Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Straszni sprzedawcy

Lubię mieć do czynienia z uprzejmą i pomocną obsługą w sklepach czy restauracjach. Lubię, na przykład, gdy kompetentny sprzedawca w sklepie z elektroniką pomoże mi znaleźć w gąszczu produktów ten jeden, którego akurat szukam i jeszcze dokładnie wyjaśni różnice pomiędzy nim a podobnym, ale sporo droższym. Lubię, gdy w restauracji kelnerka spyta czy "everything alright?", nawet jeśli udzielenie odpowiedzi wymaga ode mnie gwałtownego przełknięcia, które grozi zaksztuszeniem. Lubię, gdy sprzedawczyni w sklepie spyta z uśmiechem "how are you?", nawet jeśli wiem, że naprawdę kompletnie jej to nie obchodzi. Wiadomo - chodzi o pieniądze. Ale jak słusznie zauważyła Znajoma Osoba - oczywiście, że chodzi o pieniądze, ale może być bardziej lub mniej miło.

Całkiem mniej miło robi się jednak, gdy klienta osaczają sprzedawcy-potwory. Sprzedawca-potwór dopada klienta, gdy tylko ten - nieświadom zagrożenia - przekroczy próg sklepu. I koniec. Przepadło. Od sprzedawcy-potwora nie da się uciec. Śledzi każdy twój krok, dyszy ci w kark, ględzi nieustannie, podtyka pod nos wszystko, co mu w ręce wpadnie i nie popuści do chwili, w której triumfalnie - niczym dzielny pies myśliwski z upolowaną zwierzyną w pysku - nie zaciągnie klienta obarczonego furą chcianych i niechcianych zakupów do punktu docelowego czyli do kasy.

Wczoraj dopadło mnie stado takich sprzedawczyń w sklepie Victoria Secret. Zapowiadało się niewinnie. Pani podeszła, uśmiechnęła się, spytała "how are you?" oraz czego szukam. Tak, tak, oczywiście, mamy jak najbardziej! Może przejdzie pani do przymierzalni, a my tam przyniesiemy pani różne modele, będzie mogła pani przymierzyć, tak będzie wygodniej, nie będzie się pani męczyć... Gładki słowotok spowodował, że w głowie zapaliła mi się ostrzegawcza żarówka - uciekaj, póki możesz, wyszeptał wewnętrzy głos. Na mojej twarzy najwyraźniej pojawiło się jakieś echo tego głosu, ponieważ sprzedawczyni coraz bardziej stanowczo zaczęła mnie zachęcać do pójścia do przymierzalni. W międzyczasie zgarnęła już kilka staników, które jej zdaniem powinnam przymierzyć. Coś w jej oczach powiedziało mi, że jeszcze chwila, a złapie mnie za kołnierz, siłą zaciągnie do przymierzalni, zerwie ze mnie ubrania i... nie, niestety nie zacznie mnie namiętnie całować, a raczej wciskać moje piersi w kolejne modele biustonoszy.

Jakoś urwałam się tej pani. Spokojnie przeglądam sobie bieliznę, ale spokój nie trwa długo. Podchodzi kolejna pani i informuje mnie o dzisiejszych promocjach. Ok, kiwam głową. Niestety to nie jest dostatecznie entuzjastyczna reakcja. Pani prowadzi mnie do wyłożonych na stole skądinąd ładnych koronkowych fintifluszków i niemal wsadza w nie mój nos. A tu obok są także staniki! - zachęca głosem, w którym czai się groźba - a spróbuj tylko czegoś nie kupić.

Potem kolejna pani. Czy obejrzała pani nasze promocje? A może chciałaby pani coś przymierzyć? Bardzo proszę do przymierzalni... Przymierzę, jak będę miała ochotę - warczę pod nosem, bo zaczynają mi sie wyczerpywać zasoby cierpliwości. Pani nie dosłyszała. Stoi nadal koło mnie i uśmiecha się zachęcająco. Biedaczka najwyraźniej nie dostrzega, że grozi jej śmierć przez uduszenie.

Niewielką w sumie przestrzeń sklepu udaje mi się opuścić po jeszcze trzech utarczkach z uprzejmymi do obrzydliwości sprzedawczyniami. Wszystko na przestrzeni może 15 minut. Wychodzę z ulgą czując się jak zwierzyna, której jakimś cudem udało się uniknąć zastawionych wszędzie pułapek. Nigdy więcej Victoria Secret, postanawiam sobie stanowczo.

PS: Bywalców przepraszam za brak wpisów w ostatnim czasie. Okoliczności nie są sprzyjające.

