Ponownie na Midweście
środa, 31 grudnia 2008
Bloomington bez fajerwerków

Podczas pięknego pokazu fajerwerków w Dzień Niepodległości, który miałam okazję oglądać z dachu jednej z miejscowych instytucji kulturalnych (nie ma jak dobre dojścia tu i ówdzie), spytałam znajomą, dlaczego w Bloomington nie ma fajerwerków w Sylwestra. - A dlaczego miałyby być? - odpowiedziała pytaniem, a w jej oczach malowało się szczere zdumienie.

- Pół świata i cała Europa puszcza fajerwerki w noc sylwestrową - wyjaśniłyśmy z pochodzącą z Bułgarii sąsiadką, Liną, która podobnie jak jak uwielbia tę atrakcję.

No dobrze, może to jest nieco kiczowate. W porządku, trochę to dziecinne podskakiwać z radości na widok eksplozji kolorowych świateł na nocnym niebie. Ale co z tego? Lubię fajerwerki i już!

Niestety dzisiejszej nocy w Bloomington ich nie zobaczę. Jakieś petardy pewnie wystrzelą w kilku miejscach i dotrze do mnie ich echo, ale generalnie noc będzie cicha i spokojna.

Dzieje się tak dlatego, że większość zabawowo nastawionych mieszkańców miasta - studentów - opuściła Bloomington natychmiast po zakończeniu sesji egzaminacyjnej. Z Bloomington wymiotło, innymi słowy, mniej więcej 30 tysięcy ludzi.

Nieodmiennie zadziwia mnie ta nagła przemiana miasta. Jeszcze w piątek przed południem na alejkach i ulicach kampusu przewalają się tłumy, a właściciele samochodów klną, że nie ma gdzie zaparkować. W knajpkach i sklepach ruch. Na ulicach sporo samochodów, a gdzieniegdzie tworzą się nawet miniaturowe korki.

Jeśli wyjdzie się na spacer tego samego dnia wieczorem, obraz jest już zupełnie odmienny. Kampus zdominowany przez szalejące w poszukiwaniu jedzenia wiewiórki.

squirrel

Na ulicach, w pubach i sklepach mniej niż połowa standardowych spacerowiczów i klientów. I cisza. W sobotę - i każdy dzień po niej - słyszę bardzo wyraźnie dobiegające z kampusu dźwięki wielkiego zegara, który cierpliwie odlicza kolejne kwadranse i bije głośno niezależnie od tego, czy ktoś go słucha czy nie. W moim budynku - pustka.

Kulminacja nastąpiła w pierwszy (i ostatni tutaj) dzień świąt. Niesamowity widok stanowiły kompletnie opustoszałe ulice. Nie mam pojęcia, gdzie skryli się wszyscy mieszkańcy, ale podczas dwugodzinnego spaceru napotkałam dokładnie jedną istotę ludzką.

Kirkwood Av

Mogłam spokojnie przespacerować się samym środkiem głównego miejskiego deptaka. Miejskiego? W czasie przerwy międzysemestralnej trudno czasem pamiętać o tym, że Bloomington jest miastem, że w ciągu roku pulsuje studenckim życiem.

Oczywiście nie jest tak, by wszyscy stali mieszkańcy Bloomington postanowili nadejście Nowego Roku zignorować. W kilku miejscach są zaplanowane miejsze i większe imprezy. Wiele osób spędzać będzie tę noc w domach w towarzystwie znajomych. Ja zostanę w domu. Skoro nie będzie fajerwerków, to właściwie nie ma na co czekać, prawda?

Dziękuję Wam serdecznie za miłe słowa i dobre życzenia. Nie będę Wam życzyć "szczęśliwego Nowego Roku", bo znaczenie tej frazy nie jest dla mnie jasne. Szczęśliwego czyli jakiego właściwie? Życzenia "wszystkiego najlepszego" też wydają mi się jakoś zbyt mgliste. Życzę Wam więc, aby rok 2009 był lepszy od 2008 - osobiście i zawodowo, prywatnie i publicznie. I żebyście tę noc spędzili w towarzystwie osób, na których zależy Wam najbardziej i które najbardziej kochacie. Ostatecznie, niewiele się liczy poza tym właśnie.

wtorek, 30 grudnia 2008
Czy ja istnieję?

