Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Reaktywacja

Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robieniu prawa jazdy w Stanach. Znajomy szczęśliwie jeżdżący samochodem po okolicy przekonywał koleżankę oraz mnie o tym, jak łatwo ten cenny dokument w tym kraju uzyskać i jak łatwo nauczyć się jeździć samochodem z automatyczną skrzynią biegów.

Po chwili zastanowienia znajomy spytał "Jak długo planujecie zostać tutaj? Bo w Polsce to jednak bez automatu..." Pytanie mnie zdzwiło. Następnie zaś zdziwiło mnie moje zdziwienie. Pytanie w końcu zupełnie sensowne. A jednak wydało mi się dziwnie bez sensu. Moją pierwszą reakcją były bowiem (niewypowiedziane głośno) słowa: "Jak to 'jak długo?' Przecież moje życie jest tutaj". "Hmm... Tutaj? Sekundę" - toczyły się dalej myśli. "No tutaj, tutaj" - nieco śmielej zabrzmiał wewnętrzny głos. Wewnętrzny głos podświadomości, podejrzewam. Najwyraźniej podświadomie już te kości rzuciłam.

W Skype'owej rozmowie Brat przypomniał mi, że już jakiś czas temu, żegnając się z Rodziną na warszawskim lotnisku przed lotem za ocean stwierdziłam, że czuję się tak, jak gdybym wracała do siebie. Nie jak gdybym wyjeżdżała, ale właśnie wracała do siebie.

W sumie trudno się temu dziwić. W sierpniu minie pięć lat od mojego przyjazdu do Stanów. Szybko zleciały te lata, bo czas ma to do siebie, że w mojej percepcji w ogóle pędzi przed siebie jak szalony, zupełnie jak gdyby miał do czego tak pędzić, zupełnie jak gdyby miał w tym jakiś cel. Niemniej - pięć lat to nie jest nic. Zdążyłam się przyzwyczaić do bycia tutaj, nawet jeśli zarówno sama Ameryka, jak i Amerykanie w znacznej mierze pozostają dla mnie niezrozumiali. Zdążyłam się zadomowić także w sensie zupełnie dosłownym, nawet jeśli co jakiś czas muszę się przeprowadzić z jednego mieszkania do drugiego.

Podejrzewam, że ten proces wrastania w amerykańską rzeczywistość był i jest powiązany z faktem, że mój dom w Polsce przestał istnieć w pewnym ważnym sensie. Oczywiście, w Polsce jest moja Rodzina, w Polsce są moi bliscy. W Polsce nie ma jednak już miejsca, które nazywałam domem - nie ma już mieszkania przy ulicy Prądzyńskiego, w którym spędziłam większość życia.

Urodziłam się w warszawskim szpitalu Wolskim. Ze szpitala do domu było blisko - 5-10 minut spacerem. Pokonałam tę drogę jako niemowlę zapewne niesiona przez kogoś. W kolejnych latach przechodziłam tamtędy niezliczoną ilość razy. W drodze do szkoły podstawowej, w drodze do liceum, w drodze do sklepu, na przystanek autobusowy... Okolice Dworca Zachodniego i Szpitala Wolskiego - to była moja przestrzeń, której centrum stanowiło duże mieszkanie w bardzo starej kamienicy. Tyle że tego domu już nie ma. Najpierw wyprowadziła się Siostra. Potem Brat. W końcu musieli się wyprowadzić moi Rodzice wraz z Kotem. Spakowali dom w pudła, przewieźli w inne miejsce. Mnie przy tym nie było. Nie pożegnałam się z krzywymi ścianami naszego mieszkania. Nie pożegnałam się z raczej okropnym, ale dobrze znajomym podwórkiem. Nie pożegnałam się z niewielkim, ale miłym parkiem, w którym jako dziecko spędziłam długie godziny grając z Bratem w piłkę i w badmingtona.

I tak zniknął mój dom w Warszawie. Mój dom w Polsce. Oczywiście dom to nie tylko znajome ściany, meble i książki na swoich miejscach. Dom to ludzie. Nie potrafię jednak dziś powiedzieć, który z tych dwóch czynników jest ważniejszy. Może ostatecznie najważniejsze jest po prostu to, gdzie spędzamy większość naszego czasu? Nie wiem. Dla mojego Taty domem na zawsze pozostało mieszkanie, w którym się wychował. Śmiał się, że kiedy mieszkał już na Prądzyńskiego, zapytany o adres zamieszkania często w pierwszym odruchu mówił "Obozowa 31..." Ja w pierwszym i ostatnim odruchu mówię "416 E 2nd Street..."

