Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Śladem Obamy

Ruszyłam więc śladami prezydenta Obamy. Wprawdzie on z Chicago do Białego Domu, a ja z Bloomigton do Arlington, to kierunek zasadniczo ten sam, a i dystans pomiędzy stanowiącym właściwie przedmieścia Waszyngtonu Arlington a samym centrum nie jest wielki. Mojej przeprowadzce towarzyszyły jednak i towarzyszą nadal atrakcje, które prezydenta z pewnością ominęły.

Atrakcję zasadniczą (i wątpliwą) stanowi brak mebli w moim nowym lokum. Rzecz wiąże się zaś przynajmniej częściowo z moim upośledzeniem polegającym na braku prawa jazdy. Gdybym potrafiła prowadzić samochód, wynajęłabym przyczepę bądź wręcz niewielką ciężarówkę, zasiadła za jej kierownicą i ruszyła w podróż na wschód z całym zgromadzonym dotychczas dobytkiem. Nie tylko zaznałabym doświadczeń rodem z filmów drogi, ale także miałabym w nowym mieszkaniu na czym usiąść. Ba, miałaby także przy czym usiąść.

Niestety, prawa jazdy nie mam. Podróżowałam więc samolotem z dwiema walizkami i gitarą na plecach. Pocztą kurierską podróżowało jedno pudło z dodatkowym wyposażeniem.

Nowe mieszkanie stanowi głównie puste pole do popisu. Popisy musiałam rozpocząć szybko - dotarłam popołudniem, a wieczorem dobrze było mieć na czym położyć się spać. Dywan, jakkolwiek czysty, nie wydawał się dostatecznie zachęcający. Przyjemnie by było także móc się napić herbaty, nie wspominając już o jakimś posiłku. Wszystko jednak puste. Żadnego garnka, żadnego czajnika, żadnego materaca...

Wtorkowe popołudnie oraz wieczór, a także 3/4 środy spędziłam więc łażąc po okolicy w poszukiwaniu różnych sklepów, nabywając dobra i nadwyrężając sobie mięśnie. Oczywiście, gdybym miała samochód albo choć to cholerne prawo jazdy, wszystko byłoby znacznie łatwiejsze i nie musiałabym się obawiać tego, że moje ramiona wyciągnięte noszeniem ciężarów zaczną niebawem sięgać moich kolan.

Bez dwóch zdań - zaczynanie życia na nowo w nowym miejscu jest zajęciem absorbującym, czasochłonnym, cholernie męczącym oraz względnie kosztownym.

Wielką pomoc, jak się okazuje, stanowi internet. Nie dlatego, że można za jego pośrednictwem kupić różne rzeczy z dowozem do domu, gdyż na to mnie aktualnie nie stać. Życie upraszczają jednak google maps. Co za genialny wynalazek! Nie mam niestety drukarki, żeby mapkę wziąć ze sobą, ale przynajmniej mogę dokładnie sprawdzić lokalizację różnych istotnych miejsc i zapisać ją sobie na kolejnej karteluszce z ważnymi informacjami. Wiem już zatem, gdzie pójść po zakupy spożywcze. Daleko, niestety, ale wiedziałam już wcześniej, że będę musiała na nowo przyzwyczajać się do regularnego korzystania a miejskiej komunikacji. Wiem także, przynajmniej mniej więcej, gdzie kupić sobie materac dmuchany, na którym prześpię parę nocy.

Drugie wspaniałe źródło informacji to Yellow Pages na stronie internetowej Washington Post. W wyszukiwarkę wrzucam Crystal City, VA (to część Arlington, w której mieszkam) oraz, na przykład, sklepy Goodwill, gdzie zamierzam nabyć to i owo za grosze. I bęc - już znam dokładny adres sklepu z mapką włącznie.

No dobrze, adresy znam, ale jak się tam dostać? Tu z kolei pomocą służy bardzo dobra strona www.commuterpage.com z informacjami na temat lokalnych i innych środków komunikacji, cenami biletów i rozkładami jazdy.

Gdyby tylko te autobusy jeździły częściej niż co pół godziny...