Życie potrafi być zabawne. W każdym razie można je tak postrzegać, jeśli jest się obdarzonym odpowiedniego rodzaju poczuciem humoru. Wiele wskazuje na to, że owo odpowiednie poczucie humoru jest wisielcze.

Sprowokowała mnie do śmiechu koincydencja dwóch wydarzeń z pogranicza życia komunalnego, prywatnego i zawodowego.

Wydarzenie pierwsze: na polsko-żydowskim forum dyskusyjnym zarzucono mi manifestowanie "jawnej wrogości wobec Państwa Izrael" (tak, pisownia oryginalna; jak można o Izraelu pisać z małej litery? przecież to nie jest państwo - to jest Państwo). Zarzut ten pojawił się w związku z wyrażonymi przeze mnie opiniami na temat wojny w Strefie Gazy.

Opis drugiego wydarzenia wymaga niewielkiego wprowadzenia. Otóż prowadziłam w tym semestrze ćwiczenia do zajęć o konflikcie izraelsko-palestyńskim. Częścią moich obowiązków było sprawdzanie i ocenianie prac pisemnych. Pewna studentka poinformowała mnie przedwczoraj, że jej zdaniem oceniłam jej prace niesprawiedliwie - postawiłam oceny zbyt niskie kierując się uprzedzeniami oraz faktem, że mamy inną ocenę tegoż konfliktu. Studentka, jak się dowiedziałam wczoraj, jest Palestynką. Trudno mi powiedzieć, jaka jest jej ocena konfliktu, bo nie było tego łatwo wywnioskować z mocno przeciętnych prac. W każdym razie domyślam się, że moje uprzedzenia jej zdaniem są proizraelskie. Studentka postanowiła złożyć skargę do uczelnianego biura skarg i zażaleń.

Zestawienie tych dwóch zarzutów - o równie piramidalnym charakterze - szczerze mnie rozbawiło.

Gdyby rację mieli myśliciele, zdaniem których jesteśmy tacy, jak postrzegają nas inni, musiałabym być tworem wewnętrznie sprzecznym, a zatem takim, którego istnienie jest wykluczone przez prawa logiki.

Na wszelki wypadek pójdę zajrzeć w lustro. Może mnie wcale nie ma?

sobota, 27 grudnia 2008
Upiorny szabat

Rozejm pomiędzy Hamasem a Izraelem był kruchy od samego początku. Dawał jednak jakąś nadzieję - nie tylko mieszkańcom Strefy Gazy, nie tylko Izraelczykom, ale także wszystkim, którzy pomimo wszystko wierzą w możliwość pokoju na Bliskim Wschodzie. Niestety dziś, po przedpołudniowych atakach izraelskiego lotnictwa na Gazę, ta wiara okazała się praktycznie zupełnie bezpodstawna.

Tak, to prawda: w ostatnich dniach na terytorium Izraela spadło wyjątkowo wiele rakiet wystrzelonych ze Strefy Gazy. Prawdą jest jednak również, że żaden Izraelczyk nie zginął w wyniku tych ataków. Tymczasem w ciągu jednej porannej akcji izraelskiego lotnictwa w Strefie zginęło co najmniej 140 Palestyńczyków.

Wedle informacji medialnych większość zabitych to członkowie sił bezpieczeństwa Hamasu. Bycie członkiem Hamasu oraz bycie członkiem sił bezpieczeństwa tej organizacji nie jest jednak równoznaczne z byciem terrorystą ani z ponoszeniem odpowiedzialności za rakietowe ataki na Izrael.

Poza tym - większość to nie wszyscy. Wśród zabitych są - znowu - ludzie nie związani z Hamasem. Również dzieci. Dziesiątki osób odniosły rany. Wedle informacji NYT między innymi pięciomiesięczne dziecko. Nie wiemy wiele o tych rannych. Ilu z nich straciło kończyny? Ilu z nich zostało upośledzonych do końca życia? Może ktoś stracił oko? Ile ludzkich istnień zostało ostatecznie i radykalnie przetrąconych podczas tej krótkiej operacji powietrznej?

Naturalnie liderzy Hamasu w Strefie od kilku już dni są w ukryciu. Ich nie dosięgnie się poprzez nawet najlepiej zaplanowany atak lotniczy. Pociski trafiają w ludzi na ulicach, na posterunkach policji, w urzędach.

