Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni gwóźdź do trumny

Wczorajsza decyzja izraelskiej Partii Pracy, by wejść do nowej koalicji rządowej, to ostatni gwóźdź do trumny tej partii. Ehud Barak zamknął wieko od wewnątrz i od wewnątrz zabił je gwoździami. Kol hakawod.

Nie darzę sympatią Ehuda Baraka. Kiedyś miałam złudzenia, głównie z powodu Camp David II. Złudzenia zniknęły jednak pod wpływem nowej wiedzy o tym, jak wyglądały owe rzekome "negocjacje". Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że Barak winny jest klęski Camp David w takim samym stopniu co Arafat (polecam ten tekst). Camp David nie było próbą dogadania się z Palestyńczykami. Było próbą wepchnięcia z góry ustalonego programu w gardło Arafata. Tak, podobno było parę ciekawych propozycji. Podobno jednak jedynie, ponieważ Barak niczego nie chciał zapisać na papierze. Dlaczego Arafat miałby wierzyć Barakowi na słowo? Dlaczego jakikolwiek Palestyńczyk miałby wierzyć na słowo izraelskiemu rządowi, kiedy na własne oczy widzi dalszą rozbudowę osiedli na Zachodnim Brzegu?

Od czasu klęski Camp David Ehud Barak zabrał się do kopania grobu dla Partii Pracy i szło mu to całkiem sprawnie. Uparcie powtarzając, że Izrael nie ma z kim rozmawiać, bo po stronie palestyńskiej nie ma zainteresowania dialogiem, skutecznie, krok po kroku, wycofywał Awodę z procesu pokojowego.

Nie jestem osamotniona w podejrzeniu, że ostatnia wojna w Strefie Gazy miała sporo wspólnego z wyborczymi planami Ehuda Baraka. Proszę, oto stanowczy minister obrony staje w obronie państwa i żelazną pięścią miażdży ogniska terroryzmu. Tyle że ognisko terroryzmu nadal goreje, popularność Hamasu - zgodnie z moimi przewidywaniami - wzrosła, pozycja Mahmuda Abbasa jak słabła, tak dalej słabnie, a wybory wygrał Bibi, który bardzo starannie unika jakiejkolwiek wzmianki o powstaniu państwa palestyńskiego.

Kolejna nieudana strategiczna zagrywka Baraka. Wcześniej pozwolił Szaronowi wejść na Wzgórze Świątynne z nadzieją na to, że wywołane tą wizytą gniewne nastroje pokażą Izraelczykom, że Szaron nie nadaje się na premiera. Wtedy również się przeliczył.

Najwyraźniej do Partii Pracy jak ulał pasuje stwierdzenie kiedyś odnoszone do Palestyńczyków - że nigdy nie zmarnują okazji, żeby zmarnować okazję.

Cipi Liwni wiedziała, co robi, nie zgadzając się na dołączenie do koalicji z Likudem, Israel Beiteinu i Szaasem. Zaangażowanie Kadimy w proces pokojowy (owszem, jak na proces wyjątkowo przypomina on kompletną stagnację) jest ważnym punktem programu tej partii. Jak wyglądałaby Kadima z jednej strony firmując rozmowy w Annapolis, a z drugiej dołączając do rządu, którego premierem jest polityk negujący nie tylko osiągnięcia tej konferencji (słusznie zresztą, bo osiągnięć nie było), ale i potrzebę podobnych spotkań (stanowczo niesłusznie)?

Dla Baraka i 680 członków Partii Pracy, którzy zagłosowali za wejściem do nowej koalicji, takie detale nie mają najwyraźniej znaczenia. Nie chcę być aż tak cyniczna, żeby sądzić, iż chodzi tylko i wyłącznie o ministerialne stołki, ale może właśnie tak jest? Jak inaczej można wytłumaczyć chęć członków Awody do bycia w rządzie z Awigdorem Libermanem, rasistą i uczniem rabina Kahane?

Opisywana przez dziennikarzy atmosfera w czasie wczorajszych obrad Partii Pracy do złudzenia przypomina chocholi taniec. Wielkie słowa, wzniosłe hasła, gratulacje dla wybitnego lidera, ogólna radość i poczucie sukcesu. Chocholi taniec na własnym grobie.

Miałeś, chamie, złoty róg, chciałoby się powiedzieć Ehudowi Barakowi, ale on raczej nie zna Wyspiańskiego.

środa, 25 marca 2009, kakofonia

Polecane wpisy

  • To mi się nie podoba

    Bardzo mi się nie podoba decyzja izraelskiego rządu o tym, by Grotę Patriarchów w Hebronie oraz Racheli w Betlejem zaliczyć do miejsc na trasie nowego Szlaku Dz

  • Walka z wiatrakami?

    Jakiś czas temu postanowiłam zerwać z nałogowym czytaniem prasy izraelskiej. Uznałam, że życie codzienne dostarcza mi dostatecznej ilości stresów i nie potrzeba

  • Ręce opadają czyli tolerancja inaczej

    W ostatnim czasie nie śledziłam na bieżąco wiadomości z Izraela - i tak mam na głowie za wiele trudnych spraw - po co jeszcze przejmować się sukcesem Liebermana

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/03/25 17:23:04
.. pani poezją przesiąkła - tak mawiano do pewnej Żydówki u Wyspiańskiego ..

.. ujrzę panią rad,

błądzącą przez mroczny sad,

niby zakochaną i błędną,

pół dziewicą, pół aniołem,

pochyloną nad chochołem .. :))

.. liberalny socjalizm syjonistyczny, oparty na mrzonkach, odchodzi w niebyt jak porwane przez skrytożerców rekwizyty z Ostatniej paróweczki hrabiego Kenta i zdycha jak PZPR .. ośmielę się jednak podejrzewać, że nawet gdy Barak zostanie drugim Rakowskim .. Awoda nie zniknie, lecz odrodzi się w jakimś pogrobowcu, dopóki będzie istniał romantyczny, lewicowo-naiwny idealizm ..
-
2009/03/25 20:19:19
Mimo wszystko trudno mi wyobrazić sobie taki dialog wpychania Arafatowi porozumienia:
-Jasser, dogadajmy się, weź 95% spornych terytoriów, dorzucę jeszcze wschodnią Jerozolimę.
-Ehud, przestan bo się zadławię, to stanowczo za dużo, nie możemy tego przyjąć.
-
kakofonia
2009/03/25 23:29:02
AAPA, jak napisalam - polecam tekst, do ktorego podalam link. Tu nie trzeba miec wyobrazni, tu trzeba znac fakty.

Motyle, "niby zakochana i bledna" podoba mi sie najbardziej :-)
-
2009/03/26 08:30:33
Kakofonio, jak napisałem, mimo wszystko. Przeczytałem ten artykuł sprzed 8 lat i mimo wszystko wyobrźnia wydaje się przydatna. Poza tym: ASK ARAFAT :)