Ponownie na Midweście
niedziela, 22 października 2006
Wybiła godzina dyni

Dynia: domena - jądrowce, królestwo - rośliny, podkrólestwo - naczyniowe, nagromada - nasienne, gromada - okrytonasienne, klasa - rosopsida (to brzmi nieomal poetycznie), podklasa - ukęślowe, rząd - dyniowce (co za niespodzianka), rodzina - dyniowate. Tyle mówi nam systematyka.

Na Midweście jednak dynia to znacznie więcej niż okrytonasienny jądrowiec bądź dyniowaty naczynowiec. To niezwykle istotny obiekt obecny w wielu dziedzinach życia.

Dynie się konsumuje i to w różnych formach. Jakkolwiek trudno mi było w to uwierzyć, doświadczenie poucza, iż tak właśnie jest. W piecykach okolicznych domostw zapewne nie jednokrotnie piekło się dziwne coś zwane "ciastem dyniowym". Przykładowy przepis znaleźć można tutaj.

Dyniowe smaki i aromaty napotkać można również - co wydaje mi się jakoś szczególnie kuriozalne - w kawie i herbacie. Te z kolei również można wykorzystać do pieczenia ciast - uzyskamy wówczas, na przykład, "ciasto dyniowo-kawowe". Jego smaku i aromatu nie potrafię sobie nawet wyobrazić.

Dla mnie najciekawsze są jednak dynie jako elementy dekoracyjne. Pojawiło się ich w ostatnich tygodniach mnóstwo. Dynie zdobią parapety domów, wystawy sklepów, witryny pubów, kafejek oraz restauracji. Częstokroć pojawią się na werandach domów w towarzystwie jesiennych astrów.

Tak, dynia tutaj oznacza jesień. Nie ma jesieni bez dyni, dyniowych smaków i aromatów. Dynia jest ściśle związana z przemijaniem i rytmem pór roku.

A im bliżej Haloween, tym więcej pojawia się dyń szczerzących kły lub krzywo uśmiechniętych. Jack-o-lantern to już kulturowa ikona, nie tylko Midwestu.

PS: Właśnie odkryłam, że istnieje również dyniowe piwo. Jeden z jego rodzajów wytwarzany jest przez Lakefront Brewery w Milwaukee. Oto etykieta:

czwartek, 19 października 2006
Moszaw Band

Ostatnio nie mogę oderwać się od muzyki tego zespołu.

Moszaw Band to izraelska grupa, która powstała - jakżeby inaczej - w moszawie o nazwie Meor Modiim. To miejsce ma szczególne tradycje muzyczne, gdyż jego założycielem był Reb Szlomo Carlebach (więcej o nim przy innej okazji).

Meor Modiim leży na wzgórzach pomiędzy Jerozolimą a Tel Awiwiem i z tego miejsca na cały żydowski świat wypłynęło wiele pięknych melodii. Klasycznych niggunów, psalmów, a wreszcie mieszanek rocka, folku i reaggee, które prezentuje właśnie Moszaw Band.

Poniżej próbki - teledyski Moszaw Band. Najpierw "Elijahu Hanawi". Żydzi wierzą w to, że ponowne przyjście proroka Elijahu będzie poprzedzać przyjście Mesjasza. I dlatego śpiewamy: Elijahu hanawi, Elijahu hatiszbi, Elijahu hagiladi, bimhejra wejamejnu jawo elejnu im Masziach ben Dawid (Niech prorok Elijahu przyjdzie wkrótce, za naszych czasów, z Mesjaszem synem Dawida).

Następnie "Bereszit", czyli utwór, którego tekst stanowią pierwsze wersy księgi Bereszit (Genesis): Bereszit bara Elohim et haszamajim, et haszamajim we'et haarec. We haarec hajta tohu wawohu... (Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię...)

-----------

Marekslaw, bardzo dziękuję za miłe słowa. Współmałżonkowi ukłonów przekazać jednak nie mogę z tego prostego powodu, że go nie mam :-)

17:10, kakofonia , Kultura
Link Komentarze (3) »
wtorek, 17 października 2006
Nadchodzi mar heszwan

Żydzi mają własny kalendarz, a w nim zbliża się miesiąc heszwan. Nazywany jest "mar heszwan" czyli "gorzki heszwan". A to z powodu braku świąt w tym miesiącu. Dla mnie, szczerze mówiąc, przynosi nieco odpoczynku...

Najpierw był miesiąc elul, a w nim - Wielkie Święta oraz Jamim Noraim czyli Dni Grozy. Szybko po Wielkich Świętach zaczyna się Sukot czyli Święto Namiotów, które kończy się wspomnianą już radosną celebracją w dzień Simchat Tora.

