Ponownie na Midweście
Blog > Komentarze do wpisu
Jest lato, niestety

Krótko po przebudzeniu, owinięta niebieskim szlafrokiem i całkiem rozczochrana wyszłam z mieszkania na nasze niewielkie podwórko, by odetchnąć świeżym, rześkim powietrzem poranka. O święta naiwności! Jaka tam świeżość! Gdzie rześkość!

W Bloomington nie ma aktualnie powietrza. Jest raczej coś na kształt ciepłej zupy. Powietrze jest bowiem gęste, ciężkie, lepkie i gorące. Porównanie do zupy wydaje się o tyle trafne, że zupą raczej trudno jest oddychać. Stałam więc na podwórku i dyszałam niczym ryba wyciągnięta z wody. Niezależnie od tego, ile powietrza udawało mi się wciągnąć do płuc, było go za mało. Wniosek - powietrza w powietrzu nie ma, jest wyłącznie zupa.

Nie jest to pierwszy dzień tej upiornej pory roku zwanej latem, w którym regionalne władze wystosowały ostrzeżenie dotyczące warunków atmosferycznych takiej oto mniej więcej treści: "Siedź w domu, dobry człowieku, i nigdzie nie łaź co najmniej do godziny 8 wieczorem". Prawdę mówiąc po tej godzinie nie będzie wiele lepiej. Owszem, słońce będzie już mniej grzało, a w końcu nawet całkiem zniknie z pola widzenia, ale na temperaturę i poziom wilgotności będzie to miało wpływ znikomy. Nagrzane ulice, nagrzana ziemia, nagrzane chodniki, ściany domów - wszystko zacznie oddawać ciepło i nadal będzie nie do wytrzymania.

Serwis pogodowy informuje mnie, że odczuwalna temperatura w dniu dzisiejszym przekracza 40 stopni. Bardzo podoba mi się amerykański obyczaj podawania temperatury odczuwalnej. Jest to oczywiście zawsze jakieś tam przybliżenie, ale nawet przybliżeniem będąc daje lepsze niż sama temperatura powietrza wyobrażenie o tym, co czeka mnie po przekroczeniu progu mieszkania. Temperaturę odczuwalną wylicza się biorąc pod uwagę temperaturę powietrza oraz względną wilgotność. Generalnie - im wyższa względna wilgotność, tym bliżej jestem stanu całkowitego zawieszenia władz poznawczych oraz wszelkich innych. Im dłużej zaś utrzymuje się połączenie wysokiej wilgotności z wysoką temperaturą, tym bardziej skłaniam się ku założeniu kościoła Czcicieli Klimatyzacji.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że są na świecie miejsca jeszcze cieplejsze, o jeszcze bardziej upiornych warunkach pogodowych. Nie w tym jednak rzecz. Co mnie zastanawia to fakt, że zanim znalazłam się w Stanach, nigdy nie przyszło mi do głowy, że lato tutaj może być tak gorąco-wilgotne.

Powód tego stanu rzeczy to naturalnie ignorancja. A wystarczyło popatrzeć na mapy. Na przykład na taką jak ta przedstawiająca w zarysie strefy klimatyczne Stanów Zjednoczonych:

Z mapki tej widać jasno i wyraźnie, że Indiana znajduje się w strefie wilgotnego klimatu kontynentalnego. Cecha dodatkowa - ciepłe lata. Sama przyjemność dla chłodnolubnej zasadniczo mojej skromnej osoby.

Spoglądając dalej na mapkę, można zobaczyć, że Waszyngton, DC znajduje się w innej strefie klimatycznej - otóż mamy tam klimat nie tylko wilgotny, ale na dodatek subtropikalny. Istotnie, lato w Waszyngtonie jest gorsze niż w Bloomington, a co gorsza zaczyna się wcześniej. O ile w Bloomington w czerwcu zdarzają się piękne, ciepłe, słoneczne i suche dni, o tyle Waszyngton w czerwcu - a bywa że i w maju - przypomina już wilgotny piec.

