Ponownie na Midweście
niedziela, 31 stycznia 2010
Na mrozie

frozen

Jedna z rzeźb na naszym kampusie przedstawia Adama i Ewę. Stoją naprzeciw siebie z lekko wysuniętymi ramionami. Rzeźba szczególnego mojego zachwytu nie budzi, ale z tej perspektywy wydała mi się ciekawa.

sobota, 16 stycznia 2010
Kobieta z zakupami

woman carrying groceries

czwartek, 14 stycznia 2010
"Pakt z diabłem" - Pat Robertson i teodycea

Pat Robertson to ogromnie barwna postać amerykańskiej sceny publicznej. Urodzony w 1930 roku założyciel Christian Broadcasting Network i przedstawiciel amerykańskiego bardzo konserwatywnego chrześcijaństwa opowiada światu o panu Bogu i Ewangelii za pośrednictwem telewicji. Dość regularnie staje się również przedmiotem większych i mniejszych kontrowersji, szczególnie kiedy w prowadzonym przez siebie programie 700 Club przedstawia milionom (wedle Wikipedii CBN nadawane jest dziś w 180 krajach) swoich zwolenników rozmaite interpretacje bieżących wydarzeń. Teraz postanowił powiedzieć coś na temat tragedii na Haiti.

Coś się wydarzyło dawno temu na Haiti i ludzie mogą nie chcieć o tym mówić. [Haitańczycy] Byli pod władzą Francuzów, wiesz, Napoleon III i ktoś tam. Zebrali się razem i zawarli pakt z diabłem. Powiedzieli 'Będziemy ci służyć, jeśli pomożesz nam pozbyć się księcia'. Prawdziwa historia. I diabeł powiedział 'W porządku'. I wypędzili Francuzów. Haitańczycy się zbuntowali i jakoś się wyzwolili. Ale od tego czasu ciągle spadały na nich jakieś nieszczęścia.

Tyle głębokiej analizy historycznej ze strony Pata Robertsona. Oczywiście nie o analizę ruchu wyzwoleńczego jednak tu chodzi, ale o religijną interpretację straszliwej katastrofy. Wyjaśnienie jest jasne - pakt z diabłem. W domyśle - teraz pan Bóg Haitańczyków za pakt ów każe.

Zawrzało natychmiast w amerykańskiej blogosferze, na Facebooku i Twitterze. Słowo "skandal" odmienianie byłoby przez wszystkie możliwe przypadki, gdyby język angielski przypadki miał.

To nie pierwsza tego rodzaju wypowiedź Robertsona. Po zamachach 11 września telewizyjny ewangelizator zwrócił się na antenie wprost do Boga:

Zgrzeszyliśmy przeciwko Bogu Najwyższemu, na najwyższych szczeblach naszej władzy. Wsadziliśmy palec w Twoje oko. Sąd Najwyższy obrażał Cię raz po raz, Panie. Zabrali Biblię z naszych szkół. Zabronili małym dzieciom się modlić. Odebrali wiedzę o Bogu, jak tylko mogli i teraz różne organizacje przyszły do sądu, żeby usunąć wiedzę o Bogu z publicznej sceny Ameryki.

Roberston w swoich poglądach nie jest osamotniony. Podzialają je nie tylko, jak można podejrzewać, jego wierni widzowie i fani. Podobne głosy można usłyszeć także w innych religijnych rejonach. Na przykład w ultraortodoksyjnym judaizmie.

Kiedy Nowy Orlean został zdruzgotany huraganem Katrina rabin Owadia Josef oświadczył, że jego mieszkańcy musieli zgrzeszyć przeciwko Bogu. Nie snuł żadnych teorii na ten temat, grzechów nie wymieniał i nie sugerował żadnego paktu z diabłem, ale ostatecznie odpowiedź na pytanie o przyczynę kataklizmu podał podobną - grzech. Gdzie jest cierpienie, jest kara. Gdzie jest kara, tam był grzech.

Tego rodzaju wypowiedzi mogą budzić skądinąd zrozumiałe oburzenie. Trudno jednak zaprzeczyć temu, że sposób myślenia, którego są wyrazem, ma swoje miejsce w żydowskiej tradycji. W Talmudzie R. Ammi stwierdza stanowczo:

Nie ma śmierci bez grzechu i nie ma cierpienia bez grzeszności. [Szabat 55a]

Są takie konstrukcje świata, które praktycznie wykluczają istnienie tego, co większość z nas nazywa naturalnymi katastrofami - takie, wedle których, nawet za taką, pozornie "naturalną", katastrofą stoi Bóg czy inna transcendentna siła. Istotnie, jeśli przyjmiemy, że Bóg w ogóle w naszą rzeczywistość ingeruje, to ciężko będzie nam znaleźć dobre argumenty na rzecz przekonania, że owszem ingeruje, ale tylko wtedy i tylko w taki sposób, jaki nam się podoba.

