Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Jorcajt

Pierwsza rocznica śmierci wyznacza w judaizmie koniec okresu żałoby. Ale ta żałoba nigdy się nie skończy, myślałam, patrząc przez łzy na jorcajtową lampkę.

Zapalanie świeczki w rocznicę śmierci nie jest nakazem religijnym. To zwyczaj - minhag - który bardzo zakorzenił się w żydowskiej kulturze. Lampki nie stawia się na grobie. Zapalona stoi w domu i świecić ma przez pełną dobę. Migotliwy płomień ma przypominać o duszy zmarłego, zgodnie z wersem z Księgi Przysłów: "Dusza człowieka jest światłem Boga" (20:27)

Jorcajtową świeczkę zapala się w rocznicę śmierci wedle kalendarza żydowskiego. Jeśli ktoś zmarł, powiedzmy, 4 maja 1985 roku, świeczkę zapala się 13 dnia miesiąca ijar. Zapala się ją nie rano, tylko - znowu zgodnie z żydowskim kalendarzem, w którym dzień zaczyna się o zachodzie słońca - wieczorem dnia poprzedniego.

Zgodnie z tymi zasadami świeczkę powinnam zapalić 7 dnia miesiąca szwat czyli 22 stycznia. Mój Tata zmarł bowiem 1 lutego.

Tata nie był jednak Żydem. Dlatego postanowiłam jorcajtową lampkę zapalić dziś - nie wedle kaledarza żydowskiego tylko gregoriańskiego. Zapaliłam ją bardzo wcześnie rano, gdzieś koło godziny 5, gdy za oknem panowała jeszcze ciemność. W ostatnich latach Tata budził się tak wcześnie, ku ogromnej radości Jego Szczupłości, któremu ogromnie nudzi się, gdy wszyscy w domu śpią, zamiast poświęcać mu cały swój czas i uwagę. Dla kota pożytek ze śpiących ludzi jest, powiedzmy sobie szczerze, znikomy.

Jego Szczupłość przychodził do sypialni Rodziców jeszcze przed piątą. Najpierw czekał cierpliwie. Potem wskakiwał na łóżko i wnikliwie obserwował leżących czekając na jakiś ruch, który wskazywałby, że śpiący zbliżają się do chwili przebudzenia. Delikatnie podchodził do twarzy i - jak śmiał się Tata - sprawdzał, czy Tata oddycha. Kiedy wreszcie doczekał się momentu, w którym leniwa ludzka istota postanowiła wstać, radośnie dreptał do kuchni, gdzie razem z Tatą jedli sobie śniadanie.

Był chyba pierwszym, który wiedział, że Tata nie żyje. Choć zwykle niechętny i ostrożny wobec obcych nie odstąpił Taty na krok, gdy ludzie z pogotowia przeprowadzali reanimację. I w pewnym momencie, jak mówiła mi Mama, krzyknął. Wydał z siebie dźwięk, którego nigdy wcześniej nikt nie słyszał. Jak gdyby wiedział, że to serce zatrzymało się już na zawsze i wszelkie wysiłki lekarzy skazane są na niepowodzenie.

Nie wiem, w jaki sposób koty przeżywają swoje żałoby po odejściu osób, które stanowiły stały element otaczającej je rzeczywistości. Nie wiem, jak długo taka żałoba trwa. Może podobnie jak moja - trwa ona zawsze.

Stojąca obok laptopa na stole jorcajtowa lampka, zapalona 1 lutego, a nie 7 szwat, nie tylko przypomina mi o Tacie. Uświadamia mi także moje własne bycie na zawsze gdzieś pomiędzy - pomiędzy moją teraźniejszością a przeszłością, pomiędzy byciem Żydówką a nie byciem nią, pomiędzy dawnymi a nowymi obyczajami.

To prawda, że mogłabym przynajmniej spróbować z tego pomiędzy wyjść. Wiem, że niektórzy konwertyci tak robią - starają się na ile to możliwe odciąć od poprzedniego życia. Wydaje mi się to jednak nie tylko wysiłkiem kompletnie pozbawionym sensu, ale również zachowaniem zakłamującym rzeczywistość, także tę własną, wewnętrzną rzeczywistość. Bo przecież jestem tym, kim jestem, dlatego, że moja przeszłość była taka, a nie inna. Jestem osobą, jaką jestem, między innymi dlatego, że mój Tata był, kim był. I dlatego jorcajtowa świeczka płonie dziś, a nie 7 dnia miesiąca szwat.

poniedziałek, 01 lutego 2010, kakofonia

Polecane wpisy

  • Po dwóch latach

    W ostatni szabat przypadła druga rocznica mojej konwersji na judaizm. Sporo o tym myślałam zarówno w piątek, jak i w sobotę. W niedzielę spadły mi na głowę najr

  • Dziś post

    Dziś post. 17. miesiąca tamuz ustanowiono post w związku z rozmaitymi wydarzeniami, które spotkały naród żydowski tego właśnie dnia.Wedle tradycji 17 tamuz Mosz

  • "Pakt z diabłem" - Pat Robertson i teodycea

    Pat Robertson to ogromnie barwna postać amerykańskiej sceny publicznej. Urodzony w 1930 roku założyciel Christian Broadcasting Network i przedstawiciel amerykań

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/01 20:42:28
byc może te koty coś rzeczywiście przeczuwają , wyczuwają ... słyszałem ,ze podobnie dziwne było zachowanie kota gdy umierała moja ciotka...a być może po prostu ludzie później doszukują się jakichś niezwykłych znaków
-
2010/02/01 22:40:35
u mnie 3 lutego minie 2 lata. Od prawie 2 lat w oknie dużego pokoju świeci u nas elektryczna lampka, którą mój Ojciec nazywa Światłem Nawigacyjnym. Gdyby w razie Mama chciała wrócić, żeby wiedziała, dokąd.Żałoba trwa znacznie dłużej, niż rok, nie wiem, czy się kiedykolwiek kończy.
-
2010/02/02 16:44:10
deser.pl/deser/1,83453,7519658,Kot_Oscar_przewidzial_smierc_50_pacjentow_domu_opieki.html
-
2010/02/03 22:31:29
[*]

Proszę przyjąć moje najszczersze kondolencje. Kłaniam Się
Marcin