W czwartek, na falach arabskiej telewizji Al Arabija premier Olmert apelował do mieszkańców Gazy o to, by odrzucili Hamas i ludzi stojących za rakietowymi atakami na Izrael. Nie trzeba być prorokiem, żeby zgadnąć, że dzisiejsza operacja izraelskiego lotnictwa nikogo do obrania tej drogi nie skłoni.

Jeśli z lat walk w Izraelu można wyciągnąć jakiś wniosek, to brzmi on tak - z Palestyńczykami nie da się rozmawiać językiem przemocy. Niestety w stosunku do Hamasu i Strefy Gazy władze izraelskie nie mają - i być może mieć nie chcą - żadnego innego.

Czytałam niedawno książkę paryskiego profesora o radykalnym islamie. Autor rozsądnie unika formułowania prognoz, ale jednocześnie sugeruje, iż losem maksymalistycznych organizacji islamskich, gdy zyskają realną władzę, jest stopniowy spadek radykalizmu. Trudno być rewolucjonistą, gdy ma się pod opieką społeczeństwo. Trudno być terrorystą, gdy trzeba zadbać o opiekę zdrowotną i martwić się o zdobycie głosów w kolejnych wyborach.

Czy taka będzie droga Hamasu? Tego nie wiadomo. Jak dotąd Izrael nie zrobił wiele, by dopomóc w realizacji takiego scenariusza. Zrobił zaś całkiem sporo, by ją uniemożliwić.

Z Hamasem trzeba rozmawiać. Bomby nie wystarczą.

W Izraelu tymczasem podniesiono stopień środków bezpieczeństwa w oczekiwaniu, rzecz jasna, na kolejną serię ataków rakietowych. Wet za wet. Oko za oko aż wszyscy będą ślepi.

Ot, i taki to upiorny szabat, podczas którego spędzę wiele czasu myśląc o palestyńskim niemowlęciu rannym w głowę odłamkiem izraelskiego pocisku lotniczego.

czwartek, 25 grudnia 2008
Zawsze zbyt wcześnie

Shabbat shalom
Originally uploaded by cacophony76
Szabat zawsze przychodzi zbyt wcześnie, ale szczególnie jest to odczuwalne w zimę z tego prostego powodu, że szabat zaczyna się przed zachodem słońca, który, jak wiadomo, w zimę ma miejsce o jakichś dziwnych porach.

W Bloomington, z powodu geograficznego położenia, nie jest jeszcze najgorzej. Aktualnie początek szabatu wypada trochę po godzinie 17. W Polsce zaś - generalnie w okolicach 15. Toż to środek dnia!

Łatwo sobie wyobrazić, że zimowe piątki dla Żyda mieszkającego w bardziej północnych częściach naszego globu, mogą - obok radosnego oczekiwania na początek szabatu - zawierać w sobie związaną z owym początkiem lekką panikę. W końcu zawsze jest coś jeszcze do zrobienia, zawsze znajdzie się coś, co powinno zostać załatwione już teraz i z pewnością nie może czekać do końca szabatu.

A jednak może. To jedna z najprzyjemniejszych implikacji szabatu. Szabat upamiętnia Stworzenie. Pod koniec owego procesu Bóg rozejrzał się po okolicy i stwierdził, że "było dobre". Jakkolwiek te słowa średnio przystają do rzeczywistości, to weźmy je chwilowo za dobrą monetę.

Kiedy zbliża się początek szabatu, każdy Żyd powinien potrafić spojrzeć na rzeczy, które robił w ciągu tygodnia i powiedzieć sobie, że "były dobre". I odetchnąć. I zapomnieć o tym, że jeszcze tamto i owamto czeka na załatwienie. "Było dobre", nawet jeśli jest niedokończone.

***

Bardzo Wam serdecznie dziękuję za miłe słowa w komentarzach do poprzedniego wpisu. Nie chcę pisać tutaj o trudnych osobistych sprawach, ograniczę się więc jedynie do stwierdzenia, że choć nie było i nadal nie jest łatwo, to powoli wracam do stanu zbliżonego do normy. A to oznacza również powrót do pisania, mam nadzieję. Tym, którzy wrócą do czytania, dziękuję za cierpliwość.
Wszystkim zaś znajomym obchodzącym święta Bożego Narodzenia serdecznie życzę świątecznego spokoju zamiast świątecznego zamieszania.
03:11, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (12) »