Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Nie ma takiego przykazania

Jedną z najważniejszych książek na temat śmierci i żałoby napisał Nachmanides. Nosi ona tytuł "Torat ha-adam" i stanowi wielkie kompendium praw i obyczajów dotyczących śmierci. Kończy się dobrze znanym eschatologicznym traktatem "Szaar ha-gemul", a zaczyna filozoficznymi rozważaniami o śmiertelności.

Nachmanides zaczyna od pytania, dlaczego opłakujemy śmierć bliskiej osoby.

Skoro człowiek ma umrzeć i zasługuje na to, by spocząć w cieniu śmierci, dlaczego cierpimy z powodu czyjejś śmierci, dlaczego opłakujemy zmarłego? Przecież żyjący wiedzą, że umrą. To zastanawiające, że ci, którzy wiedzą, co nadejdzie, płaczą i wzywają innych do lamentacji.

Pytanie ma sens, ale zarazem trudno uniknąć wrażenia, że jest zupełnie kulą w płot. Oczywiście, że wiedziałam, że mój Ojciec umrze. Nie spodziewałam się, że jest nieśmiertelny. Żałoba nie wynika przykrej niespodzianki - "o cholera, jednak umarł". Ból po utracie bliskiej osoby nie ma nic do rzeczy z niespełnieniem mojego oczekiwania, że kochany człowiek będzie żył wiecznie. Wiemy, że ludzie, których kochamy, umrą, ale ta wiedza w niczym nie pomaga. Żałoba jest absurdalna tylko o tyle, o ile absurdalna jest miłość. A miłość - w ostateczym rozrachunku - jest najbardziej racjonalnym ze zjawisk.

All I have is a voice
To undo the folded lie,
The romantic lie in the brain
Of the sensual man-in-the-street
And the lie of Authority
Whose buildings grope the sky:
There is no such thing as the State
And no one exists alone;
Hunger allows no choice
To the citizen or the police;
We must love one another or die.

[W.H. Auden, "September 1, 1939"]

Auden nie cierpiał wersu kończącego tego fragment wiersza. Trudno mu się dziwić, skoro wprowadza on w utwór dźwięczącą fałszywie nutę optymizmu, który nijak nie pasuje do jego reszty ani, powiedzmy sobie szczerze do rzeczywistości. Miłość nie ratuje nikogo przed śmiercią. Kochamy i umieramy.

Auden przez wiele lat nie wyrażał zgody na publikowanie przedruków tego wiersza w całości - usunął cały fragment. Potem się zgodził - ale ze zmianą kończących słów na:

We must love one another and die

Oczywiście słowa poety nie stanowią żadnej odpowiedzi na filozoficzne pytanie Nachmanidesa. Bliżej jednak dotykają rzeczywistości. Ostatecznie, cóż po filozofii?

Nachmanides daje jednak odpowiedź na postanowione przez siebie pytanie:

Przeznaczeniem człowieka było żyć wiecznie, ale w konsekwencji pradawnego grzechu, ludzkie istoty zostały skazane na śmierć. I dlatego drżą - ponieważ są oddzielone od swojej prawdziwej natury.

Rabinowi z Gerony chodzi naturalnie o grzech popełniony przez Adama i Ewę. Pierwsi rodzice zostali wygnani z Gan Eden i stali się śmiertelni. To jednak marna odpowiedź. Opłakując mojego Ojca, nie opłakuję ogólnego fenomenu śmiertelności. Bólu nie powoduje fakt, że wszyscy ludzie są śmiertelni, mój Ojciec był człowiekiem, ergo: mój Ojciec był śmiertelny, a zatem musiał umrzeć, by ubrać to w słowa dobrze znanego sylogizmu. Nie opłakuję śmiertelności w ogólności ani jej szczególnego przypadku - jego śmiertelności czy mojej własnej. Opłakuję człowieka, który kochał i był kochany.

Znajduję jednak u Nachmanidesa coś, co mi się podoba. Żałoba nie jest absurdalna, stwierdza Ramban:

Studiowałem i rozmyślałem - w całej Torze nie ma zakazu opłakiwania i nie ma przykazania, by być pocieszonym.

Gdyby żałoba była bez sensu lub gdyby było w niej coś złego, byłaby zakazana w Torze, a nie jest. Zakazane są pewne określone praktyki, ale nie sam żal. Można by było argumentować, że żal nie jest zakazany, bo uczuć nie sposób ani zakazać ani nakazać. Nie byłoby to zły argument, gdyby nie fakt, że Tora zakazuje i nakazuje również uczucia - by przypomnieć tylko: "Będziesz kochał swojego Boga..."

Szkoda, że Nachmanides nie poprzestaje na tym stwierdzeniu i kontynuuje poszukiwania "racjonalnych" przesłanek dla żałoby, by ostatecznie dojść do wniosku, że opłakujemy grzechy - opłakujemy grzechy zmarłego i swoje własne po to, by wyciągnąć z nich odpowiednie lekcje dla siebie, skorzystać z okazji do moralnej poprawy i powrócić do Boga.