Simchat Tora w mojej synagodze w tym roku było, jak zwykle zresztą, poruszającym i wzruszającym dniem. Taką radość widzi się bodaj tylko w dzień ślubu. To porównanie nie jest zupełnie od rzeczy, gdyż związek pomiędzy narodem Jisraela a Torą ma w sobie coś z małżeństwa. Dobrego, bardzo długiego małżeństwa.

Oczywiście, są w nim spory. Są problemy. Czasem na współmałżonka trudno wręcz spojrzeć. Czasem najchętniej wzięłoby się rozwód w trybie błyskawicznym. Ale są dni, w których jesteśmy świadomi wartości naszego związku, świadomi tego, jak wiele otrzymujemy od tej ukochanej osoby, z którą dzielimy życie. Świadomi tego, jak marne byłoby nasze życie bez tej osoby.

W Simchat Tora czytamy w synagodzę ostatnią parszę. Osoba, której przypada ten zaszczyt nazywana jest "chatan Tora" (חתן תורה) - "oblubieniec Tory". Osobę zaś, która odczytuje zaraz potem parszę pierwszą nazywamy "chatan Bereszit" - "oblubieniec Bereszit" (חתן בראשית). Bereszit bara Elohim... to pierwsze słowa Tory.

Jest więc oblubieniec i jest oblubienica. Jest małżeństwo, jest miłość, jest związek. Często trudny, czasem męczący. Ale jest w nim wierność i miłość, które pozwalają uporać się z tymi trudnościami. I co roku w Simchat Tora następuje wielka celebracja tej miłości.

A po niej można i trzeba nieco odpocząć. Dlatego mamy pozbawiony świąt miesiąc mar heszwan. W końcu nie da się żyć na religijnych wysokich obrotach przez cały czas...

15:32, kakofonia , Judaizm
Link Komentarze (1) »
niedziela, 15 października 2006
How are you?

Mieszkam na Midweście w sumie już trzeci rok, a dopiero niedawno przyswoiłam sobie niezwykle istotną lekcję o charakterze lingwistyczno-kulturowym.

To straszne "How are you?", które człowiek - jeśli nie ma szczęścia - może usłyszeć kilkanaście razy dziennie... I za każdym razem słysząc je ma poczucie jakiegoś kompletnego absurdu: po co pytają, skoro odpowiedź ich nie interesuje?

O tym, że odpowiedź jest w istocie rzeczy bez znaczenia można przekonać się choćby na tej podstawie, iż jest ona dokładnie skodyfikowana. Żadnych tam swojskich "beznadzieja", "ech...", "co to za życie" etc. W grę wchodzą wyłącznie odpowiedzi typu: "ok", "w porządku", "świetnie" czy "znakomicie". Tym słowom powinien towarzyszyć przynajmniej lekki i krótki uśmiech.

I co z tym fantem począć, kiedy ostatnią rzeczą, na jaką ma się ochotę jest wmawianie komukolwiek, że jest świetnie, kiedy nie jest?

Sprawę rozwiązuje potraktowanie "how are you?" tak, jak traktowane być powinno - to nie jest pytanie, tylko przywitanie. To nie jest wyraz zainteresowania, a jedynie językowy rytuał. Jak się przekonałam, na "how are you?" można swobodnie odpowiedzieć drugim "how are you?"

Nikt nie oczekuje odpowiedzi, więc dawać jej nie trzeba. Trzeba natomiast uczestniczyć w rytuale. Inaczej narażamy się na zdumione spojrzenia.

I w sumie nie ma w tym nic dziwnego. W Polsce ciągle mówimy "dzień dobry". Z pewnością nie jest to prognoza pogody (nie mówimy "dzień deszczowy" na powitanie spotkanego znajomego, gdy za oknem leje), ani życzenie dobrego dnia (bo mówimy "dzień dobry" także osobom, które najchętniej zepchęlibyśmy ze schodów).

sobota, 14 października 2006
Simchat Tora

Dziś wieczorem zaczyna się święto Simchat Tora - Radość Tory. To jedno ze świąt, podczas których Żydzi radują się z tego, kim i czym są.

Radują się z daru Tory. W Simchat Tora kończy się roczny cykl jej odczytywania w synagodze. Czytana jest ostatnia parsza, czyli ostatni z fragmentów wyznaczonych na cotygodniowe czytanie, po czym czyta się pierwszy fragment. Od opisu śmierci Mosze Rabejnu przechodzimy do Bereszit bara Elohim...

To znak, że czytanie Tory nigdy nie kończy się tak naprawdę. Każdy koniec oznacza nowy początek.

Simchat Tora to jedna z nielicznych okazji, by zobaczyć zwój Tory w całości, a także, by z Torą albo i bez niej w synagodze... potańczyć.

Chag sameach!

17:49, kakofonia , Judaizm
Link Dodaj komentarz »
1 ... 41 , 42