A myśli te wszystkie w związku z nadchodzącymi w Polsce wyborami prezydenckimi, które - wyznaję bez bicia - obchodzą mnie w niewielkim stopniu. Poprzednimi przejmowałam się bardzo. Śledziłam z daleka kampanię wyborczą, złościłam się na polityków, a po ogłoszeniu oficjalnych wyników popadłam w stan lekkiej depresji zmieszanej z frustracją. Tym razem - hmm... Przegrana Hiszpanii w meczu ze Szwajcarią zrobiła na mnie większe wrażenie.

Kości zostały zatem rzucone?

Niewykluczone, że trzeba je kiedyś będzie rzucić jeszcze raz. O moim statusie w Stanach można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest permanentny. Zaledwie w maju groził mi przymusowy powrót do Polski z powodów finansowych. Być może więc trzeba będzie wrócić. Być może trzeba będzie przenieść się gdzieś indziej. Podświadomość jednak podjęła swoją decyzję - moje życie jest tutaj.

Muszę tylko pamiętać, że wedle innej wersji losów Juliusza Cezara słowa wypowiedziane przez niego nad brzegiem Rubikonu brzmiały "albo rybka albo pipka".

PS: Jakkolwiek moje życie nigdy nie osiągnie stopnia organizacji, porządku i stabilności tak wysokiego jak te sfotografowane przeze mnie jakiś czas temu staniki, to jednak potrzeba ubierania doświadczeń w słowa i dzielenia się z nimi za pośrednictwem bloga powróciła. Wysuwam więc ponownie nieśmiało mackę mojego bytowania w Waszą stronę, pukam w drzwi i pytam "jest tam kto?" A może raczej "anybody home?"

brascape (rural life)

piątek, 18 czerwca 2010, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Jest lato, niestety

    Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim

  • Bez ładu i składu

    O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni wiosenny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, dżdżu krople padają i tłuką w me okno... Jęk szklany... płacz szklany...

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
kang-aroo
2010/06/18 18:20:40
Może czas zaciągnąć się do wojska jankieskiego? Gwarantuję, że się tam odnajdziesz.

Pozdro.
-
anetacuse
2010/06/18 19:09:22
Witaj z powrotem. Jak miło, że wróciłaś :).
-
2010/06/18 19:20:09
o matko :-O !...no fajnie ,ze jednak się zdecydowałaś !
W sumie nie myślałem o sobie ,ze jestem sentymentalny . A jednak kiedy ostatnio - od dłuższego czasu - przyjechałem do babcinowej wsi -gdzie spędzałem wakacje-oj Boże , serce mocniej zabiło , płuca intensywniej wchłaniały powietrze, wzrok chłonął widoki , a dłonie dotykały to drewnianej stodoły , to brzegów książek -zapamiętanych z dzieciństwa, to starego przedwojennego krzesła , no i ten piec kaflowy ...jego dotyk ...no po prostu intensywność wrażeń. Nawet jakbym tego nie chciał ...to to serce mocniej bije i już ...słońce zachodzi tam dużo piękniej , las pachnie mocniej ...Warszawa , Berlin nie ma dla mnie az takiej różnicy , na wiele sposobów wolę Berlin ...Wrocław i tamte rejony w które ostatnio zawitałem są mi obojętne ...a jednak ten wschód Polski po prostu kocham ...cerkiew , dalej kościół , a zaraz synagoga . Czy chcę czy nie te sentymenty po prostu istnieją ...no można zrozumieć Mickiewicza;-)
-
2010/06/18 19:30:19
a tak swoją drogą ...przyznam ciekawi mnie co z Twoim Judaizmem i nie jedzeniem młodszych braci;-) ?
-
Gość: Agnieszka Drummer, *.zone2.bethere.co.uk
2010/06/18 21:43:02
No coś takiego! Jak to dobrze, że nie skasowałam tego bloga z RSS-u ;-)!
Bardzo miło mi tu czasem zaglądać!
Pozdrawiam,
AD
-
evek
2010/06/18 23:25:06
Welcome Back! ;O)
-
andsol-br
2010/06/19 00:26:26
O, widzisz. Wszystko się dobrze kończy jeśli się nie kończy.
-
2010/06/19 23:51:46
Cudownie!
Cieszę się z Twojej reaktywacji..
Bo czekałem... ;-)
Pozdrawiam!


-
Gość: to ja, *.net
2010/06/20 02:18:39
Miło, że wróciłaś. I miło że widze kolejne podobieństwo: Polska polityka tez mnie juz nie rusza, choc potrzebowalem 3x tyle za granica by sobie to uswiadomic. Nie mój cyrk, nie moje małpy, ale popatrzec mozna wszak wesoło jets.

