Ponownie na Midweście
sobota, 04 listopada 2006
Kadisz jatom

Jeszcze trochę o obyczajach związanych z pamięcią o zmarłych.

Nazwę "kadisz" zna wielu nie-Żydów. Można napotkać ją choćby w medialnych wzmiankach o uroczystościach upamiętniających ofiary Holokaustu. Wiadomo, że Żydzi zbierają się w jakimś miejscu i odmawiają "kadisz za zmarłych".

Kadisz jatom to wyjątkowa modlitwa, a jej związek ze zmarłymi może zastanowić każdego, kto zna jej tekst:

Niech będzie wywyższone i uświęcone Jego wielkie Imię w świecie, który stworzył według swojej woli. I niech nastanie Jego królestwo, za waszego życia i za waszych dni, i za życia całego Domu Jisraela, prędko, w bliskim czasie. I powiedzcie: Amen.
Niech Jego wielkie Imię będzie błogosławione na wieki i zawsze. Niech będzie błogoławione, wychwalane, uświetnione, wywyższane, wynoszone, czczone, wznoszone, wysławiane Imię Świętego, który jest błogosławiony ponad wszelkie błogosławieństwa, pieśni, pochwały i pocieszenia, które wznosi się na świecie. I powiedzcie: Amen.
Niech nastanie z Nieba wielki pokój i życie dla nas i dla całego Jisraela. I powiedzcie: Amen.
Ten, który czyni pokój na wysokościach, niech uczyni pokój dla nas i całego Jisraela. I powiedzcie: Amen.

Jedno rzuca się w oczy od razu: w tej modlitwie nie ma żadnej wzmianki o zmarłych. To modlitwa wychwalająca Boga.

W fascynującej książce "Kaddish" Leon Wieseltier śledzi historię i zmieniające się znaczenie tej modlitwy.

Nazwa "kadisz" nie jest pełna. Naprawdę modlitwa ta nazywa się "kadisz jatom", czyli kadisz sierocy. Jej codzienne odmawianie przez jedenaście jest obowiązkiem osoby, która znajduje się w żałobie po śmierci jednego z rodziców. Kadisz odmawia się także w rocznicę śmierci.

Nie jest to jednak - zupełnie ściśle rzecz biorąc - modlitwa za zmarłą osobę, choć tradycja uczy, iż jej odmawianie ma jakiś wpływ na losy duszy zmarłego. Jak to możliwe, skoro w jej tekście o zmarłym w ogóle się nie wspomina?

Wedle niektórych źródeł wpływ ten wiąże się z tym, że odmawianie kadiszu przez żałobnika jest poczytywane za zasługę zmarłego. Brzmi to dość tajemniczo, ale jest wbrew pozorom jasne - to zmarły, to rodzic nauczył żałobnika tekstu modlitwy i praw z nią związanych. Innymi słowy, odmawianie kadiszu jest świadectwem tego, że rodzicowi udało się wprowadzić dziecko w świat żydowskiej religii i tradycji. Że zdołał wypełnić jeden z najważniejszych nakazów, który obowiązuje żydowskich rodziców: obowiązek przekazania dziecku dziedzictwa Tory.

Recytacja kadisz jatom symbolizuje jednak coś więcej. Wielu z nas, w chwili śmierci bliskiej osoby, wpada w gniew. Śmierć jest niesprawiedliwością. Śmierć kogoś, kogo kochamy jest nie tylko bolesna. Wydaje się być także zupełnie niesprawiedliwa. Dlaczego umieramy? Dlaczego musimy umierać? Dlaczego musimy bezradnie patrzeć na to, jak cierpią i odchodzą ludzie, których kochamy? Dlaczego Bóg tak właśnie urządził ten świat?

Każdy, kto w takiej sytuacji potrafi z serca wypowiedzieć słowa "Jitgadal wejitkadasz szmei rabba...", daje świadectwo swojej wielkiej wiary i zaufania Bogu niezależnie od bólu i tragedii, którą przeżywa.

W podobnym duchu można rozumieć słowa, które tradycyjnie wypowiadamy słysząc wiadomość o czyjejś śmierci: "Baruch Dajan Emet" - "Niech będzie błogosławiony Prawdziwy Sędzia".