Ta odpowiedź budzi we mnie odrazę. Ośrodkiem mojej żałoby nie są moje grzechy, tylko mój Ojciec. On nie umarł po to, żeby mnie sprowokować do pokuty. On umarł po nic. Umarł po prostu. Żył po coś, ale nie umarł, żeby coś tam.

Wolę pozostać ze słowami Audena i wiedzą, że nie ma przykazania, by być pocieszonym.

niedziela, 08 marca 2009, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Halina, *.ghnet.pl
2009/03/10 17:35:45
Cóż komentować..?
Ciebie trzeba czytać. Zawsze pomożesz.
-
kakofonia
2009/03/10 19:27:39
Dzięki, Halina.
Ale Wasze komentarze często pomagają mi - czasem zrozumieć samą siebie, czasem dostrzec rzeczy, których nie widziałam wcześniej. Platon wiedział, co robił pisząc dialogi :)
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2009/03/10 21:36:16
Żal płynie od wnętrza, co tam religijne formalizmy - formlana teoria żalu i żałoby?. Oblicze religii usiłujące skodyfikować żal jest stęchłe. Akurat do odczuwania żalu zbędne są przykazania.
-
2009/03/11 16:19:25
.. skoro pojawił się Platon .. jego ziomy wierzyły, że wszelkie paskudztwo, żale, nieszczęścia, lamenty i żałoba pojawiły się, bo jedna taka pinda z bożej woli przytargała jednopak, i głupie, niedopite chłopy kazały otworzyć .. gdy toto wypełzło z jednopaku i rozpełzło po gumnach, a z dna zaczęło wysnuwać się coś dziwnego, wiotkiego i tajemniczego, dopiero babsko ocknęło się i jęło rzucać do zamykania wieka .. na szczęście nie udało się ..

.. W.H. Auden jest jak ta puszka i Pandora zarazem .. najpierw zręcznie wyrzuca z siebie stek wersetów, nad którymi unosi się (jak to sam obrazowo nazwał) "the unmentionable odour of death", a gdy pojawia się coś na kształt Nadziei -" we must love one another or die" - zżyma się i lamentuje, bo mu coś niebezpiecznie zgrzyta .. na szczęście, dziś prawie nikt wspomnianych poprawek nie bierze pod uwagę .. oprócz kakofonii, bo kakofonia bierze .. :/

.. żadnego złudzenia, które pozwala żyć .. tylko bezsens, zgliszcza, permanentne memento mori i szary popiół .. czy tylko to jest celem żydowskiej żałoby? .. czy to ma być "prawdziwą naturą" człowieka? .. czy to jest prawdziwe, sensowne życie? .. :/

.. przez jakiś czas zastanawiałem się czy wysłać ten post ..potraktowany poważnie, mógłby zostać odczytany jako brak empatii i szacunku do stanu w jakim się teraz znajdujesz, kakofonio .. bynajmniej, tak nie jest .. w zasadzie zastanawia mnie przede wszystkim przyczyna odrzucenia wniosków Nachmanidesa .. przecież są całkiem spoko ..
-
Gość: cloe, *.spray.net.pl
2009/03/13 18:02:47
nie wiem na czym polega sens smierci kogokolwiek.
Sens smierci mojego ojca zobaczyłam w moim własnym zyciu od chwili jego śmierci
To oczywiście absolutnie subiektywne odczucie i nikt nie musi ani sie ze mna zgadzac ani podobnie odczuwać.
Z chwila jego smierci,która byla i jest dla mnie sama w sobie jako fakt wciaż nie wchlonieta do końca w moja swiadomosc,stalo sie cos dziwnego i dobrego ,otóż rozdźwieczały mi w uszach jego slowa na nowo tyle,ze teraz je dopiero uslyszalam i nawet pojęłam.Mialo to bezposredni wplyw na moje zycie,bo wzystko co robie, robie
z sensem i jestem coraz dalej .
Mam tez swiadomosc ...jak długo stałam w miejscu,z chwila jego smieci zaczelam iść.
I czuję ,ze naprawdę zyję,że nie ma rzeczy niemożliwych .
Nie zmienia to faktu,ze w chwilach szczególnie dobrych strasznie mi smutno,ze on tego nie widzi,nie widzi moich sukcesów.
I pomimo , że to juz 5 lat to ciagle wypatruje go w tlumie na ulicy i czasem wybieram nr jego telefonu zeby do niego zadzwonić
-
Gość: cloe, *.spray.net.pl
2009/03/13 18:04:51
i ciągle za nim strasznie tęsknie,wszyscy moi bliscy nie zyją,za nikim tak nie tęsknie jak za ojcem.
Sądzę ,ze to już tak zostanie.
-
Gość: cloe, *.spray.net.pl
2009/03/13 18:08:36
kiedyś napisałam ci ,że najbardziej boli smierć trudnych ojców
niestety miałam rację,i pisalam ci tez o poczuciu straty,które moim zdaniem ma najwiekszy wplyw na nasze działania .
to jest własnie jedna z form poczucia straty