PS: Badmintona ;)
-
Gość: palulina, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/06/20 10:13:34
:)
-
2010/06/20 14:26:17
Bardzo się cieszę, że moja ulubiona bloggerka znów pisze :)
-
2010/06/21 20:30:22
Rozumiem Cię i witam z powrotem :)
-
2010/06/22 11:37:09
Kakofonio, bardzo się cieszę, że zdecydowałaś jednak do nas wrócić. I mam nadzieję, że będą następne wpisy. Nie ujawniałam się dotąd, ale przeczytałam któregoś dnia cały blog i kiedy dowiedziałam się, że zawieszasz blog, zrobiło mi się smutno.
Lubię Twoje zdjęcia i zawsze czekam na wpisy o judaizmie. Kiedy opowiadają o nim Żydzi, którzy wychowali się w tej religii od dziecka, to nie widzą pewnych dla nas obcych i fascynujących aspektów, a turyści opisują często bez zrozumienia znaczenia rzeczy, które widzą.
-
kakofonia
2010/06/22 18:20:42
Bardzo Wam serdecznie dziękuję za miłe słowa powitania. Tak, następne wpisy będą z pewnością. Niech tylko się skończy faza grupowa mistrzostw. Aktualnie mecze zajmują mniej więcej 75% mojej uwagi ;-)

Wojsko - jankieskie czy inne - stanowczo odpada. Jedyną możliwą zaletą bycia w wojsku jest to, że znika problem "co na siebie włożyć". Cała reszta odpada. Poza tym ja gubię się i odnajduję periodycznie i całkiem mi z tym dobrze.

Mój judaizm i wegetarianizm mają się dobrze. Jakiś czas temu znajoma kusiła mnie wspaniałym pieczonym kurczakiem, ale nie udało jej się mnie złamać. Z judaizmem sprawy są bardziej rzecz jasna złożone :D

Balaram, piękne są czasem takie powroty. Jeśli ma się do czego wracać.
-
2010/06/23 21:33:22
to wszystko wydaje się być powrotem do niewinnego i beztroskiego dzieciństwa...kiedy promienie słońca wpadające przez okno miały takie znaczenie , grusza , jabłoń , ławeczka na której siedziała Babcia ...a np. pieniądze nie miały aż takiego znaczenia... chyba dlatego to wszystko smakuje zupełnie inaczej ...i to słońce jest zupełnie inne , niby to samo ale no zupełnie inne, zdecydowanie bardziej :)...choć teraz z dużo większym wyrazem nostalgii
-
Gość: Goldie, *.mimuw.edu.pl
2010/06/25 10:09:49
O, miło, że znów jesteś!
-
Gość: Goldie, *.mimuw.edu.pl
2010/06/25 10:10:14
O, miło, że znów jesteś!
-
Gość: Goldie, *.mimuw.edu.pl
2010/06/25 10:10:47
O, miło, że znów jesteś!
-
Gość: Goldie, *.mimuw.edu.pl
2010/06/25 10:11:19
O, miło, że znów jesteś!
-
2010/06/25 11:02:33
Jakaż miła niespodzianka (właściwie spodziewanka, bo nigdy nie wierzyłam, że to koniec, finito, amen)! :)
Cieszę się ogromnie i czekam na więcej.
-
2010/06/26 01:01:02
Wróciłaś! :)
-
ukryta
2010/06/26 21:13:59
melduję, że jestem :)

niestrudzenie i niezmiennie :)

ściskam nieśmialo
-
2010/06/28 01:32:16
ale fajnie , ze znowu piszesz ...
-
Gość: agata, *.adsl.alicedsl.de
2010/06/28 23:20:44
juhu, super))
-
hjuston
2010/06/30 18:45:53
super, ze znowu piszesz
-
aniabuzuk
2010/06/30 21:50:47
Aaaa, witamy z powrotem!
-
2010/06/30 22:09:11
bardzo się cieszę, że wróciłaś :)
-
Gość: Krister, *.centertel.pl
2010/06/30 22:16:36
Wiedziałem, że wrócisz. Może dlatego, że nie chciałem uwierzyć, iż zrobisz nam coś takiego - odejście - na stałe.
-
Gość: Amparo, *.toya.net.pl
2010/07/24 08:30:55
O!
-
Gość: Frank, *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net
2014/01/08 17:21:34
zdaje mi sie, ze sa zawody w zielona karte, mozesz startowac, tak zrobila znajoma po dlugich 5 latach nielegala i wygrala, dzis juz ma obywatelstwo.
jestem tu pierwszy raz, znalazlem odsylacz na stronie wpolityce.pl i poczytam wiecej majac czas. tygodnik opiniotworczy prawej strony. teraz jak widze mozna wiele interesujacych rzeczy czytac i sluchac i ogladac. monotematy oficjalow, jedynostrymow sa przerazajaco wymiotne. mieszkam w chicago, ewangelikiem jestem znaczy lutrem jak sie tu mowi, choc korzenie mam mieszane, zagladam do synagogii, oni to szanuja. dam ci plaster faworyta na dalsze poznawanie, wiec prosze wpisuj. polaka i polactwa w sobie nie da sie latwo wymazac w oczach innych.