18:55, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (6) »
czwartek, 02 listopada 2006
Szomer Jisrael

Nie jest łatwo być Żydem w Polsce. I to wcale nie z powodu antysemityzmu - mniej czy bardziej elokwentnego, czy z powodu zwykłego chamstwa i skrajnej głupoty.

Żydem religijnym w Polsce być trudno z powodu braku infrastruktury. W całej Polsce jest, na przykład, jeden sklep oferujący koszerne produkty.

Synagog w kraju jest mnóstwo - są w nich sklepy, kina, domy kultury, archiwa, biblioteki. Synagogi, w których ktokolwiek jeszcze się modli, można policzyć na palcach jednej ręki.

Pół biedy, jeśli ktoś mieszka w mieście, w którym jest żydowska gmina. Wtedy można liczyć i na wspólne obchodzenie świąt, na minjan podczas żałoby, na nabożeństwa, żydowskie towarzystwo - jakieś żydowskie życie. Ale jeśli jakiemuś Żydowi przypadnie mieszkać poza takim ośrodkiem, to koniec.

Czy da się być Żydem w pojedynkę? Świeckim może tak. Religijnym - z pewnością nie.

Judaizm jest religią wspólnoty. Na Synaju Haszem zawarł przymierze z ludem Jisraela, a nie z pojedynczymi Żydami. Nie ma chyba religii bardziej opartej na wspólnocie niż judaizm właśnie. Praktykować go w pojedynkę niepodobna.

Często dyskutujemy nad tym, czy życie żydowskie w Polsce ma przyszłość. Ja chcę wierzyć w to, że ma. Nie dziwi mnie jednak, że niektórzy znajomi decydują się wyjechać z Polski. Cieszy mnie to, że inni zostają i niezależnie od wszystkiego starają się to żydowskie życie w Polsce odbudowywać.

Kiedy myślę o polskich Żydach, przychodzi mi do głowy fragment jednej z modlitw:

שומר ישראל. שמור שארית ישראל. ואל יאבד ישראל. האומרים שמע ישראל

Szomer Jisrael, szemor szeerit Jisrael, weal jowad Jisrael, haomrim "Szema Jisrael"

Stróżu Jisraela, strzeż reszty ludu Jisraela i niech nie zginie Jisrael, ci, którzy mówią "Szema Jisrael".

04:55, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (5) »
środa, 01 listopada 2006
Odrobina synkretyzmu

Doszłam do wniosku, że odrobina synkretyzmu kulturowego mi nie zaszkodzi.


Jack w dzień


Jack w nocy

Pamięć o zmarłych - Izkor

Żydzi nie mają dnia Wszystkich Świętych, nie mają Zaduszek. Pamięć w ogóle, w tym również pamięć o zmarłych, jest jednak w judaizmie bardzo ważna, jak w większości innych religii i kultur.

Zmarli odchodzą, ale przecież zarazem z nami pozostają. Zmarli, których kochamy, nie odchodzą tak naprawdę nigdy. Zawsze pozostają w naszej pamięci - a zatem żyją dalej, choć w inny sposób. Ich nieobecność jest najbardziej może bolesnym i wyraźnym sposobem obecności.

W judaizmie istnieje szczególne nabożeństwo, podczas którego wspomina się zmarłych. Nazywa się Izkor.

Dawniej Izkor odbywał się tylko w Jom Kipur. Obyczaj ten związany był z wersetem księgi Dewarim (Powtórzonego Prawa): "Daj się przebłagać twojemu ludowi, Jisraelowi, który wykupiłeś" (21:8). Słowa "daj się przebłagać twojemu ludowi" intepretuje się jako odnoszące się do żywych, słowa "który wykupiłeś" - do zmarłych.

Obecnie modlitwy te odmawia się w synagodze cztery razy w roku: w Jom Kipur, Szemini Aceret, ósmego dnia Pesach oraz drugiego dnia święta Szawuot.

Nabożeństwo Izkor składa się z kilku specjalnych modlitw. Między innymi:

Izkor, od której bierze się nazwa całego nabożeństwa. Ta modlitwa ma kilka form w zależności do tego, za kogo się modlimy - za ojca, matkę, krewnego, dalszych członków rodziny, męczenników itp. Poniżej tekst modlitwy za zmarłego ojca.

