Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Bez ładu i składu

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni wiosenny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, dżdżu krople padają i tłuką w me okno... Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną i światła szarego blask sączy się senny... O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni wiosenny...

Tak kształtowały się ostatnio warunki atmosferyczne w miasteczku Bloomington w stanie Indiana. Całkiem możliwe, że to one właśnie spowodowały przebudzenie tych warstw mojej dziurawej pamięci, w których skrywało się kilka wierszy Leopolda Staffa. Nie czytałam ich od wieków mniej więcej, a jednak gdzieś tam nadal się plączą wysuwając się na powierzchnie w najmniej spodziewanych momentach. Bo doprawdy - czy mogłam się spodziewać porannego przebudzenia z wierszem Staffa w głowie?

Dzień był dżdżysto melancholijny, podszyty różnymi negatywnymi emocjami, u których źródła znajduje się pewien szalenie dla mnie atrakcyjny dżentelmen. Dżentelmen ów ma wiele zalet - stąd moja słabość do niego - ale niestety ma jedną zasadniczą wadę. Jest mianowicie, wiele na to wskazuje, toksyczny. Trujące opary, jakie z siebie wydziela, nie są widoczne gołym okiem, ale umysł - w przeciwieństwie do durnego serca - jednak je wyczuwa. Durne serce, myślałam sobie gniewnie i znowu przypomniał mi się Staff - "bo lepiej zgiń zmiażdżone cyklopowym razem, niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte, rysą chorej niemocy skażone, pęknięte".

Przeczytałam ten wiersz pierwszy raz w dawnych czasach licealnych. Pożerałam wówczas książki wszelakie niczym wygłodniały kornik drewno. Miałam także zwyczaj prowadzenia zapisków rozmaitych - zeszyty wypełnione mniej i bardziej inteligentnymi przemyśleniami własnymi oraz ogromna ilością najrozmaitszych cytatów z dzieł czytanych. Te wersy z wiersza Staffa też się tam znalazły, bo doskonale wyrażały wówczas moje odczucia. Jak się okazuje - lata płyną, a odczucia się nie zmieniły.

Snułam się po moim niewielkim mieszkaniu niczym sfrustrowane zombie mamrocząc do siebie mową wiązaną i udając przed sobą, że jeszcze chwilka, a się uspokoję i zabiorę do pracy. O święta naiwności! Serce swoje, rozum swoje - weź tu człowieku przygotuj się do zajeć ze studentami w takich okolicznościach.

Sięgnęłam w końcu po gitarę i zaczęłam brzdąkać utwór ułożony przez Toksycznego Dżentelmena.

Kto wie... Może to te dźwięki, może odmienny nagle rytm wystukiwany przez krople deszczu na szybie, może Staff, a może jeszcze coś innego, ale niespodziewanie negatywne emocje zniknęły, jak gdyby ktoś wytarł je do czysta gąbką. I zaczęłam się śmiać. Śmiać bez powodu, śmiać bez ładu i składu, ot tak, po prostu, bo poczułam nagłą lekkość na sercu i w głowie. "Baruch Haszem! Baruch Haszem!" - powiedziałam do siebie śmiejąc się dalej i ciesząc się z tego śmiechu.

Może to właśnie najważniejsze dla mnie w mojej kulawej religijności - że mogę k(K)omuś podziękować za takie chwile, nawet jeśli nie wierzę w to, by ów k(K)toś rzeczywiście w nadprzyrodzony sposób ingerował w moje życie, wpływał na samopoczucie i rozwiązywał problemy. Baruch Haszem zatem.

A melodia, mam nadzieję, spodoba się i Wam.

Ot, takie plątanie werbalne bez ładu i składu przy okazji wtorkowego przedpołudnia.

wtorek, 23 marca 2010, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
evek
2010/03/23 17:30:42
mi tam się podoba- i melodia i wpis! :O)
-
2010/03/24 06:15:31
.. Trujące Opary w wielu przypadkach bywają doskonałym feromonem, ba, wręcz afrodyzjakiem dla serc nastolatek .. umysł, skoro taki mądry i spostrzegawczy, niech sobie dzisiaj radzi sam, zamiast uciekać się do pustego śmiechu .. skoro nie dał Ci szansy piętnaście, dwadzieścia lat temu, zamieniając Cię w wygłodniałego kornika, to za przeproszeniem, niech się teraz nie wpierdala .. :)
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2010/03/24 10:45:32
Brakuje mi pewności czy "toksyczność" pasuje do "gentlemanerii". Nazywasz go nieco na wyrost ;-)
Muzyczka nudnawa.
W tych "sprawach" droga na zbyt daleko idące kompromisy potrafi niszczyć ...
Cieplutko pozdrawiam .
-
2010/03/24 18:08:49
ja sie oczywiście muzycznie nie znam, odróżniam tylko to, co mi się podoba, od tego, co przeciwnie. Słuchajac Twojego kawałka (pełne słońce, z 15 stopni, schody od Firmy, bo klucze zostały w domu, ale Posiłki były w drodze) odleciałam daleko, jakieś 15 lat, do Soliny, kiedy to też padał sakramencki deszcz, na drogach i dróżkach były tabuny winniczków, a myśmy byli piękni, młodzi, szczęśliwi, niezwykli i ciekawi świata, a skay was the limit...
Bosz, sentymentalna sie robię, jak diabli.