Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Dlaczego tyjemy w Ameryce?

Dlaczego tyjemy my - czyli Europejczycy. O tym, że tyją Amerykanie, wie cały świat (a w każdym razie ta jego - znikoma - część, którą ten fakt o amerykańskim społeczeństwie w ogóle może zainteresować). Dlaczego jednak szczupli Europejczycy w Ameryce prędzej czy później - zwykle prędzej - zaczynają przybierać na wadze?

Ja przytyłam upiornie podczas pierwszego roku pobytu w Stanach. Gdy przyleciałam na wakacje do Polski z ust stęsknionych członków Rodziny usłyszałam między innymi pełne osłupienia "o matko, aleś przytyła..." Nie były to słowa, którymi chciałam być powitana, ale nie dało się ukryć (ani zakryć), że reakcja ta miała swoje uzasadnienie, o czym przekonałam się po wejściu na wagę. Tak, tutaj nie miałam wagi, a konieczność nabycia nieco większych ubrań jakoś nie wzbudziła mojego niepokoju. Jak to mawiają - ignorance is bliss.

"Wszyscy tu tyją", pocieszała mnie Znajoma Polka, gdy wiedza o dodatkowych kilogramach na dobre do mnie dotarła.

Chyba rzeczywiście wszyscy. Właśnie spotkałam w sklepie znajomą Paryżankę, której nie widziałam od wyjazdu do Waszyngtonu. "Jak szczupło wyglądasz!", wykrzyknęła na mój widok, a ja niestety nie mogłam się odwzajemnić. Znajoma bowiem przytyła i to okropnie. Podobnie jak ja - przez pierwszy rok swojego pobytu za oceanem.

Dlaczego więc tyjemy? W moim przypadku głównym winowajcą była chyba słabość do lodów. O ile Amerykanie kompletnie nie potrafią robić dobrych ciast czy ciastek, o tyle są pewne firmy, które produkują zupełnie fenomenalne moim zdaniem lody. Jadłam je więc. Taki smak, owaki smak, a ten też warto spróbować... Jadłam i rosłam. Czy znajoma Paryżanka również padła ofiarą tej pokusy? A może zaczęła opychać się niezwykle tutaj popularną pizzą?

Słyszałam, że sprawa jest bardziej złożona. Podobno nawet osoby, które po przyjeździe tutaj nie zmieniają nawyków żywieniowch, zaczynają tyć, a to z powodu różnych szczególnych składników, które dodawane są do produktów żywnościowych w Stanach, a nie są używane w Europie. Jakie to składniki? Nie mam zielonego pojęcia. Niestety na żadnej z informacyjnych etykiet nie udało mi się odnaleźć zapisu w rodzaju "pogrubiacz - 10%"

A może jednak zaczynamy opychać się tanim fast foodem? Prawdą jest, że trudno tutaj nie utyć, jeśli ma się mało pieniędzy. Najtaniej jest żyć na hamburgerach i frytkach. Najwięcej wydaję na jedzenie, gdy kupuję świeże warzywa. A jeśli jeszcze zachce mi się warzyw opatrzonych naklejką "organic"... Gdy w budżecie robi się ciasnawo, najprostszym rozwiązaniem jest sięgnięcie po mrożone frytki albo pizzę. Widać to szczególnie w okolicach pośredniaka - wyraźnie im biedniej, tym grubiej. Może więc Europejczycy tyją z oszczędności?

sobota, 24 października 2009, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
evek
2009/10/25 00:20:53
ten "pogrubiacz" to konserwanty! wszystko jest tutaj konserwowane chemia. to od tego tyjemy. ja ze 3 lata temu najpierw schudlam a potem porzytylam i do dzis nie moge spasc z waga ;O( 3 lata temu zajadalam stres slodyczami no i teraz mam :O(