Niech Bóg wspomni (heb. Izkor) duszę mojego ojca i mojego nauczyciela (imię ojca), który odszedł do swojego świata, a ja (bez ślubowania) dam jałmużnę za niego. W nagrodę za to, oby jego dusza była związana węzłem życia z duszami Awrahama, Jicchaka i Jaakowa, Sary, Riwki, Rachel i Lei i resztą dusz sprawiedliwych mężczyzn i kobiet w ogrodzie Edenu. I powiedzmy: Amen.

Inna modlitwa to El male rachamim czyli "Boże pełen miłosierdzia". Ona również ma odpowiednie formy. Oto fragment jednej z nich:

Boże pełen miłosierdzia, który mieszkasz na wysokościach, znajdź właściwy odpoczynek pod skrzydłami Twojej Obecności, na poziomach świętości i czystości, świecących jak blask sklepienia niebieskiego, dla duszy (imię zmarłego) syna (imię ojca zmarłego), który odszedł do swojego świata...

Najbardziej znaną modlitwą związaną ze zmarłymi i pamięcią o nich jest kadisz. O nim jednak następnym razem.

01:04, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 30 października 2006
Szczęściarz

Szczęściarz lub szczęściara, trudno powiedzieć. W każdym razie los uśmiechnął się niewątpliwie do właściciela samochodu o tej oto rejestracji:


"Ona zapłaciła"

Powiedzmy sobie szczerze, niebagatelny musiał to być uśmiech, biorąc pod uwagę fakt, iż samochód ten to ni mniej nie więcej tylko Pontiac Grand Prix

Jak się okazuje wiele lat studiowania filozofii, wielka miłość dla Marka Aureliusza oraz późniejsze i nadal trwające studia nad judaizmem, nie były w stanie wykorzenić we mnie w zupełności pewnej słabości do dóbr jak najbardziej doczesnych.

I żałuję, że sama nie spotkałam tej "Jej". Przyznaję się do tego bez bicia.

niedziela, 29 października 2006
A na drzewach zamiast liści...

A na drzewach zamiast liści wisieć będą... Nie, nie, wcale nie komuniści, a przynajmniej na pewno nie na Midweście. Na Midweście na drzewach wiszą buty:

Buty wiszą na drzewach, buty wiszą na kablach wysokiego napięcia... Obuwie sportowe i klapki, pantofle i półbuty. Pełna gala wyrobów amerykańskiego przemysłu obuwniczego. Niekoniecznie stare i zniszczone. Często zobaczyć można obuwie w dobrym stanie, parę związaną sznurowadłami i z wdziękiem kołyszącą się na gałęzi drzewa.

Od dość dawna intrygował mnie ten fakt, więc ruszyłam przeprowadzić wywiad środowiskowy, by odkryć znaczenie tej dość oryginalnej, jak by nie było, dekoracji. Ustalenia, niestety, są jak dotąd niezadowalające. W zrozumieniu zjawiska nie pomogła mi ani Koleżanka Doktorantka z Entografii ani Koleżanka Doktorantka z Antropologii.

Co wiem: otóż wiele wskazuje na to, że obyczaj zarzucania pary butów na kabel wysokiego napięcia lub gałąź drzewa wiąże się z faktem ukończenia studiów i bliskiego wyjazdu z miasta. Ot, taki gest pożegnalny.

Dlaczego jednak taki właśnie? Dlaczego pozostawiać po sobie w mieście pamiątkę w postaci pary półbutów?

Jedna z pytanych osób wiązała to ze sceną w jakimś amerykańskim filmie, w którym bohater wykonuje podobny gest. Niestety tytułu filmu nie udało mi się dotąd ustalić.

A może to zwykły wśród tutejszej młodzieży przejaw lekkomyślności i niezbyt poważnego stosunku do pieniądza? Buty, warto dodać, wcale nie są tu tanie. A może to forma protestu przeciw konsumpcyjnemu społeczeństwu, które nic tylko kupuje i kupuje, również buty, zamiast wrócić na łono natury i dziarsko maszerować na bosaka?

Niekoszerny pudding

Na ostatnie seminarium jeden z uczestników przyniósł sporą blachę puddingu. Wcześniej rozmawialiśmy o urokach - zdaniem niektórych: urokach bardzo wątpliwych - owego produktu i znajomy postanowił pudding przynieść, aby wszyscy mogli spróbować i wyrobić sobie opinię.

Wypiek wyglądał średnio apetycznie, więc bez specjalnego żalu zrezygnowałam z konsumpcji. Nie zrobiłam tak jednak dlatego, że rzecz nie prezentowała się ciekawie. Rzecz w tym, że pudding ów był niekoszerny.

Wiedzą dość potoczną jest, że religijni Żydzi nie jedzą wieprzowiny. Wieprzowina to nieomal symbol niekoszerności. Ale pudding? Czym zawinił biedny pudding?

Otóż reguły kaszrutu dotyczą nie tylko spożywania poszczególnych pokarmów, ale również sposobu ich przygotowania. Rzecz doskonale koszerna może stać się kompletnie trefna, jeśli podczas gotowania nie będziemy stosować odpowiednich zasad. Koszerne musi być nie tylko jedzenie, koszerna musi być również kuchnia, w której jedzenie owo się przygotowuje.

Koszerna kuchnia w nieżydowskim domu byłaby czymś oględnie rzecz ujmując zadziwiającym, więc w sposób oczywisty zakłada się, że posiłki w takich domach koszerne nie są. Zatem - jeść ich nie wolno.

Jeśli ktoś obraca się w środowisku nieżydowskim lub bardzo mieszanym pod tym względem, to musi liczyć się z tym, że przyjdzie mu odmawiać zaproszeń na obiad czy lunch.

Bywałam już w takich sytuacjach i muszę przyznać, iż mogą być one nieprzyjemne. To rzecz z pozoru drobna, ale stanowi dobry test tolerancji dla czyichś przekonań religijnych.

Jeśli macie znajomych Żydów, nie patrzcie na nich dziwnym wzrokiem, gdy powiedzą, że nie mogą przyjąć zaproszenia na wspólny posiłek. Oni po prostu przestrzegają reguł kaszrutu. Nie są źle wychowani, a zaproszenie mogło im sprawić prawdziwą przyjemność. Mają tylko inne priorytety.

02:14, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (7) »
czwartek, 26 października 2006
Kto jest chory?

Wszyscy (może poza panią kurator, która opowiada jakieś kompletne androny) jesteśmy wstrząśnięci tragedią w Gdańsku. Samobójczą śmiercią Ani, która została w szkole straszliwie upokorzona przez swoich kolegów i najpewniej pozostawiona bez żadnej pomocy po tym wydarzeniu.

Wróci pewnie teraz do mediów na chwilę dyskusja na temat polskiej młodzieży i kondycji polskiej szkoły. Szkoła jest chora, młodzież brutalna i zagubiona. Nie sądzę, żeby ktokolwiek powiedział cokolwiek nowego. Co jeszcze gorsze - pewnie nic tak naprawdę się nie zmieni.

Bo co właściwie powinno się zmienić? Czy pomóc może zatrudnienie w każdej szkole większej ilości pedagogów? Czy może pomóc uwrażliwienie nauczycieli na zjawisko przemocy wśród rówieśników? Czy rodzice zaczną więcej rozmawiać ze swoimi dziećmi?

Warto sobie jasno powiedzieć także, że takie rozmowy wcale nie są łatwe. Wiem, bo sama byłam, jak to się mówi, "dzieckiem trudnym" i rodzice byli w pewnym momencie ostatnią instancją, do której zwracałam się ze swoimi problemami. Ile nastolatków czuje podobnie? Dlaczego? Czy można to zmienić?

Nie ma najmniejszego sensu porównywać moich przeżyć okresu szkolnego z tragedią Ani, ale muszę przyznać, że to, co stało się w Gdańsku, przypomniało mi własne szkolne czasy.

Pod wieloma względami był to czas zły, trudny, samotny i bardzo bolesny. Nie dlatego, że spotykałam się z jakimiś wyjątkowymi wymaganiami ze strony nauczycieli, że musiałam strasznie dużo godzin spędzać nad pracami domowymi czy przygotowaniami do sprawdzianów. Nie. To było normalne - szkoła jest miejscem pracy.

Ale była również miejscem upokorzeń. Upokorzeń ze strony zarówno nauczycieli, jak i kolegów oraz koleżanek.

