Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Życie i śmierć

Żałoba w judaizmie trwa przez rok. Kolejne jej stadia mają umożliwić żałobnikowi zarówno pożegnanie zmarłego, jak i własny powrót do życia. Normalnego życia. Jestem gdzieś na początku tej drogi.

Pierwsze stadium - trwające przez siedem dni po pogrzebie - nazywane jest "sziwa". To okres najintensywniejszy okres żałoby, w którym żałobnik najmocniej odcina się od toczącego się wokół niego życia. Podczas sziwy poddajemy się bólowi kompletnie. Życie zamiera, a rzeczywistość kurczy się do jednego punktu - śmierci bliskiej osoby.

Po tygodniu następuje okres zwany "szloszim" - trzydzieści dni, w czasie których żałobnik powoli powraca do świata. Może zacząć pracować, może wychodzić z domu, na nowo, małymi krokami zaczyna splatać nici codziennych aktywności, w których biegu wyrwę uczyniła śmierć opłakiwanej osoby.

Potem żałoba trwa nadal, ale mniej jest intensywna. Życie toczy się dalej, ale jest pozbawione pewnych radosnych elementów. Żałobnik nie chodzi na koncerty muzyczne czy wesołe imprezy. Cień śmierci nadal pada na życie, ale powoli zaczyna się zacierać, rozmywać.

Odłożyłam właśnie czytaną książkę. Powinnam się przygotowywać do zaplanowanego na marzec na egzaminu. Od lektury esejów Richarda Rubinsteina na temat świata bez Boga po Auschwitz oderwały mnie jednak myśli o Ojcu. Nie smutne myśli, raczej pogodne, spokojne, dobre wspomnienia. Zanurzyłam się w nie na chwilę całkowicie i zaczęłam się zastanawiać, czy nie w taki właśnie sposób powinnam spędzać te dni - myśląc o nim, wspominając, rozpamiętując to, co było dobre.

Nagle wydało mi się niemożliwe połączenie żałoby i pracy. Obie czynności - czy raczej oba procesy - absorbują bowiem - czy powinny absorbować - całą uwagę. A uwagi mam tylko sto procent.

Praca zdaje mi sie teraz czynnością zastępczą, rodzajem ucieczki od tego, czemu powinnam i chciałabym poświęcać swój czas.

Jeszcze nie wiem, jak z tego wybrnąć. Jakiś z góry ustalony harmonogram z podziałem czasu na żałobę i pracę byłby sztuczny i zupełnie nie do zrealizowania. Nie sposób zapanować do końca nad myślami i skojarzeniami, które przychodzą, kiedy chcą i kiedy chcą odchodzą. Presja rzeczywistości nie pozwala zaś na zupełne poddanie się temu dziwnemu rytmowi umysłowych i emocjonalnych fluktuacji.

Nie chcę uciekać od żałoby. Ale wiem, że dla mnie nadal wschodzi i zachodzi słońce. Pytanie brzmi zatem: jak objąć w tym samym momencie życie i śmierć? Moje życie i jego śmierć?

niedziela, 22 lutego 2009, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: witold, *.cable.wsm.wielun.pl
2009/02/22 17:39:52
Doskonale Cię rozumiem ....
Dokładnie miesiąc temu pochowałem swoją siostrę .....









.
-
2009/02/23 21:34:56
Ładne jest to co piszesz , aż trudno uwierzyć ,ze ostatecznie stoją za tym li tylko bezduszne, nieświadome wirujące atomy, które czasami ot łącza sie ze sobą tworząc na pewien czas świadomość -wielki cząsteczkowy dramat wiązań atomowych chwilowego przebłysku świadomej egzystencji w tej zupie martwej materii ...jak dla mnie to cały czas gdzieś siedzi refleksja ,ze jednak za tym co piszesz , za Tobą , Twoim Tatą , mną , Klu;-) stoi coś więcej czy nazwiesz to tchnieniem Haszem , życiem poza wzorami wiązań atomowych , brahmanem . A religia to tez mam wrażenie coś więcej niż li tylko zasady i formalności , które mają jakoś nadać pozory sensu i ładu w tym oceanie bezsensu i chaosu wirujących atomów ...hmmm szukanie źródła świadomości ...poszukiwanie tego Kucharza nad tą bulgoczącą zupą materii ..po co , dlaczego,skąd , dokąd ? Nie takie butne wyzwanie małych ludzików -wiem wszystko ale pokorne pytania modlitwą , szukanie sensu , patrzenie w gwiazdy... Może sentymentalizuję:-), a może rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona .No dobra, dobra może nie powinienem nic pisać ...no ale po coś są te komentarze

Tak na koniec naszego pewnie zupełnie przypadkowego - wirtualnego spotkania ...niech Ci się wiedzie w tym życiu i wewnątrz i na zewnątrz czymkolwiek to życie jest
No nic 3maj się i niech Ci towarzyszy wiele dobrych wspomnień o Twoim Tacie
-
Gość: ola, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/03/05 21:38:43
tego sie chyba nei da "polaczyc". plyna kolo siebie, zycie i smierc, zaloba i codziennosc. tylko w zaleznosci od sytuacji akcenty sie przesuwaja.