Dziś obudziłam się z optymistyczną myślą, że wreszcie będę miała stół. Jak się okazuje, za stara jestem na życie w kucki lub na kolanach. Wczoraj przywlokłam do domu dwa krzesła, dziś powinien przyjechać zamówiony w niedzielę stół. Oczyma duszy widzę już, jak zasiądę dziś wieczorem do szabatowej kolacji przy stole, który zastąpi mi stworzoną wczoraj tę oto konstrukcję:

Będzie pięknie. Będzie normalnie. Za jakiś czas.

Szabat szalom z Wirginii.

piątek, 30 stycznia 2009, kakofonia

Polecane wpisy

  • Pozwolę sobie pogratulować

    Pozwolę sobie pogratulować sobie, a z Wami podzielić moją radością i zaprosić Was na otwarcie pewnej wystawy.Wystawa będzie miała miejsce w waszyngtońskiej Long

  • Kłopot w święta

    "A niech szlag trafi te wszystkie święta", przeklinałam dziś rano czując narastającą frustrację. Dziś drugi dzień Rosz Haszana. Planowałam spędzić poranek w syn

  • Narodziny gwiazdy

    Narodziny tej oto zielonej piękności miałam okazję oglądać wczoraj w późnych godzinach nocnych na werandzie znajomych w Silver Spring, MD (to przedmieścia Waszy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/01/30 19:20:09
Bez telefonu , bez prawa jazdy ...ale bez stołu:-O...stół musi być!
Fajne to krzesło z metką..bez tej metki wyglądałoby jakoś pospolicie :-) ...no i ten posiłek wygląda frapująco
-
aniabuzuk
2009/01/30 20:51:07
Gdybys jednak zdecydowala sie robic prawo jazdy, to bedziesz miala niezla zaprawe po Waszyngtonie. Potem to nawet Kalifornia bylaby Ci nie straszna.
-
miskidomleka
2009/01/30 20:59:46
miala niezla zaprawe po Waszyngtonie

Zwłaszcza w staniu w korkach...

A metro jeździ częściej niż autobusy, tylko pamiętaj o dwóch najświętszych zasadach: 1. na schodach ruchomych stoimy po prawej, przechodzimy po lewej. 2. w metrze, w tym na stacjach (a także autobusach) nie wolno jeść ani pić. Za złamanie pierwszej tubylcy na Ciebie nafukają lub przynajmniej będą za Tobą zgrzytać zębami, za złamanie drugiej - przy odrobinie pecha może być nieprzyjemnie.
-
2009/01/30 22:07:07
i to wszystko dziewczyno znosisz do domu na wlasnych nogach i rekach? wow!
ps. ladny talerz:)))))
szkoda ze nie mieszkasz blizej, podarowalabym ci zgrabny stolik z czterama ladnymi krzeselkami:)
-
kakofonia
2009/01/30 23:03:52
Ano nosze prawie wszystko: stol przyjechal wlasnie UPSem, podobnie futon. Stol juz skrecilam. Co za radosc!

Miski, nawet kawy ze Starbucksa nie moge pic na stacji metra?! :-(

Krzesla z metka mam nawet dwa :-)

A na prawo jazdy sie chyba zdecyduje, tj. jak mnie bedzie stac na nauke jazdy. Ale moze raczej w Arlington niz w samym DC...
-
miskidomleka
2009/01/31 01:21:47
nawet kawy ze Starbucksa nie moge pic na stacji metra?! :-(
Nie możesz. Chyba możesz ją mieć (w ręku), ale na pewno nie możesz nic jeść ani pić. Ani palić. Nie pamiętam też dokładnie gdzie się zaczyna stacja jeśli chodzi o te zakazy, ale zdaje się na bramkach biletowych.

en.wikipedia.org/wiki/Metro_Transit_Police_Department#Impact_of_policing_in_a_transit_environment

Pociesz się, że dzięki temu metro waszyngtońskie jest czystsze i mniej zaszczurzone i zakaraluszone niż np. nowojorskie.
-
andsol-br
2009/01/31 02:21:08
No, śliczny czerwony talerz, ale jak zauważyć, że się je pomidora? Albo biedronkę?
-
geagea
2009/02/02 20:50:07
Ejjjj, ale ze zdjęcia wynika jasno, że stoisz wysoko w rankingu moverów (Mover One), a to juz coś:) Czyli jest bardzo w porządku - i tak trzymać!