Z dystansu lat te sprawy wydają się drobne. Ot, ktoś coś powiedział, ktoś wykonał jakiś przykry gest... Nic wielkiego. Dla dziecka jednak, dla nastolatka to są wielkie rzeczy. Nie wolno ich ignorować, nie wolno wzruszać ramionami z komentarzem "ty to w ogóle jeszcze nie wiesz, co to są prawdziwe problemy".

Dzieci mają prawdziwe problemy, nawet jeśli pozornie nic dramatycznego w ich życiu się nie dzieje. Nie wszystkie kończą się samobójstwem. Nie wszystkie kończą się takim dramatem. Ale często mniejsze i większe rany wyniesione ze szkoły towarzyszą nam przez całe życie.

wtorek, 24 października 2006
Czy można zostać Żydem?

Można, wbrew temu, co sądzi wiele osób. Jest to zarazem proste i skomplikowane, jak większość rzeczy w życiu.

Są dwie możliwości bycia Żydem: 1) poprzez urodzenie, 2) poprzez konwersję na judaizm.

Nie mamy wpływu na to, w jakiej rodzinie przychodzimy na świat, czy nam się to podoba czy nie. Każdy z nas ma jednak możliwość wyboru swojej własnej drogi i nadania swojemu życiu kształtu. Oczywiście, możliwości te nie są ograniczone, ale wbrew wrodzonemu pesymizmowi muszę przyznać, że w znacznym zakresie swoje życie rzeczywiście mogę kształtować mniej więcej wedle własnej woli.

Jednym z kroków na tej drodze w moim przypadku była rozmowa z rabinem Michaelem Schudrichem na temat konwersji na judaizm.

Zanim do niej doszło, sporo wiedziałam już i o judaizmie, i o narodzie żydowskim. Kilka lat temu znalazłam się po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych, w tym samym miasteczku akademickim, w którym mieszkam teraz. Na Midweście nie ma wielu Żydów, ale tutaj jest synagoga. Znajomy, który znał moje zainteresowanie judaizmem i historią Żydów, zaproponował, żebym wybrała się do synagogi.

Wcześniej, przez kilka lat, studiowałam historię Holocaustu i związane z nim problemy teologiczne. Czytałam wiele dzienników, relacji, świadectw, tekstów filozoficznych i teologicznych. Odwiedziałam zapomniane żydowskie cmentarze, których w Polsce nie brakuje. Mieszkałam w Warszawie, a to miejsce szczególne - wystarcza ledwie trochę zainteresowania i wrażliwości, by wiedzieć i odczuwać, jak to miasto wyglądało przed wojną. Czym była żydowska Warszawa.

Znajomy powiedział: "Tak długo zajmowałaś się martwymi Żydami, pora żebyś poznała żywych". I miał rację.

Podczas pierwszego nabożeństwa w synagodze, na którym byłam, miała miejsce ceremonia bar micwy. Każda bar czy bat micwa jest poruszającym zdarzeniem. Szczególnie dla młodego Żyda czy Żydówki, którzy podczas niej wchodzą w religijną dorosłość. Niewykluczone jednak, że w czasie tej konkretnej uroczystości ja byłam bardziej poruszona niż jej główny bohater.

Jak się miało okazać, nie była to moja ostatnia wizyta w synagodze, ale raczej początek drogi.

Dokąd mnie ona zaprowadzi? Nie wiem. Mogę snuć marzenia czy przypuszczenia, ale tak naprawdę wiedzieć nie mogę. To droga w nieznane. Droga, podczas której zmieniam się ja i moje życie.

Kiedy Abram usłyszał od Boga słowa "lech lecha" po prostu wstał i ruszył w drogę. Ja nie usłyszałam głosu od Boga, raczej głos z własnego wnętrza. I wyruszyłam.

Stąd tytuł tego bloga: "haderech" to po hebrajsku "droga".

05:09, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (11) »
niedziela, 22 października 2006
Nasze marzenia

Tłumaczę właśnie dla Przeglądu Filozoficznego esej Johna Stuarta Milla i nie mogę się powstrzymać przed zamieszczeniem tutaj jednego zdania (dla "potomności", na wypadek, gdyby potomność czytywała blogi):

Nie jeden człowiek chciałby być Krezusem lub Augustem Cezarem, a jego marzenia zostają spełnione w skromnym wymiarze funta tygodniowo bądź pozycji sekretarza związku zawodowego.

Myśl w żadnej mierze nie nowa, ale jak ładnie ujęta.