Ponownie na Midweście
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Niespodzianka w szafce

Chciałam sobie tylko zrobić herbatę...

tea time

piątek, 21 sierpnia 2009
Chodząc po ulicach Brooklynu

Chodząc po ulicach Brooklynu w niemiłosiernie piękne i słoneczne dni doskonale mogłam zrozumieć, jak to przyjemnie usiąść sobie w cieniu i spokojnie zapalić papierosa...

woman

środa, 19 sierpnia 2009
Turbany na głowach

Pisałam w przeszłości o kwestii zakrywania włosów. Podczas kilkudniowej wizyty w Nowym Jorku miałam okazję napatrzeć się na ortodoksyjne i ultraortodoksyjne Żydówki starannie chowające włosy pod mało twarzowym nakryciem głowy.

Te akurat panie są chasydkami, należą do ultraortodoksyjnej chasydzkiej grupy Satmar. Południowo-zachodnia część stanowiącego fragment Brooklynu Williamsburga to miejsce, w którym chasydzi Satmar zdecydowali się zapuścić korzenie.

Widok, powiem szczerze, jest dość przygnębiający. Dziwne turbany na głowach, prawdopodobnie głowach ogolonych, wyglądają, moim zdaniem, wyjątkowo smutno. Nie wiem, jakiej dokładnie tkaniny używa się do wykonania tych turbanów, ale z bliska podobna jest ona do ręcznika.

Kobiety na zdjęciu ubrane są w zgodzie z regułami cnijut czyli skromności. Wszystko zakryte. Długie rękawy, długie suknie lub spódnice, żadnych dekoltów, rajstopy pomimo letniego skwaru. A wszystko to, jak pisałam wcześniej, po to, by nie rozpraszać męskiej koncentracji. Biedni mężczyźni, których umysły są tak słabe, iż ich myśli ulegają natychmiastowemu rozproszeniu na widok najmniejszego fragmentu kobiecego ciała... Pewnie, lepiej - bo bezpieczniej - patrzeć na turbany...

14:37, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (10) »
piątek, 07 sierpnia 2009
Narodziny gwiazdy

the miracle of transformation

Narodziny tej oto zielonej piękności miałam okazję oglądać wczoraj w późnych godzinach nocnych na werandzie znajomych w Silver Spring, MD (to przedmieścia Waszyngtonu, podobnie jak Arlington, w którym mieszkam).

Zastanawiałyśmy się z Karen długą chwilę nad imieniem i płcią zielonego stworzenia, które kojarzyło mi się z jakimś migotliwym kamieniem szlachetnym. Z początku obstawałam przy czymś z niemieckiego - jakaś Hildegarda czy coś w tym rodzaju. Sprawę płci rozstrzygnęłam bowiem tyleż szybko, co zupełnie arbitralnie - nie mam zielonego pojęcia czym pan cykada różni się od pani cykady. Po konsultacjach zdecydowałam się w końcu podzielić z domniemaną panią cykadą moim własnym imieniem hebrajskim.

Na zdjęciu widzicie zatem Awital, która wczorajszej nocy zdecydowała się wyleźć ze swojej brązowej skorupki. (Notabene: czy ktoś wie, jak ta skorupka nazywa się po polsku? Po angielsku ma bardzo ładną nazwę - exoskeleton.) Nie sprawiała na nas wrażenia przejętej wzbudzonym przez siebie zainteresowaniem. Łypała na nas jedynie swoimi zielonymi, nieco wybałuszonymi oczami.

środa, 05 sierpnia 2009
Śniadanie

don't worry, be happy

Podobno trzeba je jeść...

PS: mam nadzieję, że wybaczycie mi fakt, że ostatnio łatwiej mi przychodzi komunikować się ze światem za pomocą obrazów niż za pomocą słów. Staram się zrozumieć, dlaczego tak jest, ale jeszcze nie udało mi się osiągnąć satysfakcjonującej jasności

wtorek, 04 sierpnia 2009
Patrzcie do góry

Patrzcie do góry niekoniecznie w poszukiwaniu Absolutu pomiędzy chmurami. Patrzcie do góry niekoniecznie po to, by dostrzec niebo gwiaździste nad sobą (a w sobie prawo moralne, rzecz jasna). I nie po to, by przerazić się pustką nieskończonych przestrzeni.

Patrzcie nieco niżej - na dachy i sufity, bo te bywają naprawdę fascynujące.

