Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Mini śniegokalipsa

Efekty śnieżycy w Waszyngtonie i okolicach podobno relacjonowały polskie media. Tutejsze pisały i mówiły o śniegogeddonie oraz śniegokalipsie narrację ubarwiając zdjęciami lub filmami pokazującymi sparaliżowaną stolicę tudzież jej mieszkańców brnących przez śnieg albo cieszących się bitwami na śniegowe kule. Śniegowe opady dotarły również do Bloomington. Lokalne stacje telewizyjne straszyły nadchodzącym kataklizmem już we wczesnych godzinach wieczornych. O matko - spaść może aż 30 centrymetrów śniegu!

Rzeczywiście straszna rewelacja. Kto by w końcu spodziewał się śniegu w lutym. Służby miejskie postawiono w stan wysokiej gotowości bojowej, piaskarki i pługi wyruszyły na ulice w ciemnościach nocnych, by zapewnić bezpieczeństwo kierowcom, którzy rano mogliby chcieć udać się do pracy. W wieczornych wiadomościach pokazano fragmenty odprawy grupy kierowców pługów. Do złudzenia przypominała spotkanie generałów sił zbrojnych, którzy pochyleni nad mapami ze zmarszczonymi czołami planują zaczepno-obronne działania wymierzone w straszliwego wroga.

Wróg okazał się nie taki straszny. Kiedy wyjrzałam rano przez okno, śnieg owszem był, ale w znacznie mniejszych ilościach niż straszyli nas meteorolodzy. Może 15 centymetrów. Zdziwiłam się więc ogromnie, gdy w lokalnym radiu usłyszałam, że wszystkie szkoły publiczne w hrabstwie Monroe zostały zamknięte. Dzień wolny dla dzieci i młodzieży z powodu śniegu.

Śniegowe dni wolne zdarzają się tutaj bardzo często. Można by było pomyśleć, że zima jest na Midweście czymś tak niespotykanym, że nagłe pojawienie się jej białych przejawów nawet w ograniczonych ilościach z konieczności musi pociągać za sobą paraliż szkolnictwa. Nie jest źle być uczniem w Bloomington, skoro 15 centymetrów śniegu oznacza dzień wolny od lekcji.

W przypadku naprawdę dużych opadów śniegu zamykanie szkół ma pewien sens. Do okolicznych szkół uczęszczają dzieci z najrozmaitszych części hrabstwa Monroe, a mieszkańcy niektórych jego okolic nigdy nie mają przyjemności zobaczyć śladów działalności pługów śnieżnych. Kiedy śniegu spadnie, powiedzmy z pół metra, szkolne autobusy nie mogą dojechać do dalej położonych domów, nie mogą odebrać i zawieźć do szkoły dzieci, więc szkoły się zamyka. Najwyraźniej wedle lokalnych władz lepiej jest szkoły zamknąć niż postawić niektóre dzieci w sytuacji nieuniknionej i niezawinionej nieobecności podczas cennych godzin lekcyjnych. Ta logika wydaje mi się nieco dziwna, ale cóż, ja jestem w końcu nietutejsza.

Niestety uniwersytet zamykany jest rzadko. Student nie dziecko, może się przekopać na zajęcia.

środa, 10 lutego 2010, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/10 21:04:18
... taki niezaprzeczalny urok dzieciństwa[młodości] i zimy ...być może tak będzie wyglądał zjazd absolwentów ze szkoły w Bloomington za parę lat ...

www.grapheine.com/bombaytv/pub-uk-7c09f93b3ff393e1f89217e9d6efb7ea.html

...i być może też odrobinę i o to chodzi żeby w dorosłości miło wspominały Blooomington;-)
-
sporothrix
2010/02/10 21:07:03
O, widzisz, a Georgetown od trzech dni nie pracuje, studenci mają wolne. Ale u nas jest chyba jednak weselej, niż u Ciebie. Właśnie przeczytałam w lokalnym Weather Statement: PEOPLE ARE ENCOURAGED NOT TO PANIC... BUT TO SIMPLY STAY INSIDE... ENJOY YOUR FAVORITE INDOOR ACTIVITIES... Czyż nie piękne? :-) Zostaliśmy zatem dzisiaj w domu, bo bardzo pada i bardzo wieje. Nie udałoby nam się nawet odkopać samochodu. Za to podziwiamy prawie metrowej długości przepiękne sople za oknem. I cudną zimę, którą chyba tylko ja doceniam :-).
A co do dzieci i opuszczania szkoły - nie wiem, jak jest u Ciebie, ale u nas (gdzieś o tym czytałam) jest tak, że szkoły mogą mieć ileś tam wolnego, ale jeśli to się przedłuża, muszą odrobić to potem w wakacje. Life is brutal.
-
kakofonia
2010/02/10 21:46:54
Balaram, genialne te filmiki! Chyba sama tez jakis zrobie :D

Sporothrix, ja wam okropnie tej zimy zazdroszcze! Ogladam zdjecia znajomych i nieznajomych i tak mi zal, ze mnie tam nie ma i nie moge tego na wlasne oczy zobaczyc. Inna sprawa, ze nie wiem, ile bym zobaczyla i czy by mi sie udalo wykopac z Arlington. Komunikat rozkoszny... Amerykanie naprawde maja cos z ta zima. W koncu tutaj tez sie zdarzaja opady sniegu! O odrabianiu wolnego nic nie wiem. Moze i tutaj tak jest, rzeczywiscie. A jesli tak - to kicha, powiedzmy szczerze. Pozdrawiam Ciebie i Meza serdecznie bardzo!
-
andsol-br
2010/02/11 19:29:05
No właśnie, wczoraj czytałem w "The Washington Post": The snow has fallen, and the flakes are on the road. W tej sytuacji powiedziałbym: Have a nice walk, dear flakes. A good riddance.
-
sporothrix
2010/02/11 20:35:11
Kakofonia, my też bardzo żałujemy, że Cię tu nie ma. Wykopać się może byłoby Ci trudno wczoraj, ale dzisiaj jeździło się nam całkiem nieźle. Pozdrawiamy Cię oboje :-)
-
blogali
2010/02/15 22:40:34
Zapraszamy do naszej grupy! :)
blogujacagrupamatek.blox.pl/html