środa, 13 maja 2009, kakofonia

Polecane wpisy

  • Pozwolę sobie pogratulować

    Pozwolę sobie pogratulować sobie, a z Wami podzielić moją radością i zaprosić Was na otwarcie pewnej wystawy.Wystawa będzie miała miejsce w waszyngtońskiej Long

  • Kłopot w święta

    "A niech szlag trafi te wszystkie święta", przeklinałam dziś rano czując narastającą frustrację. Dziś drugi dzień Rosz Haszana. Planowałam spędzić poranek w syn

  • Narodziny gwiazdy

    Narodziny tej oto zielonej piękności miałam okazję oglądać wczoraj w późnych godzinach nocnych na werandzie znajomych w Silver Spring, MD (to przedmieścia Waszy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: sceptnick, *.adsl.inetia.pl
2009/05/14 08:57:59
Nie było Cię długo. Już się martwiłem. Jeśli musisz zniknąć na jakiś czas - bo to jest zrozumiałe i tak nieraz bywa - to dawaj do licha znać Twoim przyjaciołom, bo oni się martwią o Ciebie.

J.
-
2009/05/14 12:59:44
.. że tak zapytam .. przymierzyłaś w końcu? ..

.. bo jak masz z tego jakieś zdjęcia .. to dawaj na bloga ..
-
miskidomleka
2009/05/16 22:41:09
"kompetentny sprzedawca w sklepie z elektroniką"

Skąd takich bierzesz?? Ja spotykałem albo kompletnie niekompetentnych, albo niezainteresowanych sprzedawaniem, albo próbujących wcisnąć mi ciemnotę i skłonić mnie do potężnego przepłacenia...
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2009/05/16 22:47:36
Terroryzm tryumfuje w Stanach ;-0
-
anna_w_japonii
2009/05/18 18:37:35
nareszcie jestes z powrotem!!! :)
Takim sprzedawcom to ja zawsze udawalam ze nie umialam po angielsku. Jak im wyjechalam po szwedzku to zostawiali mnie w spokoju. Bo mniej egzotyczne jezyki to zawsze ktos sie znajdzie kto je zna.
-
kakofonia
2009/05/18 19:07:56
Niczego nie przymierzyłam, Motyle :P

Miski, wiesz, miałam dotychczas szczęście do dobrych sprzedawców w BestBuy. Słyszałam o nich sporo złego, ale sama nie miałam dotąd powodów do narzekań.

A z tym egzotycznym językiem, to dobry pomysł. Wypróbuję następnym razem i powiem coś po hebrajsku...
-
Gość: , 83.1.114.*
2009/05/31 19:47:16
O!...A Barca LM wygrała;]
-
2009/06/04 22:27:16
straszne to jest to Kakofonia, ze juz zupełnie nic nie piszesz...no ale z drugiej strony nic na
sile
-
2009/07/02 13:12:33
Juz sie mialam zaczac martwic, ze Cie wciaz nie ma, bo moze cos Ci sie powaznego stalo. Ale na flickrze jestes, i to jak! Wiewiorki sa czadowe. :) To sobie teraz bede spokojnie dalej czekac na kolejna notke.
-
2009/07/04 19:00:48
Kakofonia, no ale jak już to może jakieś uroczyste zakończenie...
-
kakofonia
2009/07/05 01:20:08
e, nie, uroczyste zakończenie chyba nie
próbuję się przebudzić, szturcham się kijkiem w tym celu
-
2009/07/05 17:41:21
spoko i delikatnie tym kijkiem...nie bądź dla siebie zbyt surowa:-]
-
2009/07/05 17:47:20
no i zawsze możesz przejść na foto-bloga;-]
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2009/07/08 16:33:58
Brakuje Ciebie - a dla refleksji religinej cytat poniższy (he he he):
"Zdaniem rabina, szerzący się wśród religijnych Żydów liberalizm prowadzi do złamania kodeksu czystości. Aby tego uniknąć nie należy kłaniać się kobietom, nie można także przekazywać pozdrowień żonie znajomego. Lepiej jest pójść do więzienia, niż słuchać, jak kobiety śpiewają.
Mordechaj EliyahuEliyahu skrytykował również śluby podczas, których kobiety i mężczyźni siedzą obok siebie i razem tańczą. - Liberalizm jest przychylny wobec kobiet, bo one lubią być oglądane. Ale mężczyźni wiedzą, że to jest złe - mówił rabin.
Żołnierzom poradził natomiast, aby zatykali uszy, kiedy słyszą śpiew żołnierek podczas wojskowych uroczystości. - Lepiej jest pójść do więzienia, niż wykonać rozkaz i słuchać, jak kobiety śpiewają lub grają - podkreślił rabin. W marcu religijni żołnierze i oficerowie opuścili kilka wojskowych ceremonii z powodu śpiewu kobiet. Kilka dni temu armia zdecydowała, że mają uczestniczyć w spotkaniach. Muszę słuchać, ale mogą patrzeć w dowolnym kierunku.
Katarzyna Juszczak"