Exemplum 1:

no perspectives?

Sufity stacji waszyngtońskiego metra są dla mnie nieustannym źródłem fascynacji. Tu akurat jest sufit nowszego typu, jeśli można się tak wyrazić. Moim zdaniem równie ciekawy, jak ten starszego typu, który zobaczyć można na wcześniejszych zdjęciach.

Exemplum 2:

flexibility

To dach National Portrait Gallery w Waszyngtonie, a dokładniej dach przykrywający wewnętrzny dziedziniec w tym gmachu. Bardzo lubię sobie posiedzieć na tym dziedzincu i patrzeć jak zmieniające się światło przefiltrowane przez powyginany dach rzuca rozmaite cienie na ściany.

Exemplum 3:

rooftops

To dachy domów w okolicach 1. ulicy. Okolica podobno bywa niebezpieczna, z pewnością bardziej niż w innych częściach miasta widać w niej skutki ekonomicznej recesji. Widać biedę i zaniedbanie, krótko mówiąc. Widać bezrobotnych przesiadujących bez celu przed domami. Ale widać również szeregi zupełnie fantastycznych dachów.

sobota, 01 sierpnia 2009
Czy ja chcę odbudowy Świątyni?

Wczoraj nie mogłam się doczekać wieczora - i to takiego późniejszego wieczora, a dokładniej godziny 21:00. O tej godzinie bowiem kończył się związany z Tisza be'Aw zupełny post.

Sam post nie jest dla mnie jakimś strasznym problemem. Bez jedzenia da się wytrzymać od zachodu do zachodu słońca. Bez picia jest nieco trudniej, ale i to daje się znieść. Ja mam z Tisza be'Aw inny problem.

Wspomniałam o tym dwa lata temu przy tej samej okazji (swoją drogą to przerażające, jak ten czas leci) i zdania nie zmieniłam: Tisza be'Aw to rocznica zburzenia obu jerozolimskich Świątyń - pierwszej i drugiej. Wedle tradycji inne tragedie spadały na naród żydowski tego dnia. Jest o czym pamiętać, jest co opłakiwać. Ale z drugiej strony faktem pozostaje, że być może gdyby Świątynia nie została zburzona, nie powstałby judaizm - religia, którą wybrałam.

Zawsze mam ten problem w Tisza be'Aw...

Inne pytanie, które zadaję sobie tego dnia jest takie - czy ja naprawdę chcę odbudowania Światyni? Czy chcę powrotu świątynnego kultu ze składaniem ofiar ze zwierząt? Czy chcę, aby judaizm na nowo stał się religią z jednym centrum - duchowym i geograficznym zarazem? Czy wierzę w to, że Bogu potrzebne jest jakieś jedno, konkretne miejsce na ziemi?

Reformowany judaizm przez pewien czas swojego istnienia był daleki od idei powrotu Żydów do Ziemi Obiecanej. Zarówno ziemia obiecana, jak i era mesjańska przeniosły się w wymiar moralny. Nie chodziło już o powrót Żydów w konkretne miejsce ani o odbudowę politycznej suwerenności. Chodziło o doskonalenie etyczne - Żydów i całego świata. Jednym ze sposobów wyrazu tego poglądu stało się zastosowanie słowa "świątynia" do każdej synagogi - każda synagoga stała się w pewnym sensie Świątynią. Do dziś wielu amerykańskich Żydów używa słowa "temple", gdy mówią o swojej synagodze.

Światynia, mówi tradycja, ma zostać odbudowana z przyjściem Mesjasza. Może kult świątynny nie będzie już wtedy potrzebny? Może nie mam się tak naprawdę o co martwić?

Choć martwię się o jeszcze jedną rzecz - nie chcę odbudowy Świątyni, jeśli miałoby to oznaczać zburzenie stojących w jej miejscu świątyń muzułmańskich, Kopuły na Skale i Meczetu al-Aksa. Wzgórze Świątynne - Har Ha-Bait - zwane jest także Al-Haram al-Szarif. Kto ma zdecydować, która nazwa jest bardziej "prawdziwa"? Kto ma zdecydować, czyja świątynia powinna tam stać?

Ale znowu - może nie ma się o co martwić. Może kiedy przyjdzie Mesjasz religijne różnice pomiędzy nami nie będą już miały znaczenia.

Szabat szalom.

00:46, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (2) »