Z ideą Boga czyniącego coś, co w naszych oczach jest okrutne, mamy jednak duży problem. Czasem zastanawiam się, czy rzeczywiście nie ulepiliśmy sobie Boga takim, jakim chcemy Go widzieć. Tak sugerował Feuerbach - człowiek wziął te cechy własne, które sobie najbardziej ceni i rozdymając je do nieskończoności stworzył z nich Boga. I teraz siedzi sobie taki dobrotliwy Starszy Pan o ciepłym spojrzeniu na wielkim tronie daleko w chmurach...

Może powinniśmy przemyśleć naszą ideę Boga mając w pamięci słowa proroka:

Ja tworzę światło i stwarzam ciemności,
sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę.
Ja, Pan, czynię to wszystko. [Iz 45:7]
21:26, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (12) »
Pozwolę sobie pogratulować

Pozwolę sobie pogratulować sobie, a z Wami podzielić moją radością i zaprosić Was na otwarcie pewnej wystawy.

Wystawa będzie miała miejsce w waszyngtońskiej LongView Gallery, a pokazanych na niej zostanie 47 fotografii wybranych spośród ponad tysiąca.

Głównym organizatorem wystawy są wydawcy świetnego bloga DCist stanowiącego część większej sieci (jest i Bostonist, i Chicagoist, i Torontoist...). Kilka lat temu wpadli oni na pomysł, by poprosić czytelników o dzielenie się z nimi zdjęciami z miasta i okolic. Z tego pomysłu narodziła się na Flikr grupa DCist Photos. Dołączyłam do niej latem ubiegłego roku, kilka z moich zdjęć ukazało się na blogu.

Od trzech lat członkowie tej grupy mogą zgłaszać zdjęcia na wystawę. Z roku na rok chętnych jest coraz więcej. Z roku na rok coraz więcej osób przychodzi również oglądać wystawę, która stała się już znaczącym elementem kulturalnego życia Waszyngtonu.

W tym roku, w marcu, goście na wystawie zobaczą między innymi to oto zdjęcie:

the joy of it

Zapraszam zatem!


Design by Lynne Venart; photo by Angela Kleis

A tu można obejrzeć pozostałe wybrane zdjęcia: The DCist Exposed 2010 Winners

niedziela, 10 stycznia 2010
Czarno-biały

W skutek poważnych dolegliwości Jego Krągłość zmienił się w Jego Szczupłość, ale nadal panuje niepodzielnie - zarówno domem, jak i moim sercem. Nie będę ukrywać - już za nim tęsknię.

filled with wonder

sobota, 09 stycznia 2010
W drodze powrotnej

Powrót do Bloomington zajął mi 3 dni. Nie ma to jak śnieg i zagrożenie terrorystyczne.

Ale przynajmniej udało mi się zrobić niezłe zdjęcie na lotnisku we Frankfurcie, które w poniedziałek wypełnione było podróżnymi oczekującymi - z coraz mniejszą nadzieją - na możliwość wylotu.

layover

sobota, 02 stycznia 2010
Z dawnych czasów

Najlepiej zacząć nowy rok od odrobiny poezji. I to romantycznej, a jednocześnie zakorzenionej w rzeczywistości czasu, w którym powstała.

On i Ona – ballada współczesna

Noc ciemna w koło,
Wiatr zimny dmucha.
Na skrzydłach zimy
gra zawierucha.
W poświstach wiatru
jęk straszny kona.
Słuchajcie dzieci –
Był on i ona...

Ona – urocza córka rzeźnika,
On – tyrał w Społem za izwoszczika.
Obcych klasowo miłość szalona
rzuciła sobie wzajem w ramiona.

Jej groził ojciec,
Matka krzyczała,
Egzekutywa
z nim rozmawiała.
Nic nie pomogło,
w miłości trwali,
Aż z tej miłości
powariowali.

Powariowawszy – raz nocką czarną
wspólnie otruli się pod latarnią.
Teraz za karę, losu wyrokiem,
snują się jęcząc z wiatrem i mrokiem.

(Napisane we wrześniu 1985 roku)

Wiersz ten napisał mój Ojciec, który w przeszłości miewał napady poetyckiej - czy rymokleckiej - weny i od czasu do czasu popełniał krótkie utwory mową wiązaną.

Pozbawiony był ambicji poetyckich, obdarzony zaś, baruch Haszem, poczuciem humoru. Poczucie humoru walczyło o przetrwanie uparcie, ale zdawało się przygasać wraz z upływem czasu i zmianami w otaczającej Tatę rzeczywistości. A rzeczywistości tej nie lubił. Jakkolwiek doceniał demokrację, to fanem kapitalizmu być nie potrafił - lewicowa wrażliwość podsuwała mu pod oczy obrazy ludzi biednych, głodnych, cierpiących, wykluczonych. Poczucie humoru okazało się siłą niedostateczną, by widoki te złagodzić. Równocześnie życie domagało się, by pracował coraz więcej i więcej. Stąd też czasu na mowę wiązaną było coraz mniej.

Lecąc do Polski miałam zamiar odkopać w Tatowych papierach pisane przez niego wierszyki. Zachowało ich się zaledwie kilka. Czy napisał więcej? Prawdopodobnie. Na szczęście te, które pamiętałam, okazały się czekać na mnie schowane starannie pomiędzy innymi papierkami i karteluszkami. Pomyślałam, że podzielę się przynajmniej tym jednym.