Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Pesachowa gotowość bojowa

Stoczyłam przedświąteczną batalię z chamecem. Chamec został otoczony, odizolowany, stłamszony i usunięty z pola widzenia. Skapitulował, bo co miał biedak począć. Zasadniczo mam do chamecu stosunek pozytywny - płatki śniadaniowe! - ale nie jestem do niego przesadnie przywiązana. Gorzej, gdy przychodzi do pożegnania się z kitnijot. W tym smutnym momencie zawsze ogarnia mnie żal, że nie mam męża Sefardyjczyka.

Kitnijot to między innymi ryż, kukurydza, soczewica, fasola, proso, soja, groszek, sezam, mak. Żaden z tych produktów nie jest chamecem - nie zaczyna fermentować po 18 minutach kontaktu z wodą - ale wszystkie są w tradycji aszkenazyjskiej zakazane.

Zakaz wiąże się z tzw. budowaniem ogrodzenia wokół Tory. Chodzi mianowicie o to, by zminimalizować możliwość niezamierzonego przekroczenia zakazu.

Średniowieczni rabini rozumowali w sposób następujący - produkty z kitnijot bywają trudne do rozróżnienia od tych z chamecu lub zawierających chamec. Jak na przykład odróżnić mąkę z ryżu od mąki z pszenicy? Dodatkowo, sądził rabin Josef Karo, chamec może przypadkiem wymieszać się z kitnijot. Lepiej zatem, na wszelki wypadek, zakazać jedzenia kitnijot i produktów pochodnych.

Żydzi sefardyjscy nigdy nie przyjęli tego zakazu. Mogą zatem spokojnie objadać się w Pesach fasolą i ryżem. Stąd westchnienie pod adresem nieistniejącego męża sefardyjczyka - w judaizmie żona przejmuje tradycje rodziny męża (czego innego spodziewać się po patrialchalnej religii).

Kitnijot można - w odróżnieniu od chamecu - w Pesach posiadać. Nie trzeba ich wyrzucać czy sprzedawać, wystarczy odizolować.

Chowając wszystkie kitnijotowe produkty zaczęłam się martwić, że czeka mnie w Pesach śmierć głodowa. Znaczna część mojej diety opiera się na rzeczach w Pesach zakazanych.

Od wiszącej nade mną grozy uratowała mnie Sporothrix z Mężem - zawieźli mnie do znajdującego się na przedmieściach Waszyngtonu koszernego supermarketu, w którym tłum kłębił się pomiędzy półkami zapchanymi produkatami koszernymi na Pesach. Czegóż tam nie było!

Najbardziej ucieszył mnie makaron. Makaron koszerny na Pesach? Makaron bezchamecowy? Oczywiście - od czego jest mąka ziemniaczana i jajka! Z mąki ziemniaczanej, jak się okazuje, można zrobić wszystko. Mam więc i makaron, i śniadaniowe chrupki:

Da się przeżyć. Szkoda tylko, że wszystkie produkty koszer le Pesach są takie drogie...

środa, 08 kwietnia 2009, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
aniabuzuk
2009/04/08 18:02:59
Ciekawe. Podziwiam, ze przyjmujesz wyrzeczenia ze spokojem ducha (a przynajmniej tak to wynika z Twoich postow).
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2009/04/08 18:12:51
A jak jest z warzywami, ziemniakami owocami?
-
socjopatyczna_malkontentka
2009/04/08 19:17:00
Jakby co... to ja moge tak samo, jak w zesżłym roku, z chamecem.
-
kakofonia
2009/04/08 20:38:55
Ania, wiesz, jak to jest. Wiedziały gały, co brały ;) Ja wiedziałam, przynajmniej mniej więcej, co robię, jak przechodziłam konwersję. A poza tym - od czego trening z Markiem Aureliuszem :)

Owoce, warzywa, a ziemniaki w szczególności to podstawa, żeby w Pesach z głodu jednak nie umrzeć. Można jeść bez ograniczeń, trzeba tylko uważać, żeby jakichś chamecowych (lub kitnijotowych) rzeczy nie domieszać przypadkiem.

