Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Powitanie

Cudze wspomnienia często prowokują nasze własne do wyruszenia w drogę ku powierzchni świadomości. Czytam właśnie autobiograficzny manuskrypt autorstwa nowego znajomego - urodzonego w Kalkucie, zakochanego w Wittgensteinie lingwisty, który zapytany kiedyś, czy chciałby przejść konwersję na judaizm, odpowiedział, że nie ponieważ już czuje się Żydem.

Wspomnienia R. poruszyły moje zasoby pamięci. Pamięć jednak chodzi dziwnymi drogami będąc instrumentem tyleż fantastycznym co zawodnym i czasem zupełnie niezrozumiałym.

Przypomniała mi się ta oto sytuacja: dwa lub trzy dni po pogrzebie mojego Ojca przyszłam do warszawskiej synagogi Nożyków. Byłam umówiona z rabinem Schudrichem, którego dawno nie miałam okazji widzieć. Chciałam także powiedzieć kadisz podczas wieczornego nabożeństwa. Do synagogi przyszłam razem z Bratem, który chciał być ze mną w tak ważnym i trudnym zarazem momencie. To była jego pierwsza wizyta w synagodze. Nie wiedział, gdzie wejść, gdzie pójść, gdzie usiąść... Znalazłam dla niego kipę, weszliśmy razem do sali nabożeństw. Brat zaczął z ciekawością rozglądać się po wnętrzu przyciszonym głosem zadając mi różne pytania.

Po chwili do sali wszedł rabin. Podszedł do nas, przedstawiłam Brata, uścisnęli sobie dłonie, rabin wyraził żal z powodu śmierci naszego Ojca. Nie ten gest jednak - dość konwencjonalny w końcu - szczególnie zapadł mi w pamięci.

Zostawiłam Brata w dolnej sali synagogi i weszłam na babiniec. Spoglądając na salę z góry zobaczyłam, że rabin podchodzi do stojącego w rogu regału, sięga po jeden z leżących tam modlitewników, po czym idzie do mojego Brata siedzącego skromnie w ostatnim rzędzie. Rabin podał mu modlitewnik otwarty na odpowiedniej stronie.

Ten gest zrobił na mnie wrażenie. Gdyby tak nie było, prawdopodobnie zatarłby się kompletnie w mojej pamięci. To był bardzo trudny tydzień. Pełen smutnych i bolesnych momentów. A pośród nich ta prosta sytuacja - powitanie nie-Żyda w synagodze przez rabina. Powitanie bez żadnych pytań. Powitanie z otwartym modlitewnikiem.

Powinniśmy tak witać każdego.

piątek, 17 lipca 2009, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • Jorcajt

    Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.Zapal

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/07/17 02:10:38
smutna historia, ale piekna - jak zawsze.dzieki.
ciesze sie, ze wrocilas, pusto tu jakos bylo...
-
2009/07/21 21:45:00
oj tak- takie proste ,dobre gesty,uczucia czy słowa maja niewiarygodna sile...to,ze w ogóle ktoś nas zauważa ...niby niewiele ,a tak wiele...ostatecznie jesteśmy osobami i po prostu tego potrzebujemy jak ryba wody...nie da sie wszystkiego sprowadzić do gromadzenia papierków i kamyczków

poza tym witaj ponownie
-
Gość: ***, *.acn.waw.pl
2009/07/22 13:56:08
konwersja nieortodoksyjna nie jest konwersją.
-
kakofonia
2009/07/22 17:29:44
@ *** - powiedzial, co wiedzial... ech ludzie, ludzie...