no i tez prawda - czym biedniejszy, tym grubszy, niestety. ceny zywnosci z naklejka "organic" sa nie do przejscia dla wielu - dla mnie tez! no i jak sie nie ma kasy, to zostaje siedzenie w domu i opychanie sie tanim zarciem...
-
2009/10/25 06:50:07
Jestem w takim razie wyjątkiem. Po półrocznym pobycie w Stanach schudłam kilka kilo. Przede wszystkim dlatego, że poza sokiem żurawinowym, nic mi tam nie smakowało ;)
-
anetacuse
2009/10/25 13:44:56
Ten "pogrubiacz" to nie tylko konserwanty, ale przede wszystkim niepotrzebnie dodawany do wszystkiego cukier (m.in. w postaci high fructose corn syrup). Chleb, jogurt, kapusta kiszona i inne podstawowe produkty są przesładzane, co zauważyłam już na samym początku. Jakby producenci wychodzili z założenia, że co nie słodkie, to się nie sprzeda. A z kolei słodycze są tak słodkie, że mdli. To a propos jedzenia w domu. Z jedzeniem restauracyjnym jest jeszcze gorzej, bo jest utopione w tłuszczu i zawiera ogromne ilości soli albo cukru. No i ogromne porcje.

Kakofonio, czy masz problemy z wagą również po przejściu na wegetarianizm? Bo ja przeszłam 8 miesięcy temu i wydaje mi się, że jest mi trochę łatwiej z utrzymaniem wagi. Z tym, że ja jestem bliżej weganizmu i produkty mleczne jem sporadycznie. Zgodzę się jednak, że swieże warzywa i owoce są drogie i mój rachunek za jedzenie na pewno się nie zmiejszył, a nawet poszedł w górę. W Twoim przypadku należy również wykluczyć amerykańską plagę (oraz często konieczność) jeżdzenia wszędzie samochodem, gdyż jesteś mobilna dwunożnie, czyli bardziej po Polsku. No i może to być odrobinę związane z wiekiem. Mi się przytyło ok. 5 funtów w okolicach 27 roku życia i tak mi zostało niezależnie od tego, co robię.
-
miskidomleka
2009/10/25 16:20:20
evek: jakie tycie od konserwantów? Pominę to, że konserwanty dodaje się też w Europie, ale przede wszystkim dodaje się ich niewiele, za mało, żeby miały wpływ na tycie - nawet, jeśli są trawione i wchodzą do bilansu energetycznego organizmu (nie wiem które wchodzą, które nie, i nie chce mi się sprawdzać).

I może wytłumacz w jakim znaczeniu poza straszakiem używasz słowa "chemia". Myślisz, że w jabłku z napisem organic nie ma "chemii"? Znaczy związków chemicznych nie ma?

Prędzej odpowiedzialny jest nadmiar cukru, bo rzeczywiście wiele rzeczy tu (na mój smak) dosładzają bardziej niż w Europie. Przy czym nie ma znaczenia, czy dodany jest po prostu cukier, czy high fructose corn syrup, czy, np. zagęszczony sok winogronowy, jak często w Polsce, syrop skrobiowy. Który jest prawie tym samym co high fructose corn syrup, tyle, że jest robiony z ziemniaków nie z kukurydzy.

anetacuse: W jakich restauracjach jadasz? Bo moim zdaniem nie wszędzie topią w tłuszczu :-). A sól też nie wiem jak miałaby pogrubiać.
-
Gość: , *.dsl.bltnin.sbcglobal.net
2009/10/25 17:11:50
Chyba macie rację z tym cukrem. Słodkość to element niemal obowiązkowy we wszystkim tutaj. Pamiętam, jakim szokiem było dla mnie na początku odkrycie, że nawet chleb tu jest jakoś słodkawy... bueee...

W restauracjach częścią problemu są też chyba porcje - tzn. ich wielkość. Tu wszystko jest takie ogromne! W życiu w domu tyle bym nie zjadła za jednym razem, ile tutaj człowiek dostaje w restauracji na talerzu. A jak już dostał i zapłacił, to je, niestety.