Socjopatyczna, dzięki :) Wiem, że mogę na Ciebie zawsze liczyć. A raczej, że mój chamec może.
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/04/09 01:14:56
To jest dla mnie zadziwiające. Wskazania religijne z czasów aż tak dawnych znajdują miejsce w Twoim współczesnym życiu. Czy jak się chametz przez pomyłkę zmiesza z czymś zezwolonym, czy to grzech nieuwagi, niestaranności i tak dalej? Czy dobrze rozumiem, że należy się pozbyć chametzu sprzedając, wyrzucając, oddawając - jak najbardziej intensywnie jak się da? Czy to znaczy, że człowiek bardzo się musi koncentrować właśnie na tym przed Pesach? I czy chodzi o właśnie tę koncentrację? (tak jak katolicy mają na przykład rekolekcje?)
Pozdrawiam i happy Passover. Shalom!
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2009/04/09 12:29:34
Jeśli dopuszczalne są warzywa, ziemniaki i owoce, to jak dla mnie, żadne poświęcenie w rezygnacji przez te pare dni z dań chamecowych lub kitnijotowych... wręcz frajda.
-
2009/04/10 22:07:38
Jak dla mnie zadnym poswieceniem jest rezygnacja z miesa, a jednak jestem w stanie zrozumiec, ze sa ludzie, dla ktorych przestrzeganie katolickich postow jest problemem i staralabym sie uszanowac ich problemy i nie wyglaszac pogardliwych komenatarzy o stopniu trudnosci takiego wyrzeczenia. Ludzie sa rozni i rozne rzeczy przychodza im z mniejsza lub wieksza latwoscia. Szkoda, ze niektorym taka trudnosc sprawia podstawowa empatia.


Kakofonio, dzieki za kolejna ciekawa, wprowadzajaca w praktyczny judaizm notke. :)
-
kakofonia
2009/04/10 23:36:22
Alicja, z tym grzechem to nie do końca tak. Tzn. jedzenie chamecu w Pesach (podobnie jak posiadanie go) jest złamaniem religijnego zakazu, czyli jest grzechem. Ale nie jest grzechem nieuwagi czy czegoś tam innego. Jest złamaniem zakazu po prostu. I nie, z pewnością nie chodzi o to, żeby się na poszukiwaniu/unikaniu chamecu koncentrować. To jest część święta, wcale nie najważniejsza. Najważniejsze jest czytanie hagady podczas sederu i pamiętanie o wyjściu z Egiptu.

Co do mięsa: można je w Pesach jeść jak najbardziej. Mięso nie jest chamecem. Podczas pierwszego sederu miałam próbę siły moich przekonań i przyzwyczajeń wegetariańskich - podano bowiem bardzo apetycznie wyglądającą pieczeń. Ale się nie dałam! Poprzestałam na warzywach.

Fajne określenie, judaizm praktyczny. Szczególnie że on czasem jakoś dziwnie niepraktyczny się wydaje :)
-
2009/04/12 05:51:17
"Podczas pierwszego sederu miałam próbę siły moich przekonań i przyzwyczajeń wegetariańskich - podano bowiem bardzo apetycznie wyglądającą pieczeń. Ale się nie dałam!
Zuch dziewczyna ! :)))
-
Gość: Anulka, *.centertel.pl
2009/04/12 14:18:09
Jestem pod wrażeniem Twojej strony. Piszę pracę badawczą z wiedzy licealistów o współczesnym Izraelu. Czy mogła bym Ciebie prosić o pomoc?. Proszę odezwij się do mnie na E-mail: anulka.c@wp.pl Będę ogromnie wdzięczna:) Z góry dziękuję i Pozdrawiam serdecznie:)
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2009/04/12 17:58:36
Zdawało mi się, ze coś zrozumiałem o antychamcowaniu w Pesach i okazało się że jednak głupim. Dziś w tvn24 był wywiad okołopesachowy z regularnym rabinem. I ten wywodził, że jedną z głównych i obowiązkowych potraw w czasie tego święta jest maca (?) Toż to czysty chamec!
-
kakofonia
2009/04/12 22:06:19
O tak, jedzenie macy w Pesach jest przykazaniem, tzn. dokladnie w czasie sederu. Maca jest pieczona bez zakwasu - tylko maka i woda. I jest jedynym produktem zawierajacym make zbozowa, ktory wolno jesc w czasie Pesach.
-
kakofonia
2009/04/13 00:57:33
Zapomniałam dodać, że maca musi być zrobiona w czasie poniżej 18 minut, żeby nie doszło do zakwaszenia i żeby nie była chamecem. Ergo - nie, maca nie jest chamecem :). I może dlatego jest taka średnio smaczna...
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2009/04/13 12:43:28
Dzięki Kakafonio - ergo w swięto Pesach surowce chmecowe można wtrajać byle zakończyć proces przygotowania ew. konsumpcję do 18-tej miniuty od zamoczenia-połączenia
;-)
-
kakofonia
2009/04/13 18:16:38
Klu, nie - maca jest jedynym produktem z tych zakazanych zbóż, który można jeść w czasie Pesach.
Nie możesz, np. zjeść sobie suchej mąki czy suchych ziaren pszenicy.
-
socjopatyczna_malkontentka
2009/04/14 12:00:10
Średnio smaczna maca? Ośmielę się nie zgodzić. Jest pyszna. Babcia robiła świetną, owszem teraz robię sobie sama, ale to już nie to... Ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi.