Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Klepiąc biedę

Poklepałam Biedę po ramieniu chyba głównie z wdzięczności za to, że nie przyprowadziła ze sobą kuzynki Nędzy. Zaproponowałam kawę i herbatę. Ciastka niech Bieda sama sobie kupi, jak chce. Mnie na nie nie stać.

No dobrze, pewnie przesadzam. Prawdziwa bieda wygląda inaczej. Przesadzam z powodu Frustracji, która zamieszkała ze mną na dobre od stycznia. Frustracja jest na tle finansowym i nie zapowiada się, by w najbliższym czasie miała zamiar się wyprowadzić. Jej przyczyny bowiem nie leżą w moim postrzeganiu rzeczywistości - które mogłabym zmienić, gdyż mam na nie wpływ - ale w samej rzeczywistości, na którą wpływu nie mam żadnego.

Margot1976 zapytała, czy strajkuję. Czy polskie media istotnie trąbiły o protestach studentów i pracowników akademickich w Kaliforni? Tutejsze nie poświęciły im wiele uwagi. W końcu to tylko Kalifornia, jeden stan z wielu i to stan, którego nienajlepsza sytuacja gospodarcza nie jest żadną nowością. Tak, ludzie związani z kalifornijskim uniwersytetem wyszli na ulicę protestować przeciwko wzrastającym kosztom wyższego wykształcenia. Koszty wzrastają jednak wszędzie, nawet jeśli nie po równo. W końcu mamy kryzys.

Kryzys dotyka wszystkie stanowe uczelnie, także Indiana University. I niestety kryzys dotyka także studentów. Exemplum - ja.

Może nie najlepsze ze mnie exemplum, gdyż moją sytuację finansową określa kilka czynników, z których niektóre nie mają zupełnie nic wspólnego z kryzysem.

Zacznę od tego, który ma - płaca. Jestem doktorantem i jak wielu innych doktorantów utrzymuję się dzięki świadczeniu usług na rzecz uczelni. Usług edukacyjnych rzecz jasna - prowadzę zajęcia, sprawdzam prace pisemne i egzaminy etc czyli pracuję jako tzw. Assistant Instructor lub Teaching Assistant. Za tę pracę otrzymuję wynagrodzenie netto w zawrotnej kwocie ok. 1000 dolarów miesięcznie (fakt, że od tego dochodu odprowadzany jest podatek doprowadza mnie niezmiennie do śmiechu nieco wisielczego) plus uczelnia płaci za moje marne (marne, bo niewiele pokrywające) ubezpieczenie zdrowotne.

Czy wszyscy AI/TA dostają tak nędzne pieniądze? Nie. Płaca dla Student Academic Appointees w każdym wydziale ustalana jest przez władze College of Arts and Sciences. Nauki ścisłe dostają więcej niż humanistyka. W ramach humanistyki wiecej dostają angliści niż filozofowie. Filozofowie dostają więcej niż religioznawcy. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Wiele zależy tutaj od mniej lub bardziej skutecznego lobbowania profesorów danego wydziału. Innymi słowy - kto kogo zna i jak długo, kto kogo bardziej lubi, a kogo nieco mniej itp.

Mój wydział podobno radził sobie z tym lobbowaniem całkiem nieźle i byliśmy już na świetlanej ścieżce ku podwyżce dla AI/TA. Ale tu pojawił się Kryzys. Kryzys oznacza konieczność oszczędzania, a na kim lepiej oszczędzać niż na doktorancie, który i tak przecież na wydziale zostanie, jeśli mu na doktoracie zależy. Idea podwyżki odeszła w niebyt.

Ściśle rzecz biorąc podwyżki nie było dla nas już od paru ładnych lat. Tak się jakoś dziwnie składa jednak, że o ile, powiedzmy, dwa lata temu w Bloomington dawało się przeżyć za 1,000 dolarów miesięcznie, o tyle aktualnie nie jest to już możliwe. Ceny rosną czy co?

Jest moim marzeniem, żeby wszystkim członkom władz College of Arts and Sciences przyznać moje wynagrodzenie na czas, dajmy na to, dwóch miesięcy. Niech spróbują związać koniec z końcem. Może wtedy by zmądrzeli? Albo niech profesorom płaci się tyle samo za prowadzenie zajęć co mi. Może wówczas dostrzegliby, że wykonywana przez nas praca warta jest nieco więcej? A może rzeczywiście powinnam zastrajkować?

Mrzonki tego typu nie zagłuszą jednak skrzeczącej rzeczywistości. A skrzeczy sobie dziarsko i głośno drugi czynnik określający moją finansową sytuację - mianowicie moja studencka wiza F1. Studencka wiza jest dla studentów. Studenci przyjeżdżają do Stanów nie po to, żeby zbijać majątek, ale po to, by wytrwale studiować. Wiza F1 nie pozwala więc na szukanie zatrudnienia. Pozwala na pracę jedynie na kampusie danej uczelni i jedynie w wymiarze 20 godzin tygodniowo.

Efekt końcowy - w tym semestrze prowadzę całkiem zwykłe zajęcia, mam 41 studentów, prace pisemne, egzaminy itp. Oficjalnie zatrudniona jestem właśnie na te 20 godzin. Płacą mi za to $1,000 i nie mam możliwości legalnego zatrudnienia dodatkowego. Nielegalne pozostaje opcją, ale teoretycznie jedynie, bo taką pracę znaleźć w małym mieście nie jest łatwo.

Mam dach nad głową. Mam co jeść i mam nawet internet. Nie jestem więc tak naprawdę biedna. I naturalnie mogłoby być gorzej - w Polsce za prowadzenie zajęć dydaktycznych nie dostawałam ani grosza i gdyby nie to, że Rodzice zgodzili się mieć mnie na swoim utrzymaniu przez cztery dodatkowe lata, nigdy bym doktoratu nie napisała.

Mogłoby zatem być gorzej. Jakoś mnie to jednak nie pociesza. Właśnie zapłaciłam wszystkie miesięczne rachunki, ilość pieniedzy na koncie stała się znikoma, a kalendarz pokazuje mi, że jest dopiero początek miesiąca. I szlag mnie trafia.

niedziela, 07 marca 2010, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
andsol-br
2010/03/08 00:42:30
To wygląda na ciekawe rozwiązanie. Jak człowieka trafi szlag, to nie musi jeść.

Ale jeśli wisielczy humor jest prawem tylko gospodarza a nie gości, to ja bardzo przepraszam, nakładam garnitur i przynoszę czarne kwiaty kondolencji. Dla takich jak Ty nie ma pożyczek paruletnich?
-
kakofonia
2010/03/08 01:31:58
Masz rację, że szlag nie jest złym rozwiązaniem. Może nieco radykalnym, ale za to załatwia wszystkie problemy za jednym zamachem!

Boję się pożyczek. Głównie dlatego, że jeśli nie dostanę tutaj pracy po obronie doktoratu, to wrócę do Polski i wtedy co? Jak ja spłacę jakiś kredyt w dolarach? Nie wiem też czy jakąś bym dostała. Karty kredytowej dotychczas mi się dostać nie udalo - za małe dochody...
-
sporothrix
2010/03/08 04:45:22
A może dotrwaj do obrony i przyjeżdżaj do nas :-) (pjc.georgetown.edu/ - czy to mogłoby być interesujące?)
-
2010/03/08 13:35:50
Hm, to jest noteczka niejako na moje zamówienie...
Smutne to, choć tyle w tym dobrego, że masz dach nad głową, co jeść i internet. Ale wkurwiające nieodmiennie, niezależnie od kraju jest tępa wiara "czynników dzielących pieniądze", że wykształceni ludzie, w tym szczególnie pracownicy naukowi, gardzą pieniędzmi. I mają malutkie żołądki i malutkie potrzeby. Poza głodem wiedzy...
Ja Twoją frustrację rozumiem o tyle, że na moim koncie tkwi listopad, a w kalendarzu mamy marzec...
-
2010/03/08 15:16:30
Kakofonia ...po pierwsze schować do małej skrzyneczki i wcisnąć pod łóżko swój ideał o domku z ogródkiem pełnym kwiatów i zastąpić go jakimś ideałem ascezy [ czy w Judaizmie są takowe ideały ?...pewnie tak;)] Będziesz szczęśliwsza;). To tak na teraz , a później jak będziesz miała prestiżową , dochodową pozycję dającą masę pieniędzy i dom z ogrodem , dwa samochody [jeden na zakupy do marketu oddalonego o 200 m] to...wtedy się zobaczy .
-
anetacuse
2010/03/08 15:40:47
Sama byłam sama w podobnej sytuacji i o włos od porzucenia studiów. Chociaż nie można pracować więcej niż 20 godzin, można znaleźć różne stypednia niekoniecznie od uniwersytetu. Ja chodziłam od drzwi do drzwi po dziekanach szukając dodatkowych środków i tłumacząc im w jakiej jestem sytuacji. W rezultacie pomogli mi i dostałam dwa dodatkowe stypendia. Jedno też miałam od lokalnej polskiej organizacji. Trzeba patrzeć po mniejszościach kulturowych, po organizacjach filantropijnych, itp. Niektóre są przyznawane w konkursie, inne zależą od sytuacji materialnej, od wyników na studiach, byciam kobietą czy inną mniejszością itp. Szukanie zabiera czas, ale warto podzwonić, popytać, poszukać w gazetach. Acha, może teraz prawo się zmieniło, ale jak ja studiowałam, to przy wizie F1 można było pracować poza campusem i dodatkowe godziny jeśli się udowodniło "material hardship." Myślę, że w Twoim przypadku byłoby to łatwe do udowodnienia. Z całego serca życzę powodzenia.
-
kakofonia
2010/03/08 15:58:17
Sporothrix, jasne, że to by było interesujące! Jewish Studies w DC, mrrrr! Opcja jeszcze jest na UoMd. Też nie byłoby źle...

Margot1976, tu jest o tyle lepiej, że 1) jednak coś płacą, 2) bieda kończy się ze znalezieniem pracy. Wprawdzie profesorowie tutaj zasuwają jak prawdziwe mróweczki (przynajmniej ci, których znam), ale zarabiają pieniądze, a nie dostają jałmużnę.

Balaram, judaizm nie bardzo kocha ascetyzm. Ale jest takie stwierdzenie w Talmudzie, że Haszem nie znalazł nic lepszego dla Jisraela niż bieda (słabo szukał, moim zdaniem, ale to osobna sprawa). A ta bieda dlatego taka ponoć znakomita, że jak człowiek ma złamane problemami serca, to mu łatwiej się zbliżyć do Boga. Kompletnie pokopany pomysł, moim skromnym zdaniem. Ogródka wprawdzie nie mam, ale szarpnęłam się wczoraj na doniczki i worek ziemi - będę niebawem siać oregano, bazylię i nasturcje :-)

Anetacuse, dzięki za wskazówki! Nie bardzo wiem, jak się za to zabrać, ale poszukam i się porozglądam. Na razie wysmażam ostatni w tym sezonie wniosek o grant na przyszły rok. Nie lubię tego robić zresztą - polska mentalność szlachecka czy co? Czuję się wtedy, jak pudełko makaronu na półce w sklepie, które wdzięczy się rozpaczliwie do potencjalnych klientów posapując "kup mnie! no kup mnie!" :D
-
2010/03/08 17:44:02
to już tak trochę poza tematem
Na czym w ogóle polega to zbliżenie się do Haszem, do Boga w Judaizmie , o co w tym chodzi , czym to się w ogóle wyraża - przestrzeganiem tych wszystkich zasad ,czy może po prostu wypełnianie takiej tradycji żeby nadać jakiś sens życiu z wiarą ,ze to ma jakiś sens, jakimś doskonaleniem się moralnym, szukaniem Boga w modlitwie , jakiś rodzaj głębszej miłości i ufności wzgl. Wyższej Siły [Istoty?] i co za tym idzie wzgl. innych
Czym to w ogóle jest dla Ciebie? Jaka jest w ogóle Twoja osobista praktyka i doświadczenie zbliżania się do Haszem po iluś tam latach praktykowania Judaizmu? I kim[czym?] jest w ogóle Haszem podług Judaizmu , podług Twojej realizacji ? Warto było ?
Może jednak te pytania są zbyt osobiste żeby pisać o tym...
-
2010/03/09 17:17:07
Trzymam mocno kciuki, by tobie się wszystko udało!

Pozdrawiam serdecznie
Marcin
-
kakofonia
2010/03/09 19:30:14
Dziękuję, Marcinie :-)

Balaram, nie, to nie jest zbyt osobisty temat. Jest natomiast bardzo obszerny, a ja szczerze mówiąc za mało jeszcze przeczytałam, żeby się autorytatywnie wypowiadać, że w judaizmie wygląda to tak-a-tak. Mogę powiedzieć co do dla mnie oznacza - i to aktualnie, bo przecież się zmieniam - ale niewiele więcej. Mam jeszcze kupę rzeczy do nauczenia - zapoznania się, wiesz, jak ta mrówka w stogu siana ;-)
-
2010/03/09 20:57:35
No to jak to jest aktualnie:? Na teraz ? Kim na teraz jest Haszem? Co oznacza na teraz zbliżanie się do Haszem ? Czy mrówka czuje ,ze jej życie w stogu siana jest pełniejsze czy też wpadła w rutynę ?
-
2010/03/10 13:42:38
Na moje oko, życie mrówki obfituje w siano. I jest pełne siana. Po koniuszki mrówczych uszu.
-
Gość: Klu, *.chello.pl
2010/03/10 14:57:53
-- Margot! ostrożnie w slangu półświatka wyraz "siano"oznacza również środki płatnicze ;-)
-
2010/03/11 21:20:06
czyli że co...że Kakofonia kit wciska i zamiast klepać biedę , ma pełno sianka;) ale jako pobożna Żydówka chyba nie powinna kitu wciskać;)
-
2010/03/12 10:08:44
Pisząc "siano" nie miałam na myśli hajsu;-) Znaczy kasy. Jeno zwykłe siano składające sie z ususzonej trawy. NIe TEJ TRAWY, zwanej też Marianną ;-)
W tym znaczeniu ja też mam pełno siana. Konkretnie 2 paczki. (Nie 2 tysie, broń Istoto). Bo mam 2 morskie swinki (Nie dwie koderki, tylko zwykłe rozetki);-)

Jak widać, świat jest pełen skojarzeń i wieloznaczności;-)
-
kakofonia
2010/03/12 17:33:26
Jeszcze chwila i przestane nadazac za Waszymi metaforami :D