26
Witaj, przeprowadzki wspominam z nostalgią. Pierwsza była najlepsza ....tylko plecak, piąta (chyba nie ostatnia) to duży samochód transportowy z windą. Wraz z upływem czasu otaczałem sie przedmiotami z którymi "trudno" się rozstać.... więc przewożę je za każdym razem. Wszystkiego dobrego na nowym miejscu.
Pozdrawiam
Romek
-
2009/01/23 18:38:04
stare , dobre Bloomington...oby w nowym miejscu choć pewne rzeczy były podobne . Ot choćby koszerny sklep mięsny [czy rzeźnia] daleko i zupełnie nie po drodze ;-)
-
kakofonia
2009/01/23 19:19:39
Podobno w Wirginii (ale chyba poludniowej) tez sa oposy. Obawiam sie jednak, ze w Arlington ich nie bedzie. Moze choc wiewiorki sa...

Balaram, wiesz, powiem Ci, ze nawet gdyby koszerne mieso bylo w okolicy, to chyba bym sobie darowala. Przyzwyczailam sie juz :-)

Rombar, ja strasznie sie staram wlasnie takich przedmiotow nie gromadzic. Trudno tego uniknac, ale minimalizowac mozna. Filozofia w tym pomaga, szczerze mowiac, szczegolnie moj ukochany Marek Aureliusz.
-
2009/01/23 19:36:26
no dobra , przyznam jestem pod wrażeniem ...świetna jesteś:-)
-
miskidomleka
2009/01/26 16:10:29
Moze choc wiewiorki sa...

Opos może się trafić, podobno bywają nawet w Kanadzie. Wiewiórki, szopy, jelenie na pewno. Choc te ostatnie pod Pentagon pewnie nie podchodzą. Za to gęsi często pasą się stadami wokół Pentagonu (mniej więcej tam, gdzie przelatują samoloty startujące i lądujące na Reagan National...)
-
geagea
2009/01/26 16:48:21
Może oposa da się kupić na Allegro. Albo choć wiewiórkę...
-
Gość: cloe, *.spray.pl
2009/01/29 10:39:35
da sie kupić na allergo da sie kupić i oposa i skunksa(para) i wiewiórke ,nawet lamę i wielbłąda...
-
Gość: Agnieszka, *.unitymediagroup.de
2009/03/30 23:03:20
hey :)
Chcialabym sie dowiedziec od Ciebie wiecej na temat tego miasta, Universytetu. Jaka jest pogoda, ludzie? Ja znam dobrze Californie i Arizone....
Pozdrawiam serdecznie
-
kakofonia
2009/04/01 03:31:52
Agnieszko, trochę o Bloomington, uniwerku i ludziach jest we wcześniejszych postach. A jeśli masz jakieś konkretne pytania - pisz na mejla :-)