Nowy Jork jest na północ od Waszyngtonu. Nie dość na północ jednak, by uciec przed wysokim poziomem wilgotności. Pamiętam z Nowego Jorku całkiem przyjemne dni letnie, z temperaturą odczuwalną w granicach 35 stopni Celcjusza. Pamiętam jednak również takie, w których nie sposób było wyjść z klimatyzowanego wnętrza. Swoją drogą, jak to się człowiekowi zmienia postrzeganie rzeczy. Dawnymi czasy, jeszcze w Polsce, mianem "upalnego" określałam dzień, w którym temperatura przekraczała 27 stopni...

W każdym razie przyjeżdżając do Stanów znajdowałam się w stanie błogiej nieświadomości. Nie trwał on długo. Ściśle rzecz biorąc zakończył się dość brutalnie w chwili, kiedy pierwszy raz wyszłam z klimatyzowanego wnętrza terminalu lotniska w Indianapolis w sierpniu 2002 roku. Wyszłam i tchu mi zabrakło. Przez chwilę nie byłam w stanie oddychać.

Myśląc o moim szoku klimatycznym zastanawiam się, dlaczego na filmach, których akcja toczy się w Stanach, nie widzimy ludzi zalewających się potem. Dlaczego w filmach Woody'ego Allena nie ma nowojorczyków tonących we własnym pocie na Piątej Alei? Dlaczego bohaterowie CSI Miami zawsze wyglądają świeżo i to pomimo tego, że łażą po słońcu w środku lata i to w dodatku w marynarkach?! Dlaczego w scenach, dajmy na to, z Houston nie widać teksańczyków roztapiających się w upalnym słońcu?

No cóż, wiedzy o świecie zasadniczo z filmów czerpać nie należy. A w lato należy być całkiem gdzie indziej niż strefa wilgotnego klimatu kontynentalnego.

poniedziałek, 19 lipca 2010, kakofonia

Polecane wpisy

  • Sierpień miesiącem przeprowadzek

    Plączą mi się po głowie różne hasła w rodzaju "Kwiecień miesiącem trzeźwości" czy "Luty miesiącem higieny osobistej", a dzieje się tak dlatego, że aktem własnej

  • Reaktywacja

    Kości zostały rzucone, powiedział ponoć Juliusz Cezar przekraczając wiadomą rzekę. Przypomniały mi się te słowa Cezara jakiś czas temu. Kontekst: rozmowa o robi

  • Bez ładu i składu

    O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni wiosenny i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, dżdżu krople padają i tłuką w me okno... Jęk szklany... płacz szklany...

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
evek
2010/07/19 08:50:39
a ja bym się też spytała dlaczego ci, co już tu są, to nas nie ostrzegli jak to jest z tym latem?!!!!!

przyznaję się, że ja przed przylotem tu tez nie sprawdziłam. no bo po co, skoro u Woody Allena tacy rześcy latem... ;O)
-
anetacuse
2010/07/19 15:12:36
Oj, coś ta mapka chyba kłamie. Wg. niej u mnie powinien być "Humid Continental (cool summer) climate" a tymczasem lato mamy jak u Ciebie: upiornie parne i gorące. Tutaj latem nigdy się nie wysypiam, niezależnie od klimatyzatorów czy wiatraków. Reszta roku jest spoko, może nie licząc upiornie śnieżnej i mroźnej zimy ;).
-
kakofonia
2010/07/19 20:23:09
Hmmm... No to rzeczywiscie mapka lze. Ciekawe, bo wydawalo mi sie, ze upstate NY ma jednak nieco chlodniej. Choc nie wiem wlasciwie, dlaczego mi sie tak wydawalo, bo podobno i w Toronto lato potrafi byc upiorne. Moze wiec to jest raczej "Humid Continental (cool summer relatively to substropical) Climate" czy cos w tym rodzaju?