Ja przytyłam w czasie pierwszego roku (mniej więcej) ok 30 funtów. Zgroza lekka. Pozbyłam się tego i trochę więcej w ciągu również mniej więcej roku. Zeszło się to w czasie z przejściem na wegetarianizm, rzeczywiście. Równocześnie jednak zaczęłam w ogóle większą wagę przykładać do tego, co jem (kaszrut!) oraz pływać codziennie i sporo jeździć na rowerze, więc ciężko mi powiedzieć, co przyczyniło się najbardziej do schudnięcia. Pewnie wszystko razem. W ostatnich miesiącach pływałam znacznie mniej i ciągle jeździłam metrem, ale przytycia udało mi się uniknąć. Może więc nie ma jak kaszrut i wegetarianizm ;-)
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/10/25 19:03:51
Miskidomleka ma rację. Powtarzanie pewnych słów ma chyba na celu demonizowanie ich, a co za tym idzie, usuwanie poczucia winy od samego siebie. Przyjezdni do Ameryki zwykle zostawiają rodziny, przyjaciół daleko, zanim zorganizują sobie życie towarzyskie, to pewnie jest wiele samotnych momentów. W takich momentach łatwo sięgnąć po słodycze, chociażby nawet po to, aby je poznać i wiedzieć co jest co. A takie poznawanie to kalorie. Łatwo dostępny i tani samochód idzie w parze z przyrostem wagi. Jednak i tak lepiej i łatwiej jest wszystko zwalić na amerykańskie "konserwanty", "chemię", "tłuszcz". Czy w Ameryce na siłę tym karmią? Czy nie ma wymagań co do informacji na naklejkach spożywczych? Czy Państwo nie potrafią czytać?

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że w Ameryce nie ma dobrych ciast i ciastek. Jak wszędzie, są dobre i niedobre. Dobrej jakości i złej. Cóż się temu dziwić? W Polsce jest dokładnie to samo, we Francji i w Grecji też. Najlepiej dla wszystkich działa pewna dieta o nazwie "ŻM". Jest tania, prosta i wymaga jedynie wysiłu woli.
-
anetacuse
2009/10/25 19:15:56
Misikidomleka: obecnie jadam w niewielu restauracjach i raczej bardzo ostrożnie wybieram. Zgadzam się, że nie wszędzie, ale w większości. Sól faktycznie nie tuczy, ale skoro już wymieniałam czym faszerują jedzenie dla dobrego smaku to przytoczyłam i sól. Natomiast sól zatrzymuje wodę w organiźmie się człowek może czuć się "balonowato."
-
kakofonia
2009/10/25 20:01:41
Nie zdarzyło mi się tu jeszcze znaleźć ciasta, które by mi smakowało. Wszystkie słodycze tutejsze - z ciastami i ciastami włącznie - są dla mnie o wiele, bardzo wiele, za słodkie. Rzecz gustu zapewne. To jednak, że Amerykanie mają wyższą niż ja tolerancję na słodycz, jest dla mnie po paru latach całkiem oczywiste.

Dodatkowo, Alicja, budżet naprawdę mocno ogranicza możliwości zakupu dobrego i zdrowego jedzenia w tym kraju.
-
Gość: Alicja, *.dsl.pltn13.pacbell.net
2009/10/25 20:07:37
Kakofonio, a czy jadłaś klasyczny amerykański deser, czyli apple pie, z nadzieniem jabłkowym bez cukru? Jeśli nie, to bardzo polecam. Nie powinno być droższe niż wersja z cukrem, ale trzeba pewnie poszukać. Samo ciasto nie musi mieć cukru zupełnie. Coś takiego jak cherry cobbler ma minimalną ilość cukru - też w sezonie łatwo znaleźć, na pewno nie w McDonald's, no ale to już inna sprawa.
-
Gość: Michal, 83.251.117.*
2009/10/26 10:36:49
Gotowalam sama w domu i udalo mi sie nie przytyc, do tego uprawialam jeszcze sporty. Ale nie bylo latwo: te restauracje i jedzenie wszedzie... ufff...
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2009/10/26 14:14:15
Byłem w Stanach przez ok. półtora miesiąca na początku lat 90-tych - pojechałem taki zapuszczony po urzędniczej pracy, z nastawiniem by wykorzystać izolację od rodzinnych zwyczajów i kuchni do generalengo odnowienia się. Jadłem głównie w barach sałatkowych (Wendy`s?) przeróżne surowizny (taniocha) i owoce - piłem colę zerową, beztłuszczowe jogurty i wodę, alkohol tylko pare razy. Dużo sportu i energicznych spacerów - wynik: straciłem ponad 10 kg. Nigdzie nie widziałem takiej masy monstrulanych spaślaków jak w Stanach ale i nigdzie w świecie nie widziałem takiej ilości szczupłych i pięknych ludzi uprawiajacych dla własnej satysfakcji przeróżne ćwiczenia pod chmurką i w halach sportowych (biegi, rolki, rowery, różne sporty grupowe)...